niedziela, 10 sierpnia 2014

Rozdział 2 "Przyszłość, która nigdy nie nadejdzie".

            

Zapraszam do oddania głosu w ankiecie, w której bierze udział mój blog : Cien-upadlej-gwiazdy.blogspot.com
Dziękuje za każdy oddany głos!



         Czułam ciepły oddech na swoim karku. Jego delikatna dłoń muskała moją skórę. Kierował ją wzdłuż mojego ramienia, wzbudzając dziwne dreszcze w miejscach dotknięć. Bałam się, choć nie wiedziałam czego. Ale  jednocześnie czułam niesamowitą ekscytację. Coś się szykowało. Coś wielkiego.
Jednym ruchem ręki, obrócił mnie twarzą do siebie. Spojrzałam w jego brązowe oczy, chcąc całkowicie się w nich zatracić. Uśmiechnął się do mnie, ukazując rząd śnieżnobiałych zębów. Trącił mój nos swoim i tym razem to ja się uśmiechnęłam. Między nami nie było żadnego wolnego miejsca. Przytuleni do siebie, tworzyliśmy jedność. Dłoń Jaksona otaczała moją talię, drugą zaś ujął mój policzek. Czułam się wspaniale. Obydwoje cieszyliśmy się swoim towarzystwem, chociaż coś... coś krążyło wokół nas, ale nie chciałam o tym myśleć. Niech ten cień za nami, robi sobie co chce, tylko żeby nie ważył się przerywać tej chwili. W końcu mogłam być z nim, a on należał do mnie.
     Jego usta znalazły moje. Ciepło jego miękkich warg, wzbudziło dodatkowy dreszcz na moim ciele. Miałam wrażenie, że ktoś otworzył zakazane drzwi mojego umysłu, uwalniając skryte w nim przyjemności.
Całował delikatnie, lecz zmysłowo. Pieścił mnie swoimi ustami. Oderwał się ode mnie, gdy obojgu nam zabrakło tchu. Wolną ręką znów przeczesał moje włosy. Widziałam jak jego oczy błyszczą szczęściem. Moje zapewne mogłyby kogoś oślepić. Jakson złożył jeszcze delikatny pocałunek na moich ustach, a jego brązowe loki zatańczyły wraz z nim. Widziałam jak jego wargi się rozchylają. Był gotowy do wypowiedzenia tych dwóch słów. Dla mnie najważniejszych. Dwa wyrazy, opisujące nasze uczucia do siebie.
Rozszerzył wargi i...
- Miau...
Zmarszczyłam brwi, wpatrując się w niego. Znowu się uśmiechnął i wyjąkał kolejne miauknięcie.
- Miau...- poczułam jak coś szturcha mnie w dłoń. W jednej sekundzie zniknął Jakson. Zniknęliśmy oboje, w dwóch różnych ciemnościach pomieszczenia, nie wyczuwając swojej obecności.
- Percy...- jęknęłam, uświadamiając sobie, że mój kot próbuje mnie obudzić.- Jak mogłeś- przewróciłam się na drugą stronę, próbując wrócić do mojego pięknego snu. Boże... Jakson wróć!
Miękka, puchata łapka, trąciła mnie w ramię. Otworzyłam oczy, dostrzegając szarą kępkę futra, siedzącą przede mną. Wyciągnęłam ku niemu dłoń i podrapałam kota za uchem.
- Głodny?- zapytałam, na co on odpowiedział mi miauknięciem.
Wstałam, trzymając zwierzaka w rękach. Percy'emu bardzo się to spodobało. Gdy weszliśmy do kuchni, kotek zeskoczył, siadając przed swoją miską. Wyciągnęłam z lodówki jego jedzenie, którym uzupełniłam metalową miseczkę. Dla siebie wyciągnęłam butelkę cherry cook.
- Następnym razem jak obudzisz mnie o szóstej, oddam cię do schroniska- zagroziłam. Zwierze nie przejęło się moimi słowami, tylko grzecznie sobie jadło. Oczywiście, że nigdy bym go nie oddała. Był ze mną już od trzech lat, tak jak Timmy. W końcu to był jego kot, a on bardzo się uparł, że chce go mieć przy sobie. Byłam zbyt niedoświadczona, aby dokonać tej decyzji. Nie wiedziałam, że będzie z nim tyle roboty... Ale chłopczyk obiecał, że się nim zajmie. Wychodził z nim kilka razy dziennie. Często się też z nim bawił, ale karmienie go pozostawało mi. Jeśli chodzi o koty... one są tak jakby naszymi przewodnikami. Szczerze, to nie wiem o co w tym dokładnie chodzi, ale Letty opowiadała mi, że osoby, które widzą duchy- czyli ja- są pośrednikami, którzy kierują martwe dusze na drugą stronę, a koty kierują nas, do najbardziej potrzebujących pomocy dusz. Wiem, to trochę pogmatwane. Zresztą, ja sama ledwo to rozumiem. Jedyne co wiem, to to, że Percy tak samo jak ja, widzi duchy.
- Tim- jęknęłam na tyle cicho, aby ciotka się nie obudziła. Blondynek przeszedł przez ścianę, stając przede mną. Splótł swoje ręce za plecami, a głowę miał spuszczoną w dół, wpatrując się w swoje sandałki.
- Tak?- zapytał niewinnie.
- Co Percy robił u mnie w pokoju?
- Był głodny. Chciałem cię obudzić, ale on mnie uprzedził.
Może w innym wypadku nie byłabym zła, ale Jakson właśnie miał mi wyznać miłość! To chyba każdą dziewczynę by wyprowadziło z równowagi...
- Ech...- westchnęłam.- Pirat?
Tim ochoczo pokiwał głową. Jego ulubioną zabawą z Percy'm, była gra w pirata. On odgrywał rolę ducha, nawiedzającego statek-nasz dom- a kot... udawał jego papugę.
- Właśnie mieliśmy kończyć- powiedział smutnym głosem. Poczułam dziwne dreszcze na skórze. Coś było nie tak. - Kapitan Puszek wystraszył się i mi uciekł- przyznał chłopczyk.
Wzięłam duży łyk coli, nim przetrawiłam jego słowa. Gdy tak się stało, niemal zakrztusiłam się napojem.
- Czego się wystraszył?! Tim! Znowu chciałeś mu ogolić ogon?!
- Nie!- zaprzeczył błyskawicznie.- Puszek powiedział, że jeśli jeszcze raz coś takiego zrobię, to nie będzie się więcej ze mną bawił... Chociaż ja go nie rozumiem. Żadna papuga nie ma tak włochatego ogona!
- Tim, możesz mi w końcu powiedzieć czego się wystraszył?- nie ukrywałam, że moja cierpliwość powoli dobiegała końca. Byłam niewystana, mój piękny sen został przerwany, a za niecałe dwie godziny, będę siedziała i usypiała na ławce, śliniąc się jak bernardyn.
- Ach, to? Wystraszył się tego pana pod naszym domem.
Zerwałam się jak wicher, chociaż o wiele ciszej, i podeszłam do okna. Rzeczywiście, ktoś stał pod domem, ale nie bałam się go. Wręcz przeciwnie, chciałam podejść do niego i porozmawiać, co było zdecydowanie zbyt dziwne. Nawet jak na mnie.
Ciemna postać, wciąż tam stała i... tak jakby, gapiła się na mnie.
- Tim- szepnęłam, chociaż kto mógłby mnie usłyszeć? Jedynie ciotka, ale na pewno nie on.- Możesz sprawdzić jak on wygląda?
- Co? Ja?- wycofał się trochę do tyłu.- Przepraszam, ale on mnie przeraża... Miałem wrażenie, że mnie widział, ale to chyba niemożliwe.
- Widziałeś go?
- No tak... Jest straszny. Cassie, nie chcę o tym mówić. Boję się go.
Jego wyznanie mną poruszyło. Ale czego mogłam się spodziewać? Był jeszcze chłopczykiem. Dzieckiem, a ja nie mogłam go do tego zmusić. W końcu nie tak łatwo można przestraszyć ducha. Więc ja chyba też powinnam zacząć się bać...
- Nic nie szkodzi- zapewniłam.
Zerknęłam jeszcze raz na okno, ale nikogo nie dostrzegłam na zewnątrz.
- Cassie... mogłabyś mi przeczytać bajkę?
Uśmiechnęłam się. No to chyba znalazłam zajęcie, póki nie będę musiała zebrać się do szkoły.



