piątek, 29 sierpnia 2014

Rozdział 3 " Milcząc, cierpimy jeszcze bardziej".






          Jeszcze nigdy czas tak szybko mi nie upłynął. Zwykle przygotowania do wyjścia, nie zajmują mi tyle czasu. Szybki prysznic, mycie i suszenie włosów, delikatny makijaż i... ubrania. Mnóstwo ciuchów walało się po moim pokoju. Aż dziwiłam się, że tyle zmieściło się w szafie. Spokojnie mogłam zapełnić nimi jakiś sklep. Idąc do Letty, ubrałam jeansy i pierwszy lepszy top, który wpadł mi w ręce. Nie przejmowałam się, że ktoś mnie zobaczy. Nigdy się tym nie przejmowałam, bo jakoś tytuł gwiazdosi niezbyt mi pasował. Tym razem było inaczej. Miałam się spotkać z Jackson'em, który za dziesięć minut miał po mnie przyjechać.
Cholera!
Taka mała rada na przyszłość... Nigdy więcej nie przefarbuje włosów na niebiesko! Strasznie trudno dobrać do nich jakieś ciuchy.
- Tim!- Jęknęłam. Blondynek po chwili pojawił się w moim pokoju. Zaśmiał się, patrząc na stertę rozrzuconych ubrań.- Nie śmiej się tak, tylko pomóż mi coś wybrać!
Czy to rozsądne robić z sześciolatka małego stylistę? Okey... był jeszcze młody, ale naprawdę potrafił dobrać mi idealny strój na każdą okazję. W końcu czegoś się nauczył po tych kilku latach dzielenia się ze mną pokojem. Jak na 6 latka miał znakomity gust.
- Czemu nie ubierzesz tych nowych ciuchów, które sobie ostatnio kupiłaś?
- O boże... Jesteś genialny!- Dlaczego o tym zapomniałam? Przecież specjalnie kupiłam sobie strój na spotkanie z Jackson'em.
Czarne szorty z ćwiekami po bokach, a do tego bluzka z jakimś napisem. Jeszcze nie oderwałam metki. Ubrania idealnie na mnie leżały i wyglądałam w nich całkiem dobrze. Podkreśliłam kredką oczy, nadając im dzikości i charakteru. Jedyne czego nie cierpiałam w swoim wyglądzie, to te oczy. Szare tęczówki, pokazujące bezdenną pustkę. Dostrzegałam w nich nicość. Zazdrościłam Letty, gdyż w jej oczach zawsze widniała radość. U mnie tego nie było. Ale próbowałam jakoś to naprawić poprzez makijaż, chociaż na niewiele to się zdało.
Wybiła ósma, a mój telefon zabrzęczał. Mój wybranek czekał na mnie przed domem. Szybko chwyciłam klucze od domu i już miałam wyjść, gdy Timmy mnie zawołał. Odwróciłam się, a srebrny naszyjnik przeleciał przez hol. W ostatniej chwili złapałam go i zawiesiłam na szyi. Gdyby on tylko żył, zrobiłby niezłą karierę w branży modowej.
- Będę przed dwunastą- uśmiechnęłam się do niego.- Mary wróci o drugiej, albo zostanie u swojego amanta, więc masz cały telewizor dla siebie- zamknęłam drzwi i spojrzałam na chłopaka. Znowu poczułam się tak jakby czas stanął w miejscu. Jackson stał oparty o czarnego mustanga, którym przyjechał. Szara koszulka opinała jego muskularne ciało. Włosy, zwykle lekko kręcone, tym razem były proste, ułożone w delikatnym nieładzie. Uśmiechnął się do mnie, gdy się do niego zbliżyłam. Uderzył mnie zapach jego wody kolońskiej, przez co nogi zrobiły się strasznie wiotkie. Ale szłam dalej i ani razu się nie potknęłam. Za co musiałam dziękować tym na górze, o ile zacznę kiedyś w nich wierzyć.
- Wow- westchnął.- Wyglądasz pięknie.
Zarumieniłam się. Super... coś czuję, że ten kolorek szybko nie zejdzie mi z twarzy. Chłopak cmoknął mnie w policzek, co wywołało kolejny rumieniec...
- Dzięki- mruknęłam, odzyskując głos.- Wiesz, gdzie mieszka James?
- Yhym- przytaknął.- To tylko kilka domów ode mnie.
- Nie musiałeś po mnie przyjeżdżać... Mogłam zabrać się z Letty i spotkalibyśmy się na miejscu- bąknęłam.
- I miałbym odmówić sobie przyjemności zobaczenia cię pierwszej ze wszystkich? Nigdy w życiu- ponownie się do mnie uśmiechnął.- Jedziemy?
- Jedziemy- przytaknęłam.



- Wow...- jęknęłam, dostrzegając jego posiadłość.- Wow...
Dziękuje za zbyt rozbudowane słownictwo!
Jego dom był olbrzymi. Mój mógłby się tu zmieścić kilka razy. Wielki podjazd, na którym stało kilkanaście zaparkowanych aut. Brama była otwarta, umożliwiając nam bezproblemowy wjazd. Jackson zaparkował niedaleko wejścia frontowego. Gdy tylko otworzyłam drzwi samochodu, usłyszałam muzykę, tak jakby grała tam jakaś kapela?
- Muzyka na żywo- powiedział chłopak.- Nieźle.
No cóż. Ja nadal dysponowałam ograniczonym słownictwem.
Chciałam znów wyrazić swój zachwyt, jednym krótkim słowem, ale na szczęście się powstrzymałam. Dom, jak i jego wnętrze, było ogromne i świeciło luksusem. Ludzie rozkładali się niemal wszędzie. Chociaż impreza trwała od godziny, spora część imprezowiczów była już zalana. Albo zjarana, gdyż mała grupka uczniów urządziła sobie w salonie palenisko. Około dziesięciu uczniów siedziało w kółku, a pośrodku nich znajdowała się fajka wodna, którą sobie podawali. Słyszałam jeszcze śmiech jednego z nich, nim Jackson pociągnął mnie na tył budynku. Zachwycona budowlą, nawet nie zauważyłam, że splótł nasze palce ze sobą. Gdy już potrafiłam jakoś racjonalnie myśleć, zalała mnie nagła fala ciepła.
- Idę po piwo. Też chcesz?- zapytał, wpatrując się w moje oczy.
- Jasne.- Odzyskałam głos!
Jackson nachylił się do mnie i musnął ustami mój policzek, po czym się uśmiechnął.
- Zaraz wracam.
Odprowadziłam go wzrokiem, nim zniknął w jakimś pomieszczeniu. Rozejrzałam się wokół, próbując wypatrzeć moją przyjaciółkę. Zamiast niej, znalazłam niestety gospodarza...
- Elfik!- krzyknął w moją stronę, wyszczerzając zęby w uśmiechu.
- Arogancki dupek!- odparłam.
James roześmiał się i podszedł do mnie.
- Wiedziałem, że przyjdziesz. Nikt nie potrafi oprzeć się urokowi Jamesa Campbella.
- Przejrzałeś mnie- westchnęłam.
- Och, kochanie nie przejmuj się tym- zapewnił.- Nie ty pierwsza się we mnie zakochałaś- nachylił się, żeby mnie pocałować, ale ja na szczęście zdążyłam go odepchnąć. No super... właśnie chyba tego chciałam uniknąć nie przychodząc tu.
- Jesteś pijany, James.
- Czyli na trzeźwo byś mnie pocałowała?- uniósł brew do góry, przez co chciałam parsknąć śmiechem. O tak! Rzeczywiście był pijany.
- Prędzej bym umarła, niż cię pocałowała- zapewniłam. Dziwny błysk zawitał w jego, tym razem czerwonych, oczach.
- Uważaj czego sobie życzysz, Elfiku. Niektóre rzeczy się spełniają...- zmarszczyłam brwi.- Widziałem Scarlett, ale ty nie przyjechałaś z nią... więc kto miał ten zaszczyt, żeby cię przywieźć? Mogłaś do mnie zadzwonić. Chętnie bym poratował damę w opałach- posłał mi całusa.
- Nie mam twojego numeru- jęknęłam i nerwowo zaczęłam rozglądać się za Jackson'em. Chciałam jak najszybciej pozbyć się jego towarzystwa. Był zbyt nachalny i do tego śmierdział alkoholem.
- Wysłałem ci esemesa z adresem.
- Musiałam go przypadkowo usunąć.- Ta, jasne. Przypadkowo.- Wybacz, ale muszę...
- Cass!- krzyknęła moja przyjaciółka. James skrzywił się i nawet nie wyobrażał sobie, jak bardzo cieszyłam się z jej przyjścia. Mogłam uwolnić się od niego i to zrobiłam.- Nie wierzę! Jednak udało mu się ciebie namówić.
- Nawet nie wiesz jak było trudno- odparł Jackson, dołączając do rozmowy.- Dzielnie się broniła- mrugnął w moją stronę, podając mi kubek z piwem. Od razu upiłam z niego kilka łyków alkoholu. Może i jakoś trzymałam się na nogach, gdy on był przy mnie, ale w głowie miałam zupełnie pustkę. Okey... Wdech, wydech. Spokojnie. Dam radę.
- Chodźcie na dwór- odezwała się Letty.- Oni są naprawdę świetni!
Przyjaciółka chwyciła moją dłoń i pociągnęła na zewnątrz. Kątem oka dostrzegłam śmiejącego się Jacksona. Chłopak pokręcił głową i ruszył za nami. Letty przepychała się między ludźmi i już po chwili znaleźliśmy się na zewnątrz, gdzie znajdowało się jeszcze więcej ludzi. Byłam pewna, że jest tu cała szkoła, o ile nie pół sąsiedniej... Scenę rozłożono za basenem. Wielki tłum wiwatował grającej kapeli. Grali głośno i, według mnie, byli zajebiści. Metalika- moje drugie ja. Nie znałam zespołu, ani piosenki, którą grali, dlatego też chciałam podejść jak najbliżej sceny, aby ich zobaczyć. Letty zupełnie zatraciła się w muzyce. Ruszała się jak zawodowa tancerka, a ja byłam pewna, że to nie było spowodowane tylko alkoholem.
Dostrzegłam Jamesa zaraz obok sceny. Zamienił kilka słów między wokalistą, a mnie niemal szczęka odpadła. Byłam pewna, że on był martwy! A w rzeczywistości grał w tym zespole?
- Słodki, nie?- zagadnęła do mnie Letty, wskazując na muzyka. Jego różowy irokez został przefarbowany na niebieski, ale to wciąż był ten sam facet, którego spotkałam przy wyjściu z biblioteki. Było zbyt głośno, abym mogła usłyszeć jego myśli i dowiedzieć się, czy on naprawdę żyje. Chociaż gdyby był martwy, to znaczyłoby, że James też widział duchy, albo po prostu był taki jak ja. Co było niemożliwe, a ja powoli zaczynałam bredzić. Kubek, który trzymałam, zdążył się już napełnić kilka razy, a ja zaczęłam odczuwać jego wpływ. Zdecydowanie musiałam zwolnić z piciem.
- Skończyłaś już potajemnie wzdychać do Jamesa?- moja przyjaciółka wyszczerzyła się w uśmiechu.