- Zdefiniuj stał pod moim domem- jęknęła Letty, na długiej przerwie. W tym momencie zaczęłam żałować, że w ogóle jej o tym opowiedziałam. Piąty raz z rzędu, zadała mi to samo pytanie. 
- Normalnie- wzruszyłam ramionami.- Stał i gapił się na mnie.
- A Timmy?
- Wystraszył się go. Co było bardzo dziwne, bo na mnie nie wywarł takie wrażenia. Wydawał się całkowicie przyjazny. 
- Mówił ci już ktoś, że jesteś stuknięta?
Uśmiechnęłam się do niej i wzruszyłam ramionami. Tak, słyszę to co najmniej raz w tygodniu, ale nie powiedziałam jej to, bo to ona mi to mówiła.
- Jakiś gość podglądał cię o piątej rano...
- Szóstej- poprawiłam ją.
- ... a ty mówisz, że był przyjazny? I nie wywarł na tobie złego wrażenia? Nie oglądałaś tych wszystkich programów, gdzie zwykle porywacz sprawdza swoje ofiary? Szuka najlepszego momentu, aby zaatakować? Rany, gdzie byłaś, gdy pani Stark opowiadała o napaściach seksualnych?!
- Zapewne w Georgii, albo na Florydzie. Nie jestem pewna kiedy to było.
- Cass! Mówię poważnie! Powinnaś powiedzieć o tym Mary. Może to na nią czyha ten zboczeniec?
Przewróciłam oczami. No dobra... miała rację, ale Scarlett słynęła z tego, że często wszystko wyolbrzymiała. I teraz też może się mylić.
- Kto na kogo czyha?- usłyszałam męski głos za sobą. Zanim się jednak odwróciłam, spojrzałam w oczy mojej przyjaciółki. Iskry pożądania, niemal ją spalały od środka.
- Mam nadzieję, że nasz mały elfik na mnie- ponownie odezwał się chłopak.
- Taaak- przyznałam z kpiną.- Wciąż czekam na odpowiednią okazję, aby zamknąć cię w schowku woźnego i przygwoździć swoimi ustami.
James usiadł obok mnie, a jego dłoń znalazła się na moim ramieniu. Oczywiście zaraz ją zrzuciłam, jak tylko ją poczułam.
- Nie musisz czekać tak długo. Możesz od razu się na mnie rzucić- odparł rozbawiony.
- A wtedy miałabym oddać cały sprzęt szpiegowski Letty? Skądże!
- Masz sprzęt szpiegowski?- zdziwiony, zwrócił się do mojej przyjaciółki.
- Tak, a w piwnicy trzymam trzygłowego psa- potwierdziła.- Chcesz poznać Burka? Bardzo lubi poznawać nowych ludzi. Szczególnie, gdy są tacy ładni.
James uśmiechnął się, a ona zalała się rumieńcem. Chciałam parsknąć śmiechem, ale wiedziałam, że ona by mnie za to zabiła. Przyznała się właśnie, że ten idiota jej się podoba. A tak w ogóle, kto chciałby być z kimś takim?
- Nie masz nic ciekawszego do roboty?- zapytałam się go, chcąc uwolnić nas od obecności tego palanta.
- Właściwie nie- ponownie się do mnie uśmiechnął. I tym razem dostrzegłam niebieską barwę jego oczu. Może nosił kolorowe kontakty? Tylko, że coś było nie tak. Jego aura była zielona... a ja nie słyszałam żadnych jego myśli. Jakby miał kompletną pustkę w głowie. A może miał?
- No cóż... jak widzisz jesteśmy bardzo zajęte, więc lepiej jakbyś już poszedł- próbowałam powstrzymać śmiech, wywołany ostatnią myślą. - Ej!- jęknęłam, gdy podebrał mi frytkę.- Zapłaciłam za to...
- W takim razie będę się musiał jakoś odwdzięczyć- kolejne frytki zniknęły z mojego talerza, a jego uśmiech pogłębił się.- Macie jakieś plany na dzisiejszy wieczór?
Piątek.... Jakie plany mam na piątek? Oprócz odbycia kary w bibliotece i półgodzinnej terapii z doktor Palmer, nic nie miałam do roboty. Jak zwykle wpadłabym do Letty na noc filmową, albo udałybyśmy się gdzieś razem.
- Nie
- Woskowa depilacja nóg- jęknęłam w tym samym czasie co ona. Dzięki temu zostałam obrzucona jej zabójczym spojrzeniem.
Ciemnowłosy roześmiał się, a dłonią przejechał po mojej nodze. Taa... mogłam jednak założyć zwykłe spodnie, a nie te krótkie spodenki, które doradzał mi Tim.
- Są idealnie gładkie- powiedział, a ja odsunęłam się od niego.
- Bo o nie dbam.
- Więc nie wpadniecie do mnie na imprezę?- zapytał wyraźnie zasmucony. Musiałam przyznać, że chłopak potrafił grać.
- Z przykrością muszę odmówić. Ale no wiesz... moje nóżki domagają się uwagi.
Scarlett kopnęła mnie pod stołem, przez co jęknęłam.
- Jeśli chcesz iść na jego imprezę, to idź. Nie musisz mnie kopać pod stołem, żebym poszła z tobą- powiedziałam, masując obolały piszczel. Kolorki znów zawitały na jej twarzy.
- Myślę, że twoja przyjaciółka, chce ci powiedzieć, że nie chce iść sama. Będzie tam dużo pijanych osób, więc coś mogłoby jej się stać.
- Może też nie iść. Albo nakładać wosk na moje nogi. Ja na jej miejscu wybrałabym tą drugą opcję. Wydaje się o wiele bardziej interesująca.