- Ta... Myślę, że mogę ci go w końcu zostawić. Zdecydowanie podoba mi się jego kolega- rozejrzała się wokół siebie.- Chodź, już powoli trzeźwieję, a do tego nie można dopuścić!
Zapewne, nie mówiła tu o alkoholu. I tak też było. Usiadłyśmy w kręgu, a Letty wzięła od kogoś fajkę i zaciągnęła się dymem. Od momentu znalezienia kilku jointów w szufladzie jej brata, zaczęła od czasu do czasu jarać. Nie była uzależniona, więc nie martwiłam się zbytnio o nią. Sama też czasami dołączałam i teraz też to zrobiłam.
- Tylko nie przesadź- zagroziła rozbawiona dziewczyna. Przewróciłam oczami i szybko podałam skręta siedzącemu obok chłopakowi. Nie cierpiałam tego, a ona w takim stanie zapominała, że nie palę. Chłopak zaciągnął się, a ja poczułam się, jakbym sama paliła. Od razu poczułam mrowienie w gardle. Letty zaczęła się śmiać, a ja jej zawtórowałam.
- O matko...- jęknęłam.
- Wiem, stara. Znowu się zjarałam!- krzyknęła rozbawiona. Zasłoniłam dłonią jej usta, aby nikt jej nie usłyszał.
Dziwiłam się samej sobie, że cały czas nie piłam. Ani nie brałam żadnych używek. Nie słyszałam nic. Byłam zbyt rozkojarzona, aby rozróżnić gwar rozmów od myśli, czy też odczytać ich aury. Wszystko się mieszało, a mnie to odpowiadało. Czułam się wtedy normalna. Chociaż nie... To nie było normalne. Nie mogłam być taka po kilku piwach bądź nawdychawszy się dymu, czuć się gorzej niż bym naprawdę spaliła kilka skrętów. Coś było zdecydowanie nie tak.
- Tu jesteś!- krzyknął James. Próbowałam wstać i się przed nim schować, ale nie potrafiłam jakoś podnieść się na nogi. Letty położyła się na plecach, palcem kreśląc jakieś znaki w powietrzu. Co chwilę z jej ust wydobywał się śmiech. Obróciłam się, a ciemnowłosy stał tuż za mną. Uśmiechał się tym swoim zabójczym uśmiechem, od którego pewnie nie jednej dziewczynie kręciło się w głowie. Tak, jak mi teraz, ale to było spowodowane zupełnie czymś innym.
- James! Ty...- nie dokończyłam, gdyż nie mogłam powstrzymać śmiechu. Nawet nie potrafiłam normalnie się wysłowić.
- Oj, Cass. Coś ty narobiła- pokręcił głową, wyraźnie zmartwiony. Czyżbym pierwszy raz widziałam w jego oczach troskę, czy może znowu udawał?
- Muszę znaleźć Jacksona- jęknęłam. Musiał mnie odwieźć do domu. Przesadziłam, chociaż nie wiedziałam nawet z czym.
- Zaraz- chwycił mnie za ramię i wyprowadził z domu. Cały czas chichotałam, mijając pijanych ludzi. Zataczali się, a ja wcale nie byłam lepsza od nich. Jedynie co, to wyglądałam dosyć schludnie. Nie byłam oblana nigdzie piwem, ani nie puściłam pawia. Nawet nie spociłam się aż tak bardzo, po tańcach z Letty. Właśnie... Letty!
- James- zawołałam, a on się odwrócił. Zachichotałam.- Nie mogę tak zostawić Scarlett. Ona całkowicie odpłynęła.
Zauważyłam, że zaczął analizować moje słowa, próbując wymyślić jakieś wyjście. Przez to, zrobiła mu się taka śmieszna zmarszczka na czole, którą dotknęłam palcem, a z moich ust wydobył się kolejny chichot. Zza jego pleców wyłoniła się niebieska czupryna. Chłopak objął ramieniem Jamesa i wyszeptał mu coś do ucha, po czym odwrócił się w moją stronę. Zdziwienie, szybko zostało zamieniona na rozbawienie, gdy mierzył mnie wzrokiem. Podeszłam do nieznajomego i pacnęłam go ręką w pierś. Obydwoje spojrzeli na mnie zdezorientowani, a ja zaczęłam chichotać. Znowu.
- Wow. Ty żyjesz!- krzyknęłam.- Ale dlaczego nie widzę twojej aury? Chyba, że jest zielona...- kolejne parsknięcie.
- Dobra, pójdziemy znaleźć Jacksona, a ty- zwrócił się do swojego znajomego- zajmiesz się jej przyjaciółką. Leży w salonie.
Chłopak zasalutował na zgodę i zaczął się oddalać od nas.
- Letty będzie zachwycona- powiedziałam ciemnowłosemu.- Nie dość, że facet, który jej się podoba, będzie jej pilnował, to do tego jest demonem! Co za noc!
No dobra. Szczerze, to nie wiem czemu to powiedziałam. Ale słowo się już rzekło i... i było mi przez to strasznie głupio. Właśnie dlatego nie przesadzałam nigdy z alkoholem.
- Jaki demon?- zapytał wyraźnie zdumiony chłopak. Jego kolega także przystał w miejscu i odwrócił się w naszą stronę.
- Och! Przepraszam... Zapominam, że nikt poza mną tego nie widzi. A może jednak?- znowu zaczęłam bredzić.- James spójrz na niego- wskazałam palcem na niebieskowłosego, którego włosy były o parę tonów ciemniejsze niż moje.- Spójrz na jego plecy. Ma dwa wielkie, czarne skrzydła jak ptak! - klepnęłam go w plecy i westchnęła, nie czując nic. Żadnego pierza, czy czegokolwiek. To była tylko iluzja.- Mój ty zazdrośniku- zaświergotałam.- Ty też masz takie, kochany.