- Och, Cass! Przestań marudzić. Kiedy ostatnio byłaś na jakieś imprezie? Nie licząc tej urządzonej przez mojego brata?
Jeśli chodzi o moje życie towarzyskie... To miała rację. Prawie nie istniało. Nie miałam czasu na takie bzdety. Musiałam dużo nadrobić przez te przeprowadzki, a praca znaleziona na wakacje, nie dała mi żadnej wolności. Ale przynajmniej zarobiłam dużo pieniędzy.
- Zastanowię się nad tym- mruknęłam w odpowiedzi. - A teraz wybaczcie- wstałam i otrzepałam swoją bluzkę z nieistniejącego pyłu.- Biblioteka wzywa!
No dobra. Nie biblioteka, tylko chęć rozmowy z jej pracownicą. Musiałam porozmawiać z panią Stelee.
Jak zwykle zastałam ją przed biurkiem. Przeglądała jakieś stare papiery, ale szybko dostrzegła moją obecność. Przysiadłam obok niej i sięgnęłam do kartonu. Były w niej stare kartki i książki z informacją o szkole. Kroniki i takie tam.
- A gdzie ten uroczy młodzieniec, który z tobą przychodził?- zapytała w pewnej chwili, gdy podawałam jej kolejne kartki.
- Kto? James? On wcale nie jest uroczy- zaprzeczyłam, chociaż kłamałam. Dla mnie on nie był, ale wszystkich wokół oczarowywał. Oczywiście wszystkich, oprócz mnie.
- Coś między wami jest?
- Nie!- odparłam od razu. Może zbyt szybko?- Nic między nami nie ma. Zresztą, podoba mi się ktoś inny...
- Ach! Młodzieńcza miłość!- wykrzyknęła z radością, przez co nieco się spłoszyłam. Ale na szczęście o tej porze nikogo tu nie było, więc nikt nas nie usłyszał.- Pamiętam jak pierwszy raz spotkałam Henry'ego- rozmarzyła się.- Niezły z niego był rozrabiaka. Byłam wtedy ze Carlem, a on wrzucał mi żaby do plecaka. W ten sposób chciał pokazać, że mnie lubi, ale ja wtedy byłam po uszy zakochana w Carlu. Jeszcze częściej zaczął mi płatać figle- zachichotała.- Zrobił na mnie wrażenie, gdy...- zamilkła na chwilę.- No cóż... Myślę, że jesteś jeszcze zbyt młoda na takie historie, ale wiedz, że w końcu zwrócił moją uwagę i opłaciło się mu. Byliśmy szczęśliwym małżeństwem przez ponad czterdzieści lat. Ale niestety, wszystko kiedyś musiało się skończyć.
- Co się stało?- zapytałam. Zawsze chciałam o to spytać. Pani Stelee dużo mi o nim opowiadała, ale nigdy nie dowiedziałam się, jak ich miłość się skończyła.
- Śmierć się stała, kochanie- uśmiechnęła się, chociaż ten uśmiech przepełniony był smutkiem.- Guz mózgu. W końcu przyszedł na niego czas i musiał odejść ode mnie. Ale wciąż zajmuje stałe miejsce w moim sercu.
- Przepraszam- bąknęłam zażenowana.
- Ależ nie musisz! Skarbie, na każdego przyjdzie kiedyś pora. Niektórzy niestety nie mają tyle czasu co my. Ty chyba wiesz najlepiej jak to jest.
Zmarszczyłam brwi. Co to znaczyło, że wiem? Przecież nie mówiłam jej o moich rodzicach... chyba, że ona mówi zupełnie o czymś innym. Ale skąd...?
- O czym pani...
- James! Słonko, choć tutaj!- krzyknęła, przerywając mi tym.- Pomóż tej młodej damie, bo ta staruszka już nie wyrabia!- chłopak ruszył w naszą stronę, a bibliotekarka spojrzała na mnie wesoła.- Bierz go póki możesz. Ten twój James tak bardzo przypomina mi Henry'ego... Następnym razem nie odpychaj go, gdy będzie chciał cię pocałować- mrugnęła do mnie okiem, po czym spokojnie, z udawanym bólem pleców, odeszła od nas. Skąd ona mogła wiedzieć o naszym pocałunku?! Znaczy niedoszłym pocałunku... Och!
- Zastanowiłaś się nad moją propozycją?- uśmiechnął się do mnie zalotnie.
- Hm...?- mruknęłam, zajmując się książkami.
- Impreza. Dzisiaj. W moim domu. Ja i ty, sam na sam w...
- Nie- zaprzeczyłam, choć w mojej głowie pojawił się nasz wspólny obraz. Jedynie co mogłam zrobić, to skrzywić się z obrzydzenia.
- Nawet nie dokończyłem...
- Nie musiałeś. Przykro mi, ale wolę bolesne woskowanie, niż spędzenie z tobą jakiejkolwiek chwili dłużej.
- Jestem aż tak zły?- przytaknęłam.- Ał!- położył dłoń na piersi, udając ból.- Zraniłaś moje ego.
- A da się go w ogóle zranić?- spojrzałam na niego, unosząc jedną brew do góry.
- Ty potrafisz...
Czyżby był smutny? Jak mi przykro... Zasłużył sobie, po tym jak chciał mnie pocałować.
- Jeśli chodzi o nasz pocałunek...
Czy on potrafił mi czytać w myślach?!
- Jaki pocałunek? Przecież się nie całowaliśmy! Nie czułam twoich warg na swoich, więc to chyba nie można nazwać pocałunkiem- przerwałam mu, gadając jak najęta.- Więc to nie był pocałunek.
Nie zauważyłam, gdy zbliżył się do mnie. W jednej sekundzie stały się niemal dwie rzeczy. James mnie pocałował- a przynajmniej chciał, bo tylko musnął moje usta, a ja uderzyłam go otwartą dłonią. Nie spodziewał się tego. I dobrze! Zasłużył sobie na to.
- Chyba ci powiedziałam co się stanie, jeśli będziesz chciał mnie pocałować. Następnym razem nie będę taka miła.
Chłopak dotknął policzka, na którym malowała się moja odbita dłoń. Jego usta wykrzywił grymas.
- Skąd wiesz, że będę chciał cię jeszcze raz pocałować?
- Próbowałeś dwa razy- rzuciłam zła.- Należysz do tej grupy aroganckich dupków, którzy za wszelką cenę dostają to, czego chcą. Nawet kosztem innych. Jesteś zbyt dumny, aby przyznać się do błędu, więc to się nie skończy, póki mnie nie pocałujesz. Albo przynajmniej nie przelecisz. Nie wiem co dokładnie planujesz, ale gówno mnie to obchodzi. Nie chce brać udziału w tej grze.
- Masz rację- przyznał, co mnie kompletnie zbiło z tropu.- Jestem aroganckim dupkiem, który pragnie dostać to czego chce. Chciałem cię przeprosić za ten pocałunek, ale sama stwierdziłaś, że to nie był pocałunek, a ja już przeprosiłem, co takie aroganckie dupki jak ja rzadko to robią. Więc musiałem zrobić to, za co już przeprosiłem.
- To były przeprosiny?- rzuciłam z kpiną.
- Nie dałaś mi dokończyć!
- Przykro mi- wzruszyłam ramionami.
Chłopak otworzył usta, chcąc coś powiedzieć, ale pani Stelee na szczęście go uprzedziła.
- Na dzisiaj już skończyliście- powiedziała. Nie ukrywałam swojego zdziwienia. Przecież mieliśmy jeszcze dużo roboty, a pracowaliśmy zaledwie... pół godziny? No może ja, bo ten dupek przyszedł tu jakieś pięć minut tamu.- James prosił mnie o dzień wolnego, bo ma jakieś ważne sprawy do załatwienia. Zresztą, i tak nie ma dzisiaj żadnego ruchu.
Ta... trochę nieudolne kłamstwo, jak na nią.
- Dziękuje za wyrozumiałość, pani Stelee. Mój dziadek bardzo się ucieszy z dzisiejszej wizyty. Przynajmniej będę mógł spędzić z nim trochę więcej czasu niż zwykle.
On też kłamał. Super... Czy jestem jedyną osobą, która nie dała się nabrać na ten głupi teatrzyk?
Sięgnęłam po swoją torbę, chcąc iść, ale bibliotekarka przytrzymała mnie za ramię.
- Dzisiaj wybrałam dla ciebie mały romansik- podała mi książkę, którą schowałam do swojej torby. Uprzejmie podziękowałam i wyszłam stamtąd. Nie wiedziałam co ona kombinuje, ani co wymyślił sobie James, ale denerwowały mnie te gadki. Staruszka chciała mnie związać z nim? Po moim trupie! A te aluzje, które cały czas wysyłała w moją stronę, mogła sobie w sadzić do... No dobra, trochę mnie poniosło. Chciała dobrze, a ja to nie doceniałam. Może dlatego, że James nie był Henry'm? A ja nie byłam w nim zakochana. Wręcz przeciwnie. Nie cierpiałam go.
Ku mojemu nieszczęściu, dogonił mnie tuż za wyjściem z biblioteki. Znowu zaczął mnie przekonywać, żebym wpadła na jego imprezę.
- Dlaczego ci tak na tym zależy, żebym do ciebie wpadła?
- No cóż, nie codziennie słyszę, że ktoś czyha na mnie, chcąc zamknąć w schowku Stephana.
- Chciałbyś- mruknęłam.
- Oczywiście, że bym chciał- posłał mi promienny uśmiech.- Ale chciałbym też, abyś wpadła z Scarlett.
- Och, ona na pewno wpadnie. W przeciwieństwie do mnie- przystanęłam na chwilę i spojrzałam w jego niebieskie oczy.- No mów. Dlaczego chcesz, abym przyszła?
- Bo nikt mnie tak nie wkurza jak ty- i znowu ten uśmiech!
- Cholera, to dość mocny argument, żebym znów była dla ciebie miła- James prychnął, po czym zapytał się mnie, czy kiedykolwiek byłam dla niego miła.- Hm... Przywaliłam ci dwa razy w nos- przypominiałam mu.
- I raz w twarz. To jest według ciebie miłe?
- Ja na twoim miejscu na nic więcej bym nie liczyła- no dobra, tym razem ja się do niego uśmiechnęłam, ale to się więcej nie powtórzy.
- Czy perspektywa spędzenia ze mną czasu poza szkołą i z własnej woli, jest aż tak dla ciebie odrażająca?
- Odrażające są dla mnie pająki i inne owady. Odrażający jest dla mnie widok mojego sąsiada, który wychodzi rano po pocztę bez koszulki. Odrażające mogą być nawet dzieci, ale nie ty. Ty jesteś po prostu obrzydliwy.- Tego raczej się nie spodziewał. W sumie ja też, ale jeśli nawet zraniły mnie jego słowa, to nie dawał po sobie żadnego znaku. Po prostu uśmiechnął się do mnie, a w jego oczach zawitały figlarne iskierki.
- To znaczy, że przyjdziesz na moją imprezę?