- Zbyt dużo wypiła- stwierdził jego przyjaciel.
- O nie!- zaprzeczyłam.- Wasza trójka ma takie coś na plecach. Ty, James i Jackson. Tylko, że on ma białe. Dziwne nie? A ja jestem fioletowa!- krzyknęłam radośnie. Moja skóra mieniła się fioletowo- srebrną barwą. Szkoda, że dopiero teraz to zauważyłam.
James był zmieszany całą tą sytuacją, przez co na jego czole pojawiła się duża zmarszczka, ale zaraz zniknęła, gdy mój dzisiejszy towarzysz trzepnął go ręką w głowę.
- Co wyście jej zrobili?!- Jackson zrobił groźną minę, chociaż nie pasowała do niego.
- Cass, coś ty wzięła?- kruczowłosy zwrócił się do mnie, po czym zawołał swojego znajomego z niebieskim irokezem.- Azz! Zajmij się jej przyjaciółką i sprawdź czy jej też odbiło.
- Nic jej nie jest- zapewniłam.- To tylko na mnie tak działa. Nie powinnam była tyle wypić, ani wąchać tego świństwa. Teraz wybaczcie, ale muszę dostać się do domu. Tim będzie się martwić- powiedziałam ze śmiertelną powagą. Powoli wracałam do normy. Alkohol przestawał działać.
- Odwiozę cię- brunet objął mnie ramieniem, kierując w stronę wyjścia. Zdążyłam jeszcze się odwrócić i pomachać na pożegnanie Jamesowi, który... zdecydowanie wyglądał na zmartwionego. Ale chyba nikt nie potrafił tak długo udawać? Musiał naprawdę przejmować się moim stanem, co było dosyć dziwne.
Jackson wpakował mnie do auta i zapiął pas.
- Jesteś taki słodki, Jackieee- palnęłam bez namysłu, a on uśmiechnął się.
- Cass, jesteś pewna, że nikt nic ci nie dorzucił czegoś do picia? Albo...
- Nie. Tak. Nie wiem... Wszystko było w porządku, dopóki nie poszłam z Letty. A właśnie, co z nią?
- James zapewnił, że się nią zajmie, więc nie musisz się martwić. Jest w dobrych rękach.
- Nie lubisz go- i znowu moja jadaczka nadawała na pełnych obrotach.
- Znałem go już wcześniej. Dalej jest tym samym dupkiem co kiedyś- chociaż było ciemno, mogłabym przysiąc, że się uśmiechał.
- Taaak. Straszny z niego dupek!- zachichotałam.
- No dobra, jesteśmy na miejscu. Dasz radę sama wejść?
Próbowałam. Starałam się to zrobić, ale chociaż już zamek od drzwi samochodu ustąpił, ukazała mi się bezdenna otchłań, w postaci chodnika.
Jackson szybko obszedł samochód i pomógł mi wysiąść. Zachwiałam się i jakimś cudem wylądowałam w jego ramionach. Objęłam dłonią jego policzek i nim się postrzegłam, musnęłam jego usta swoimi. Gdy chłopak przezwyciężył zaskoczenie, pogłębił pocałunek. Było o wiele lepiej niż w moim śnie. Ciepło jego warg rozgrzało mnie całkowicie. Ten pocałunek był moim prywatnym szczęściem. Wielką nagrodą na loterii. Jego język musnął moje wargi, domagając się zaproszenia. Chociaż go nie potrzebował. Czułam każdy jego dotyk z podwójną mocą. Wszystko co było z nim związane, odczuwałam o wiele mocniej niż powinnam. Może to dla tego, że tak bardzo go pragnęłam?
Musieliśmy się w końcu oderwać od siebie, gdy obojgu nam zabrakło tchu. Nawet nie zauważyłam, że już stałam na nogach. Jacckson dotknął dłonią mój policzek i oparł swoje czoło o moje. Jego ciepły oddech muskał moją twarz.
- No...- zaczęłam, nie wiedząc co w ogóle powiedzieć. Chłopak delikatnie musnął moje usta.
- Dobranoc. Moja piękna, Cass- wyszeptał, ponownie mnie całując. Rzucił mi szelmowski uśmiech i udał się w stronę auta.
Weszłam do domu, z w mojej głowie wciąż bębniło jedno słowo. Moja... Tak, byłam jego.


                Głośno krzyknęłam, po czym usiadłam na łóżku. Ciężko dysząc, próbowałam się jakoś uspokoić. Serce omal nie wybiło własnej ścieżki, uciekając z mojej piersi. Znowu miałam ten koszmar. Ten sam sen, który męczył mnie w jeden jedyny dzień w roku.
- Wszystkiego najlepszego!- krzyknął Tim, wpadając z kotem do mojego pokoju. Rzucił się na mnie, aby po chwili tuląc się do mojego ciała. Odwzajemniłam uścisk i uśmiechnęłam się, dziękując mu za życzenia. Chłopczyk oderwał się ode mnie i pociągnął mnie za rękę, abym poszła za nim. Tim co roku zaskakiwał mnie, swoimi pomysłami. Bałam się co tym razem wymyślił, po zeszłorocznej niespodziance, gdy sprawił Panią Percy dla swojego kota, który teoretycznie był mój. Powoli i niepewnie szłam za nim, analizując najczarniejsze scenariusze.
- Namalowałem ci obrazek- posłał mi szeroki uśmiech, a w jego oczach także widniała radość. Powiodłam wzrokiem na ścianę, na którą patrzył. Na szarym tle, tuż przy drzwiach, widniał WIELKI czerwony dinozaur. Naprawdę. Był wielki.