               Leżałam na tapczanie, ze wzrokiem utkwionym w suficie. Zwisał z niego niewielki żyrandol, dosyć skromnie dobrany, do antycznych mebli, które wypełniały ten pokój. Czułam zimny powiew na swojej skórze, spowodowany włączeniem niewielkiego wiatraka. Młoda kobieta, tuż przed trzydziestką, siedziała na skórzanym fotelu, zawzięcie zapisując coś na kartce. Co chwilę spoglądała na mnie, bądź poprawiała swoje okulary na nosie. Doktor Palmer była bardzo sympatyczną osobą. Naprawdę potrafiła dotrzeć do mnie tak, abym nie bała się przed nią otworzyć. Sprawiła, że jej zaufałam.
Oderwała pióro od białej kartki i tym razem na dłużej na mnie spojrzała. Poprawiła swoją krótką spódniczkę, po czym odezwała się do mnie.
- Zdarzyło się coś jeszcze od naszej poprzedniej wizyty? Coś o czym chciałabyś porozmawiać?
Oprócz tego, że moje umiejętności nieco zmniejszyły się? Muszę się bardziej skupić, żeby dotrzeć do czyjegoś umysłu, aby usłyszeć czyjeś myśli, albo mogę opowiedzieć jej o pojawieniu się nowego chłopaka w mojej szkole, który strasznie mnie wkurza? Chyba, że wspomnę o nieznajomym, który kręcił się koło mojego domu...
- Nie- odpowiadam po chwili wątpliwości. Pani Theresa zmierzyła mnie krzywym spojrzeniem, unosząc jedną brew do góry. Ta... kiepsko wychodzą mi kłamstwa. Może dlatego nie kłamię?
- Jestem pewna, że coś jednak przede mną ukrywasz.
- Nic nie ukrywam przed panią- przyznałam, chociaż postąpiłam trochę niewłaściwie. Terapeutka znała moje najskrytsze problemy, ale czy w nie wierzy?
- Tess. Ile razy mam ci mówić, że nie jestem panią- uśmiechnęła się do mnie.
- Tess- powiedziałam, biorąc głęboki wdech.- Po co mam ci to mówić, skoro i tak w to nie wierzysz? Dlaczego mam dzielić się z tobą tajemnicami, skoro później je wyśmiejesz?
- Przecież wiesz, że tego nie zrobię. Nigdy bym cię nie wyśmiała, a to, że nie mówię otwarcie, że wierzę w twoje umiejętności, nie znaczy, że tak nie jest.
- A gdybym ci powiedziała, że Elvis Presley stoi za tobą i zerka w twoje notatki? Uwierzyłabyś mi?
- Oczywiście, że nie- uśmiechnęła się do mnie, chociaż ja... można by powiedzieć, że się trochę załamałam. Albo zawiodłam.- Po pierwsze: Ja i Elvis niezbyt za sobą przepadamy, więc czemu miałby mnie odwiedzić? Po drugie: to nie są notatki- powiedziała, po czym podała mi swój notes. Rzeczywiście. To nie były żadne notatki, tylko kurczak. Wielkie pisklę narysowane na papierza, trzymające w swoich skrzydełkach jeszcze większe jajko, na którym było napisane Zjedz mnie!
Wybuchnęłam śmiechem.
- No dobra, to nie jest Elvis- przyznałam.
- Wybacz, jestem trochę głodna. Masz ochotę zjeść ze mną spóźniony lunch? Miranda zamówiła dla mnie kanapki z Tia Cafe.
- Nie dziękuje- potrząsnęłam przecząco głową.- Nie jestem głodna.
- Żałuj. Ale nie będziesz miała nic przeciwko, jak ja sobie zjem? Mam przed sobą jeszcze trzy wizyty ze strasznymi gburami. Wiesz, niektórym strasznie bije, gdy mają tyle pieniędzy. Ale to nie znaczy, że mogą poniewierać ludźmi. Chociaż rozumiem. Mają te swoje problemy, ale muszą zawalać mnie nimi?
Odchrząknęłam rozbawiona.
- Wiesz... myślę, że jako terapeutka, powinnaś ich wysłuchać.
- Och, Cass. Oczywiście, ale czy do zakresu moich obowiązków jest szukanie im nowej sprzątaczki? Albo rezerwowanie stolika w jakieś kilku gwiazdkowej restauracji? Jeden nawet uczestniczył ze mną w wizytach, licząc na ostry seks po godzinach. No, ale masz rację- dodała, widząc moje rozbawienie.- Jestem w końcu twoją terapeutką, a nie ty moją. Opowiedz mi o tych duchach. Są tu jakieś w moim gabinecie?
- Nie- zaprzeczyłam.- Chodzi o to, że... coś się zmieniło. Nie wiem jak to wytłumaczyć, ale moje umiejętności chyba zanikają.
- To chyba dobrze? Przecież chciałaś się ich pozbyć.
- Długo z nimi walczyłam, ale w końcu postanowiłam zaakceptować to kim jestem. Teraz, gdyby one całkowicie zniknęły, byłoby mi trudno. Zbyt dużo czasu poświęciłam, aby je przyjąć jako dobrą część mnie.
- Jest coś jeszcze. Prawda?- zapytała, dostrzegając moje spojrzenie.
- Nie chce zostać sama- przyznałam.- Gdyby one zniknęły, nie mogłabym widzieć już więcej Timma, ani Florenca- wypuściłam głośno powietrze.- Może rzeczywiście to dobrze? Może w końcu powinnam żyć jak inni nastolatkowie?
- Cass. Wiedz, że nigdy nie zostaniesz sama. Czy dzięki swoim umiejętnością, czy też bez nich, zawsze znajdzie się ktoś, komu na tobie zależy. Jednak cieszę się, że sama to przyznajesz. Musisz poświęcać więcej czasu ludziom. Twoja ciotka martwi się, że masz tylko jedną przyjaciółkę.
- Czyli ty też twierdzisz, że powinnam iść na imprezę Jamesa?
- Zdecydowanie tak. I nie pogardziłabym, gdybyś mnie też na nią zabrała. Uwielbiam słodkie galaretki- zamarzyła się na chwilę, wspominając stare dzieje. 
      Niepostrzeżenie, nasz czas minął, a ja musiałam wrócić do domu. Tessa nie przyjęła pieniędzy za tą wizytę, twierdząc, że to ja bardziej pomogłam jej niż ona mi, a ja nie narzekałam. Przynajmniej wpłynęło mi trochę gotówki do portfela. Szczególnie po moim małym wypadzie na zakupy, który był spowodowany kłótnią z tym dupkiem.
        Wracając metrem do domu, mogłam trochę odetchnąć i nacieszyć się samotnością. No, nie było to do końca prawdą, bo wszędzie otaczali mnie jacyś ludzie, ale nikt mnie nie znał. I to było najlepsze z tego wszystkiego. Nie wiedział, dlaczego jestem w takim, a nie w innym humorze. Czemu samotnie stoję, wpatrując się w swoje buty- zastanawiałam się, jak zmyć plamę z ich materiału, na boku buta, ale tego nie mogłam powiedzieć, bo musiałabym zdradzić się, że usłyszałam jego myśli, a to by oznaczało, że jestem „świruską”. Czułam się dziwnie, opuszczając jej gabinet, ale teraz to uczucie się wzmocniło. Przedtem moja energia była nieco przyćmiona, ale teraz jest odwrotnie. Bez problemu słyszałam myśli każdego w tamtym wagonie, ale i też mogłam się wedrzeć do jego umysłu, znajdując co tylko bym chciała. No i ich aura. Jakbym oglądała otwartą książkę, czytając jej zawartość. Żadnych trudności czy czegokolwiek. Chyba nie będę musiała się żegnać z moimi umiejętnościami, ale to nie znaczyło, że nie zamierzałam zbliżyć się do innych, co było bardzo trudne, patrząc na moje wrogie nastawienie do nich. Pierwszy i najważniejszy przykład: James. Dla niego nigdy nie będę miła i pewnie prędzej aniołowie zawitają w Piekle, niż coś między nami się zmieni.
- Cassie!- usłyszałam męski głos za sobą. Zdecydowanie bardzo przyjemny dla moich uszów.
Odwracając się, zauważyłam biegnącego w moją stronę Jaksona. Jego włosy były zmierzwione i nie przypominały już tych chłopięcych loczków. Miał na sobie szarą koszulkę, a do tego wytarte jeansy. Wyglądał seksownie. Zdecydowanie zbyt seksownie, jak na mój gust. Gdy był już wystarczająco blisko, zauważyłam szeroki uśmiech na jego twarzy. - Właśnie do ciebie szedłem.
- Do mnie? Skąd wiesz, gdzie mieszkam?
- Scarlett mi powiedziała. Mam nadzieję, że nie będziesz na nią zła. Chciałem z tobą porozmawiać zaraz po szkole, ale musiałem zostać dłużej na treningu, a gdy poszedłem do biblioteki, powiedzieli mi, że już skończyłaś na dzisiaj.
Nim się obejrzałam, byliśmy już pod moim domem. Weszłam na schody, a z torby wyciągnęłam klucze.
- Wejdziesz?- zapytałam uprzejmie. Dzięki Bogu, jakoś potrafiłam ukryć swoje zdenerwowanie. Pomimo pozorów, strasznie się denerwowałam przed jakimkolwiek kontaktem z nim. Zresztą, ledwo stałam na moich miękkich nogach.
Jakson przecząco pokręcił głową, co było jak strzał w policzek.
- Przepraszam, ale teraz nie mogę, chociaż bardzo bym chciał. Scarlett powiedziała mi, że wybierasz się na imprezę do Jamesa, a ja chciałem się ciebie zapytać, czy nie poszlibyśmy razem. Przyjechałbym po ciebie o ósmej i potem odwiózł do domu.
Na szczęście mój zły humor zdążył się ulotnić, robiąc miejsce radości. A! I oczywiście chęć zemsty na Letty też się pojawiło.
- Obiecuję, że trafisz cała i zdrowa do domu- uniósł dwa palce ku górze, składając przysięgę. Nie mogłam wytrzymać i wybuchłam śmiechem.
- Jasne- zgodziłam się i z radością dostrzegłam, że na jego twarzy wymalowała się wielka ulga.
- Więc widzimy się za półtorej godziny- powiedział, po czym szybko musnął swoimi ustami mój policzek. Poczułam przyjemne ciepło, w miejscu, w którym mnie dotknął. Chciałam więcej.
Jakson zszedł ze schodów i ruszył wzdłuż uliczki.
- Punkt ósma! Pod twoim domem!- powiedział odwracając się w moją stronę. Następnie ruszył biegiem w jakąś alejkę.
Czułam jakby unosiła się kilka metrów nad podłogą. Podśpiewując, weszłam do domu.
- Wróciłam!- krzyknęłam, zatrzaskując za sobą drzwi. Ciotki nie było, gdyż w piątki i we wtorki, wtedy gdy ja miałam wizyty z Tessą, jadła kolacje biznesowe. Z szefem, pracownikami, albo z jakimiś inwestorami.
- Jestem w salonie- odparł chłopczyk. Timmy siedział na kanapie, oglądając jakieś kreskówki, głaszcząc przy tym kota. - Kim był ten pan przed domem?
- Co?- odparłam automatycznie, nie analizując dokładnie jego słów.- Mówisz o Jaksonie? To tylko kolega...
- Cass! Jesteś może chora? Masz takie czerwone policzki.
Dotknęłam swojej twarzy, czując ciepło na dłoni. O matko... Rzeczywiście oblałam się rumieńcem, na samo wspomnienie o nim i jego ciepłych ustach. Miałam nadzieję, że nie byłam taka czerwona podczas rozmowy z nim.
- To nic takiego- bąknęłam zażenowana.- Co oglądasz?- wskazałam palcem na ekran, na którym pojawiła się żółta gąbka.
- To jest Spongebob! Ile razy mam ci to tłumaczyć? Ta gwiazda to jest Patrick, a tamten...
- Tim- przerwałam mu.- Obiecaj mi, że mnie nigdy nie zostawisz- nawet, gdy ja już nie będę cię widzieć, chciałam to dodać, ale się powstrzymałam. Byłam egoistką i tchórzem. Bałam się zostać sama.
- Głuptasie, oczywiście, że cię nie zostawię. Gdzie mógłbym znaleźć taką fajną siostrę, która pozwalałaby mi oglądać bajki i bawić się w nocy?
- Czyli lubisz mnie tylko dla tego, że możesz za darmo oglądać telewizję i biegać po domu z kotem?
Chłopczyk się zaśmiał.
- I dlatego, że jesteś moją starszą siostrą- zaczął mnie tak nazywać, tuż po tym, jak się nim zaopiekowałam. Czy też pozwoliłam zostać ze sobą.- A przecież nie mogę zostawić swojej jedynej rodziny.
- To dobrze- powiedziałam, chociaż byłam trochę wzruszona jego wyznaniem. Nie wiem co bym zrobiła, gdybym kiedykolwiek przestała widzieć duchy i już nigdy nie spotkała tego malucha, siedzącego u mnie w domu na kanapie i oglądającego telewizję. Zawsze z uśmiechem oczekiwał na mój powrót, a ja bardzo byłam do niego przywiązana. Rzeczywiście, traktowałam go jak młodszego brata i wiedziałam, że jeśli tak by się stało, to strasznie bym za nim tęskniła.