Zaśmiałam się i uściskałam malucha. Teraz nie było tu pusto i pochmurnie. Mój pokój nabierał swojego charakteru, a na jednym rysunku na pewno się nie zatrzyma. Timmy pewnie już opracował plan, jak udekorować i rozpromienić to szarobure pomieszczenie. W kuchni jak zwykle czekała na mnie ciotka. Przygotowała dla mnie przepyszne naleśniki z bananem, polane czekoladą. Jedynie Scarlett uwielbiała prezenty od niej. Zwykle ograniczała się do bonów podarunkowych, jakieś zniżki w salonie kosmetycznym, a tym razem.... Tym razem zapewniła mi cały dzień w spa, z dowolną, wybraną przeze mnie, osobą. Mieliśmy do dyspozycji kilka pełnych pakietów. Mogłam dać sobie uciąć rękę, że Letty będzie wniebowzięta tym prezentem.
            Zabrałam się z Mary do szkoły. Ledwo zdążyłam wysiąść z samochodu, Scarlett rzuciła się na mnie, powalając na trawnik. Usłyszałam jeszcze śmiech ciotki, nim pojechała do pracy. 
- Letty, puść mnie!- jęknęłam, próbując się wydostać z jej zabójczego uścisku. 
- Najpierw powiedz, co dla mnie masz- zaśmiała się, siadając na mnie.
- Scarlett, to są moje urodziny, więc chyba ty powinnaś mieć coś dla mnie- dziewczyna wybuchła śmiechem.- No dobra. Ty i ja ten weekend spędzamy w spa.
W odpowiedz, pisnęła mi prosto do ucha.- Teraz moja kolej!- zrzuciłam ją z siebie, po czym obydwie usiadłyśmy na trawniku.- Pamiętasz Azz'a z imprezy u Jamesa?  No więc... my jesteśmy razem!
- Ale przecież ty go wcale nie znasz! I co ma wspólnego z tym mój prezent?
- Oj, Cass. Trochę skromności. Jesteś bardzo zachłanna, wiesz?- w odpowiedzi wyszczerzyłam zęby.- No więc, wracając do mojego chłopaka... I tak w ogóle to zdążyłam już go trochę poznać... Pracuje w studiu i... brawa dla mnie! Załatwiłam ci darmowe zrobienie tatuażu! Co ty na to? Wiem jak bardzo chciałaś go sobie zrobić, więc rozmawiałam też z Mary i nie uwierzysz, zgodziła się! Możemy jechać w przyszłym tygodniu, jeśli chcesz.
- Dziękuje!- pisnęłam i tym razem to ja miażdżyłam ją w uścisku. Dziewczyna poklepała mnie po plecach, chcąc dać mi do zrozumienia, że już wystarczy. Wypuściłam ją, a ona oparła dłonie na biodrach, ciężko oddychając, udawała, że sprawiłam jej jakąś krzywdę. 
- Elfik!- krzyknął kruczowłosy. Poczułam się dziwnie, wiedząc, że zaraz miałabym się z nim spotkać. Chwyciłam moją przyjaciółkę za rękę i poszłam w stronę szkoły, gdzie zaraz miały się zacząć zajęcia. Udało mi się dotrzeć do klasy, zanim dorwał mnie ten dupek.  
Cały dzień próbowałam unikać Jamesa. Może i nawet dlatego, że tak bardzo ośmieszyłam się na jego imprezie? O ile zbytnio się nie upił, aby to zapomnieć... Ale wątpię, żeby mógł ot tak usunąć to ze swojej pamięci. Wyraz jego twarzy, wskazywał na to, że rzeczywiście się o mnie martwił. No i to co wtedy zobaczyłam... Próbowałam, ale tym razem nic nie dostrzegłam, patrząc na chłopaków. Ani Jackson, ani James nie mieli żadnych oznak, że są tacy jak ja. No nie do końca tacy, gdyż ja nie miałam żadnych skrzydeł na plecach, tylko mieniącą się skórę. 
- Witaj, moja piękna- szepnął mi do ucha aksamitny głos, przez co lekko się wystraszyłam. Odwróciłam się i dostrzegłam uśmiechniętego Jacksona, trzymającego w rękach bukiet długich, czerwonych róż.- Wszystkiego najlepszego- podał mi kwiaty, a na moich ustach złożył namiętny pocałunek. Byłam pewna, że nasz piątkowy pocałunek, był tylko jego jednorazowym wyskokiem. W końcu on był wielką gwiazdą lacrosse, a ja... nikim. Owszem, kontaktował się w weekend ze mną, ale dopiero dzisiaj mieliśmy się spotkać, po jego powrocie. W jego wiadomościach, zawsze pojawiały się jakieś czułe słówka. Nawet wyznał mi, że wolał być teraz ze mną, niż wybrać się na jakiś bankiet, gdzie zaproszono jego ojca. - Cały dzień cie szukałem- wyznał.
No tak... Może i nawet trochę mu utrudniłam to zadanie, chowając się przed James'em.
- Przepraszam... Miałam kilka spraw do załatwienia.
- No cóż, nie mam zbyt dużo czasu. Zaraz mam trening, ale musiałem Cię zobaczyć- chłopak przyciągnął mnie do siebie i jeszcze raz namiętnie pocałował. Nagle moje nogi zrobiły się strasznie wiotkie, więc chwyciłam się jego ramion, aby nie upaść. Ten tylko się szeroko uśmiechnął.
- Zobaczymy się później?- zapytał. Oderwałam wzrok od jego ust i spojrzałam mu prosto w oczy. Widziałam w nich pożądanie. 