10 komentarzy:

  1. Bardzo podoba mi się jak piszesz. Zdążyłam się rozmarzyć w przecudnym opisie o Jackson'ie a to chyba dobrze. :D
    Mam nadzieję ze przeczytam wszystko, ale przyznam, że się rozpisałaś. ;)

    (jakbyś miała ochotę wejść http://pamietnik-lucjany.blogspot.com )

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że zostaniesz na dłużej ;)
      Rozdziały może i są długie (z czego jestem dumna :D ), ale za to będą rzadko dodawane :c
      Chyba, że mnie natchnie :D
      Pozdrawiam :*
      Seo

      Usuń
  2. Matko Boska! To oczy mogą WALIĆ szczęściem?? Nie mam słowa, którym mogłabyś je zamienić, ale na pewno nie walić ;p
    Nie "choć" tylko "chodź" :)
    "Zraniły go moje słowa" - no bo to o nią chodziło w tym sensie :)
    I znów pokićkałaś dwa czasy! Wiesz, jak to mnie zdekoncentrowało na moment? Normalnie musiałam przeczytać dwa razy pierwszy fragment, gdzie zmieniłaś czas przeszły na teraźniejszy.
    Ta pani doktor jest jednak fajną babką, choć jak na początku o niej pisałaś, nie wydawała się taka. I wspaniała jest ta bibliotekarka!
    James... Cóż... Rozśmieszył mnie tym swoim uporem w końcowej scenie z nim :) To było fajne i wiem, że dziewczyny mają słabość do takich jak on - aroganckich dupków, jak go nazwałaś - ale cieszę się, że, chociaż na razie, Cassie się jakoś trzyma i nie lata za nim z wywieszonym jęzorem :)
    Letty jest bardzo dobrą przyjaciółką :) Taką kochaną, choć taką jak wszystkie te dziewczyny, co uganiają się za Jamsem.
    Zaintrygował mnie ten facet przed domem Cass. I to, że ma takie "huśtawki" jeśli chodzi o jej moc. Że czasami jest tak, że wyczuwa aury bardziej a czasami mnie - jeśli tak to mogę określić ;p No i ta zielona aura Jamesa i jego oczy i to, że nie może go nijak odczytać ;p Oto człowiek zagadka! :D
    Fajnie, że Jackson zaproponował Cass, że pójdą razem na tę imprezę. Tylko dlaczego mnie coś tknęło, że to finalnie to Jackson będzie tym złym? :) Sama nie wiem, ale taka myśl mi zaświtała w głowie :) Zobaczymy, zobaczymy :)
    Rozdział ciekawy, dopiero rozbudowujesz historię, więc sama nie wiem, co jeszcze powiedzieć.
    Widziałam, że parę razy coś tam źle napisałaś, ale jak wspominałam na Ostatnim Tańcu, strasznie boli mnie ręka, a teraz jak już tyle napisałam to piszę tylko lewą i strasznie powoli ;p
    Ach!! Na końcu źle napisałaś telewizję - chyba o nią ci chodziło ;p
    Pozdrawiam serdecznie!
    Zuza ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Och, dziękuje za taki długi i wspaniały komentarz :*
      Pomimo, że kończę Ostatni taniec, Ty nadal planujesz zostać ze mną? Nawet nie wiesz jak się ciesze <3
      Rozdział pisałam dzisiaj i z braku sił sprawdziłam tylko raz, ale postaram się jak najszybciej go sprawdzić.
      Jeśli chodzi o ten nieszczęśliwy telewizor... xd No cóż, mój piesek próbował zwrócić na siebie moją uwagę i cały czas łapkami stukał mi w klawiaturę. Nawet teraz, gdy dodaję komentarz nie ustępuje :D
      Jeszcze raz dziękuje za Twój komentarz :*
      Pozdrawiam
      Seo