- Może wpadniesz do mnie wieczorem? - zaproponowałam.
- Wpadnę po ciebie wieczorem- powiedział, nie zdradzając mi dalszych planów. Miała to być niespodzianka. Pożegnał się ze mną i ruszył w stronę sali. Zabrałam kwiaty i udałam się pieszo do domu, chcąc przemyśleć kilka spraw.

           Ten dzień musiałam spędzić według własnych norm. Żadne prezenty, czy też miłe słówka nie były jego częścią. Nie cierpiałam tego, ale uwielbiałam, gdy oni cieszyli się, składając mi życzenia. Jeśli to miało ich uszczęśliwić, to nie miałam nic przeciwko temu. Mogłam, z udawanym spokojem, to przetrwać. Urodziny... tak w zasadzie co jest w nich szczególnego? Z roku na rok stajemy się starsi, a wraz z tym, zmniejszamy czas do naszej ostatecznej wędrówki. Do śmierci. Więc co takiego jest w nich dobrego? To, że świętujemy dzień własnych narodzin? Dla większości jest to początek. Tak, jak i dla mnie, ale jest to też początek końca. Jeden dzień, który co roku przypomina mi o tragedii, jaką przeżyłam kilka lat temu. Więc jak mam się cieszyć, gdy w każde moje urodziny, przeżywam ten sam koszmar? Wciąż na nowo tonę. Dławię się wodą i widzę jak moi rodzice odchodzą... Tylko, że ja wtedy nie umarłam. Nie odeszłam wraz z nimi, chociaż powinnam. Ja wciąż żyję, co przecież powinno być niemożliwe. I chociaż moje sny próbują mi przypomnieć, że nie powinnam tu być, żyć wśród śmiertelników... ja tu jestem. Zastanawiając się, dlaczego...
- Cass- usłyszałam szept znienawidzonego przeze mnie chłopaka. Cały dzień próbowałam go unikać. I prawie mi się to udało. To było ostatnie miejsce, gdzie spodziewałam się go. Central park był sporej wielkości, a tu, ukryta wśród drzew, daleko od ścieżki dla pieszych, nie spodziewałam się nikogo. - Dlaczego płaczesz?
Dotknęłam dłonią swojego policzka. Nie zdawałam sobie sprawy, że płacze. Tak dawno tego nie robiłam... Myślałam nawet, że zapomniałam jak to się robi. 
- Nie twój interes- warknęłam i starłam jakiekolwiek oznaki mojej słabości. Otrzepałam się z ziemi i, zebrawszy moje rzeczy, próbowałam go wyminąć. Jednak chłopak złapał mnie i odwrócił  tak, abym mogła spojrzeć w jego oczy. Świetnie. Teraz były niebieskie. 
- Co się dzieje?- zapytał troskliwym głosem. Miałam wrażenie, że mu naprawdę na mnie zależy. Ale czemu?
- Czego ty ode mnie chcesz? - nie ukrywałam złości. 
- Cass...- odgarnął mi niebieski kosmyk z twarzy, zakładając go za ucho.- Nie jesteśmy w szkole. Nikt nas nie widzi, ani nie słyszy. Nie musisz udawać, że jesteś taka twarda, jak wszyscy myślą. Wiem, że pod tą powłoką kryje się delikatna dziewczynka, którą skutecznie próbujesz stłamsić. Możesz mi powiedzieć co cię tak martwi? Masz przecież urodziny... Nie można smucić się w swoje urodziny.
- Urodziny- prychnęłam.- Co jest w nich takiego wyjątkowego? Zwykły pieprzony dzień. Więc dlaczego nie mogę w taki dzień płakać? Po co mam udawać, że wszystko jest w porządku, skoro tak nie jest i nigdy nie było?- wyrwałam mu się i zaczęłam biec w stronę wyjścia z parku. Jednak nim nawet dotarłam do ścieżki, James dogonił mnie. Ku mojemu zdziwieniu, złapał mnie i po prostu przytulił. Nie wiem czemu to zrobiłam, ale po prostu rozkleiłam się jak dziecko. Wszystkie emocje w końcu wypłynęły ze mnie, roztrzaskując maskę, którą zawsze zakładałam na siebie. Ukrywałam się, udając kogoś innego. W ten sposób nie chciałam, aby mnie ktoś zranił. Z czasem nauczyłam się, że to dobra metoda. Ale konsekwencje były bolesne. Przeprowadzając się tutaj, zaufałam komuś. Zwierzyłam się ze swojej tajemnicy i nie zawiodłam się. Ale gdyby teraz Letty odwróciła się przeciwko mnie, nie wiem czy dałabym radę to przeżyć. 
- Wiem, że marnie zaczęliśmy, ale obiecuję, że możesz mi zaufać. Możesz mi opowiedzieć co ci leży na sercu, a ja nikomu nic nie zdradzę. A ty musisz obiecać, że nie wspomnisz nikomu, że wyszedłem ze swojej roli aroganckiego dupka. 
Zaśmiałam się przez łzy. Wcześniej nie zauważyłam tego, ale teraz to wyczułam. To było ta sama przyjazna energia, którą wyczuła u tego nieznajomego przed moim domem. Który regularnie o piątej pojawiał się na ulicy i wpatrywał się we mnie, gdy spoglądałam na niego z okna. Ale James nie był nim. Nie był moim prześladowcom. Więc mogłam mu zaufać i właśnie zamierzałam to zrobić. 
Obydwoje zajęliśmy miejsce przy brzegu małego stawu. Pozwoliłam mu się objąć, czym dodał mi otuchy.