      Usuń
  3. Hej, hej!
    Czekam z niecierpliwością na każdy rozdział na tym blogu. To dopiero dwie części, a już pokochałam to opowiadanie.
    Czytając początek, byłam zupełnie zdezorientowana. Aż cofnęłam się do poprzedniego rozdziału, żeby sprawdzić na czym się skończył, a tu niespodzianka! To tylko cudowny sen.
    "- Tim!- jęknęłam na tyle głośno, aby ciotka się nie obudziła." - nie jestem pewna, ale tam chyba powinno być "na tyle cicho".
    O cho, jakaś tajemnicza postać. Takie są najgorsze. Ty zapomnisz już, że ktoś taki był, a tu nagle babum! Znów się pojawia nie wiadomo skąd.
    Zaczynam się trochę gubić w umiejętnościach Cass. Czyta w myślach, widzi zmarłych i aury, jest coś jeszcze? Proszę, poukładaj mi to jakoś, bo tracę rachubę. :)
    Kocham już Cass za jej poczucie humoru! Genialnie gasi Jamesa. Lubię, kiedy główna bohaterka ma charakterek, a nie jest nudna jak flaki z olejem. Kolejny wielki plus leci dla twojego opowiadania. Oby tak dalej. Sam James jest... jest po prostu idealny. Nie zna może ktoś takiego? Chętnie się zaopiekuję. Jeśli się powtarzam to wybacz, ale on naprawdę jest taki och! XD
    "(...) jeśli nawet zraniły mnie jego słowa" - kolejny mały błąd. Wydaje mi się, że powinno być "jeśli nawet zraniły go moje słowa", bo w sumie to ona go obraziła, a nie na odwrót.
    Terapeutka dziewczyny jest naprawdę świetna. To dobrze, że mają ze sobą tak dobry kontakt. To jak taka płatna przyjaciółka. :) Zdecydowanie polubiłam Tess. Tim jest taki uroczy. Wyobraziłam sobie takiego słodkiego chłopczyka. Wiesz, bo ja bardzo lubię dzieci, ale tylko tak do sześciu lat, później robią się już irytujące i mało urocze.
    Rozdział jak zawsze świetny. Mam nadzieję, że kolejny pojawi się dość szybko. Zapowiada się bardzo ciekawa impreza!
    Życzę masy weny i chęci do pisania.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  4. ROZMARZYŁAM SIĘ! a nie "zamarzyłam".
    Dla moich USZU! A nie "uszów".

    Tak, trochę się wkurzyłam, ale koniec z tym. Tak w ogóle to hej :* Chciałabym prosić Cię, abyś przeczytała ten rozdział raz jeszcze. Z pewnością zobaczysz wówczas literówki, jakie się wkradły. Znalazłam też jakiś błąd ortograficzny i kilka nadprogramowych przecinków. Zdarza Ci sirę też źle odmienić wyraz - proszę, uważaj na to.

    Coraz bardziej lubię Jamesa :) Tak, jest zbyt arogancki i w ogóle, ale chyba mimo wszystko polubię go na dobre. Jakson... chyba za mało o nim wiem. Wiem tyle, że Cass kocha się w nim i że jej zdaniem jest cudowny. Główna bohaterka przesadziła. Dzisiaj to jej postawa najmniej przypadła mi do gustu. Wydaje się być... No po prostu mam wrażenie, że gra kogoś innego i nie chce pokazać swojej prawdziwej twarzy. Osobiście będę kibicować, aby między Jamesem a Cassie coś zaiskrzyło ^^ No i jestem ciekawa, kim tak naprawdę jest ten James :)

    Dzięki za poinformowanie i liczę, że o 3 rozdziale też mnie poinformujesz :)
    Pozdrawiam ciepło i życzę dużo weny ;)

    ostatniswit.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  5. Ciekawie zaczynasz swoje opowiadanie. Do tego intryguje mnie sama bohaterka:) Jej poczucie humoru i to jak potrafi podać każdą i co najważniejsze trafną, odpowiedź bardzo mi się podoba:) No i te jej moce? Nie ogarniam jeszcze wszystkiego, ale z czasem myślę, że to się zmieni:)
    A! zapomniałam o najważniejszym. James. arogancki, uparty i potrafi przełknąć z godnością docinki Cass. Brawa dla niego:) Już go lubię.

    Czekam na rozdział trzeci. Jeśli możesz, to informuj mnie o nowościach.:)

    [moj-romeo.blogspot.com]

    OdpowiedzUsuń
  6. Ładnie piszesz, bardzo mi się podobało. Czekam na nowe rozdziały


    -------------------------------
    http://historia-bolu.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  7. Hej co z tym nowym rozdziałem???

    OdpowiedzUsuń
  8. Bardzo fajnie piszesz :* Czekam na kolejne rozdziały , robi się coraz ciekawiej , <3

    OdpowiedzUsuń