- Gdy miałam cztery latka uczestniczyłam w wypadku- zaczęłam, czując jak moja dolna warga zaczyna się trząść.- Spałam, a gdy się obudziłam nasze auto wylądowało w jeziorze. Płakałam i wołałam moich rodziców, ale oni byli nieprzytomni. Auto powoli całkowicie się zanurzało, a my nie mogliśmy się wydostać. Ciągnęłam za pas, ale on nie chciał puścić. To było moje małe więzienie. Walczyłam, ale od początku byłam na straconej pozycji. Czułam jak do moich płuc napływa coraz więcej wody. Zamknęłam oczy i po prostu odpłynęłam. - Nawet siedząc obok wody, czułam ten sam ból, jak tamtej nocy. Wzięłam głęboki wdech, próbując się uspokoić.- Lekarze mówili, że po obudzeniu wołałam jakiegoś mężczyznę, który mnie uratował. Zaniósł mnie do szpitala, ale nikt nie widział jego twarzy. Mówili, że nazwałam go anioł, ale ja tego nie pamiętam. Jedynie to, co działo się przed wypadkiem i to, gdy obudziłam się po tygodniowej śpiączce. Ciotka siedziała obok mnie, nie opuszczając swojego miejsca przez kilka dni. Pilnowała mojego oddechu, gdy na początku przeżyłam dwie śmierci kliniczne. Siedziała i mnie obserwowała, ale ja nie znałam tej kobiety. Nigdy jej nie widziałam, chociaż moja mama wspomniała kiedyś, że ma siostrę. Porzuciła wszystko, aby się mną zająć. 
- Ale nie to cię martwi- powiedział chłopak, gdy zbyt długo milczałam.- Ten wypadek... obwiniasz się za niego?
- Właśnie skończyłam cztery lata i marudziłam im, żeby zawieźli mnie do stadniny na kucyki. Prosiłam, aż w końcu ulegli i zgodzili się mnie zawieźć. Gdyby nie ja, nie bylibyśmy wtedy tam. To była wyłącznie moja wina, że się tam znaleźliśmy.
Co roku siadałam przed jakimś stawem, czy jeziorem, przypominając sobie ten cały dzień. Musiałam samotnie i w spokoju przemyśleć to wszystko na nowo. Chociaż może nie powinnam robić tego sama, bo teraz, gdy opowiedziałam o tym James'owi, czułam ulgę. 
- Nie powinnaś się obwiniać. To nie była twoja wina- ręką pogładził moje plecy.- Cass, nie powinnaś pozwolić żeby przeszłość wciąż cię dręczyła. Owszem, to dzięki niej jesteśmy tym kim jesteśmy. Przykro mi, że spotkało cię takie nieszczęście, chociaż na nie nie zasługujesz. Musisz w końcu iść dalej i przestać udawać. 
Zaśmiałam się bez krzty wesołości. 
- I pozwolić takim dupkom jak ty się ranić? Nie dziękuje. Wolę już sama palić się w swoim ogniu, niż dorzucać do niego drewna- wyswobodziłam się z jego uścisku. 
Popatrzył na mnie tymi swoimi niebieskimi oczami, jakby błagał abym nie odchodziła. Tym spojrzeniem prosił mnie, ale również pragnął mi coś powiedzieć. Wtedy zdałam sobie sprawę, że już kiedyś widziałam te oczy. Nie wiedziałam, jakim cudem jego aura zawsze była zielona, albo w ogóle jej nie było, ale wpadł mi do głowy pewien pomysł. Może właśnie dzięki barwie jego tęczówek mogłam odczytywać jego nastrój?
- Cass... muszę ci coś powiedzieć- zaczął, ale ja natychmiast mu przerwałam.
- Nie, James. To co się stało, było zwykłą chwilą słabości. Nie jestem taka, jak myślisz. Oprócz Letty, nikt nie wie co się wtedy stało, więc mam tylko jedną prośbę. Albo zachowasz te informacje dla siebie, albo o nich zapomnisz. Nie zamierzam traktować cię inaczej niż przedtem. Nadal cię nie lubię i nie będę tego ukrywać. 
- Cass, posłuchaj... Wiem, za kogo mnie uważasz, ale może pomyślałaś, że tak jak ty, ja również udaję kogoś innego?
Chłopak stanął przede mną. Nie potrafiłam spojrzeć mu w oczy. Wiedziałam, że zapragnęłabym tu zostać i dalej z nim gawędzić, ale, jak sam powiedział, życie toczy się dalej. Chciałam zapomnieć o wypadku. O tym, kim jestem i co potrafię. Ale jak miałabym to zrobić, skoro na każdym kroku przeszłość dawała o sobie znaki?
Zamiast spojrzeć na niego, popatrzyłam na cień, migoczący tuż za nim. Przez chwilę myślałam, że moja skrzydlana teoria rzeczywiście istniała, ale wiedziałam, że to niemożliwe.
- Chciałem pogadać z tobą, na temat imprezy...- miałam ochotę wybuchnąć śmiechem. Właśnie otworzyłam się przed kimś, komu nawet nie powinnam powiedzieć jaką kawę codziennie piję. Albo, że w nocy tulę się do Percy'ego, jakby była to ostatnia rzecz, jaką miałam zrobić przed śmiercią, a on olał to. Ale tak szczerze. Na co w ogóle miałabym liczyć? On był zwykłym dupkiem, przed którym musiałam znowu założyć swoją maskę.- Pamiętasz coś z tamtej nocy?
- Niestety- bąknęłam.- Ale moglibyśmy o niej zapomnieć?
- Nie, Cass. Musisz mi opowiedzieć co dokładnie widziałaś. 


***

Jak miło wejść na bloga i zobaczyć wiadomość, iż ktoś nie może doczekać się kolejnego rozdziału <3
No więc... Z następnym będzie szybciej ( a przynajmniej mam taką nadzieję).
Co mogę jeszcze powiedzieć? Kończą się wakacje i zaczyna się ciężka praca! Ta... mnie też te słowa strasznie podtrzymują na duchu. Jedynie mam nadzieję, że ten rok będzie o wiele lepszy niż poprzedni. No i może w końcu spełnię swoją obietnicę, że tym razem wezmę się za naukę? Hm... mam taką nadzieję ;*
Miłej końcówki wakacji!
A i zaraz zabieram się za nadrabianie u Was rozdziałów!
Pozdrawiam ;*
Seo






Korekta  pinkieee heaart


5 komentarzy:

  1. "nie był moim prześladowcą"
    Aaa, to już wiem, dlaczego nie znalazłam żadnych innych błędów. Fajnie, że znalazłaś kogoś, kto sprawdza posty :) Choć teraz moje komentarze mogą być krótsze bo nie będę się miała do czego przyczepić :)
    Ach, fajnie to wymyśliłaś z tymi tęczówkami Jamesa :) Bardzo mi się podoba i choć to nadal tylko teoria Cass to wydaje się prawdopodobna :)
    Co do imprezy... Nie mam pojęcia, co o tym powiedzieć. Tutaj pojawia się jakiś Azz, Cass widzi skrzydła. Ale skoro Jackson znał już wcześniej Jamesa to muszą, po prostu muszą być jacyś nienormalni - w świecie fantastyki to ci normalni, zależy jak na to spojrzeć :) Oczywiście pomijając fakt, że oni musieli być kimś więcej niż ludźmi, bo inaczej to byłoby dziwnie :)
    Wszystko mi się strasznie podobało i choć notka była długa, to czytało mi się strasznie szybko i mam lekki niedosyt. Poza tym skończyłaś w TAKIM momencie! ;p Będzie zżerała ciekawość, dopóki nie dodasz czwartego rozdziału! ;p
    Haha "ciężka praca" to bardzo motywujące słowa :D
    No nic, rozdział był wspaniały, nic dodać nic ująć :)
    Pozdrawiam serdecznie!
    Zuza ;*
    Ps. Zapraszam do mnie na kolejny rozdział :) Ostatni wczoraj nadrobiłaś a ja już kolejny dodałam :)
    http://mylifegotmuchbetterwhenyoucameinit.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieje, ze juz nie będziesz się czepiać błędów;* chociaż Twoich poprawek będzie mi brakować... Ale zawsze możesz to nadrabiać czepiając się treści xd
      Zarys czwartego rozdzialu juz jako taki jest, ale muszę swoje wymysły przelać na papier, co bardzo mi sie nie chce :< Tak wiem. Jestem strasznym leniem :D
      Dobra, kończę i lecę oglądać meczyk ;*
      Pozdrawiam
      S.

      Usuń
  2. Cześć, Seo :*

    Końcówka to najlepsza część trzeciego rozdziału :) Tak jak i Zuzka M., będę czekać na kolejne losy Cassie z niecierpliwością. Miło, że masz kogoś, kto poprawia Twoje prace, aczkolwiek ja znalazłam kilka rzeczy, do których niestety muszę się przyczepić.
    - Pamiętaj, że kiedy czasownik występuje w czasie teraźniejszym w pierwszej osobie liczby pojedynczej, musisz dodać "ogonek" (np. zamiast pracuje ---> pracuję; zamiast lubie ---> lubię, itd).
    - "się", a nie "sie";
    - uważaj na powtórzenia ---> w jednym akapicie tekstu znalazły się 3 powtórki czasownika "musnąć"!
    - zdarza Ci się nie postawić przecinka w jakimś banalnych przypadku, ale zdążyłam zauważyć, że błędów interpunkcyjnych robisz coraz mniej.
    - Wiem, że masz prawo do swobody i własnych pomysłów, ale jak dla mnie:
    a) Jackson za często całuje Cassie (tak, tak, wiem, że są zakochani po uszy, ale co za dużo, to niezdrowo; poza tym sceny robią się mało realistyczne);
    b) Letty wydaje się całkiem w porządku, ale coraz bardziej odnoszę wrażenie, że przypomina mi typową "blondi" (bez obrazy);
    c) James jest strasznie wkurzający ---> chociaż w sumie jego nagła odmiana jest zrozumiała;
    d) wyjustuj tekst, dziewczyno - to podstawa :)
    Oczywiście nie musisz tego wszystkiego brać pod uwagę, ale chciałam być po prostu szczera.
    Tak poza tym barwny, ciekawy rozdział i jak już wspominałam, końcówka jest genialna, mimo że na pierwszy rzut oka wydaje się być "zwykłym urwaniem zdania".
    Impreza, wyznania "po pijaku" Cass, namiętne sceny z Jaksonem... No, no, no... robi się coraz ciekawiej!
    Powiadom mnie, proszę, o 4 rozdziale :)
    I zapraszam też do mnie na 3 rozdział:
    ostatniswit.blogspot.com
    Oraz na prolog na moim nowym blogu:
    dwa--skrzydla.blogspot.com

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  3. Wow coś nowego = coś fajnego :D
    Na prawdę, to opowiadanie jest cudne. Inne niż wszystkie pozostałe. Czekam na następny post :)
    Zapraszam też do siebie
    http://in-all-of-us-is-a-little-bit-of-magic.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. Pierwszy raz komentuję, ale bloga czytam od początku. Bardzo mi się podoba.Uwielbiam podobną tematykę.
    Pojawił się nowy rozdział na: http://apprentice-rangers.blogspot.com/
    Serdecznie zapraszam, może przypadnie do gustu.

    OdpowiedzUsuń