piątek, 10 października 2014

Rozdział 4 " Ilekroć zamykam oczy, wkraczam do innego świata".




- Zapomnij. To tylko moja głupia pijacka gadka - powiedziałam, po czym odeszłam od niego. Chyba zdążył zauważyć, że to był dla mnie strasznie drażliwy temat, gdyż nic więcej nie powiedział i, po prostu, pozwolił mi odejść.
Zapomnij.
Chciałam to zrobić. Chciałam zignorować ostatnie wydarzenia. Chciałam być normalną nastolatką. Mieć zwykłe problemy, typu czy bluzka mnie nie pogrubia, albo czy spotkam się dzisiaj z Jackson'em. A nie zastanawiać się, czy każdy mijany przeze mnie przechodzeń, jest żywy, czy martwy. Moje problemy z odczytywaniem aury ostatnio się pogorszyło. Jednak wciąż mogłam słuchać ich myśli czego miałam po dziurki w nosie. Ale kto by tak długo wytrzymał słuchania tego, co myślą o nim inni, nie wypowiadając żadnego słowa. Chociaż był to mały bonus, gdyż mogłam spokojnie odróżnić wrogów od przyjaciół. Letty jako jedyna znała mój sekret. Inne próby opowiedzenia o nim komuś, kończyły się niepowodzeniem albo, jak w przypadku Mary, stałą wizytą u psychologa. Chociaż niezbyt narzekałam na Tess. Była młoda i nawet miałam wrażenie, że mnie rozumie. Wierzy mi. Oczywiście mogłyby to być zwykłe pozory, jak na świrologów przystało. Znałam ich już dość sporo i mniej więcej rozpoznawałam metody ich działań. Próbowali się ze mną zaprzyjaźnić. Zdobyć moje zaufanie, aż w końcu wysłuchiwali się mojej opowieść, po czym w łagodny  sposób zaprzeczali jakimkolwiek zjawiskom paranormalnym. Jednemu z moich terapeutów opowiedziałam nawet, że co wieczór urządzam duchową balangę, gdzie poznaje nowych zmarłych. Taki wieczorek zapoznawczy. Po kilku takich wizytach miałam już dość. Skoro oni mi nie wierzyli, ani nie potrafili pomóc, musiałam im dać nauczkę. Mój ostatni terapeuta po usłyszeniu tego, zaproponował mi udział w eksperymentalnym badaniu. No i chciał też abym mu opowiedziała o ich tragediach. Chciał się dowiedzieć jak ci ludzie skończyli swój żywot, aby wydać książkę. Był to dla mnie absurd. Jak on mógł cieszyć się z czyjegoś nieszczęścia? Jak mógł chcieć na tym jeszcze zarobić? No cóż... nie tylko mnie wtedy wkurzył, gdyż Mary zagroziła mu pozwem. No i to było też moje ostatnie z nim spotkanie. Oczywiście krzyczał jeszcze za nami, twierdząc, że my również na tym wiele zyskamy.
Nowe miasto, nowy terapeuta. Tym razem to ja miałam prawo wyboru. I jak się okazało, trafiłam w dziesiątkę.
Po krótkiej wizycie w domu, ruszyłam na miasto, szerokim łukiem omijając park. Wiedziałam, że zapewne go już tam nie ma, ale nie chciałam ryzykować. Miałam go już dość na dzisiaj. Chciałam o nim nie myśleć chociaż przez chwilę, i miałam nadzieję, że dzięki Jackson'owi uda mi się to.
Zatrzymałam się w kawiarni i zajęłam miejsce tuż przy oknie. Mały salonik, przystrojony pastelowymi barwami, wyróżniał się spośród sklepów wśród tej szalej ulicy. Wielki muffin przyczepiony nad napis lokalu, świadczył o tym, że jest to cukiernia, w której często przesiadywałam z Letty. Miała słabość do jagodowych babeczek. Zamówiłam zieloną herbatę, gdy ekspedientka spoglądała na mnie surowym wzrokiem, chcąc się mnie jak najszybciej pozbyć. Wzięła jakąś tackę, na której brakowało ciastek i weszła na zaplecze, zapewne chcąc przynieść nowe. Gdy zniknęła, Jackson wszedł do lokalu. Na mój widok, rozpromienił się. Piękny, szczery uśmiech zdobił jego twarz, a mnie od razu zrobiło się cieplej na sercu. Miałam wrażenie, że komuś naprawdę na mnie zależy. Komuś, kto prawie mnie nie zna...
Miał lekką zadyszkę, jakby biegł, nie chcąc spóźnić się na spotkanie ze mną. Uśmiechnęłam się, gdyż ten scenariusz wydał mi się bardzo prawdopodobny.
- Trening się trochę przedłużył- wyjaśnił, gdy zachłannie wypijał zawartość butelki z wodą.
- Mogłeś napisać- powiedziałam.- Spotkalibyśmy się później.
- Nie ma mowy- uśmiechnął się.- I tak już miałem dość z nimi. Nawet nie wiesz, jak bardzo brakowało mi ciebie. Szczególnie, gdy na ławce czekało kilka dziewczyn na kumpli. A świadomość, że ty też na mnie czekasz, jeszcze bardziej wzmacniała moją tęsknotę.
- Nie wiedziałam, że można przyjść pooglądać wasze treningi- chciałam mu też powiedzieć, że jeśli by chciał, to mogłabym przychodzić dla niego, ale nie byłam pewna czy chciałby, abym tam była. Nie należałam do jego świata. Nie byłam taka jak oni.
- Nie wiedziałem, że chciałabyś pooglądać jak banda spoconych facetów lata za piłką po boisku- zaśmiałam się, usłyszawszy jego słowa.
- Więc postanowione. Będę na kolejnym treningu- chłopak pochylił się nad stołem i musnął delikatnie moje usta swoimi. Nie mogłam się nie uśmiechnąć. Nie, gdy on mnie dotykał.
- Masz jakieś specjalne życzenia na dzisiejszy dzień?- zapytał.
Spędzić z tobą jak najwięcej czasu- chciałam odpowiedzieć, ale wydawało mi się to zbyt nachalne. Zamiast tego, odparłam zwykłe nie.
- Więc mam kilka propozycji. Po pierwsze, mam dla ciebie niespodziankę- powiedział tajemniczo.- A później poszwendamy się trochę po mieście. Chcę, żebyś mi trochę opowiedziała o sobie.
- Coś za coś, Jackie- odparłam, a on mruknął z zadowolenia.
- Uwielbiam, gdy tak do mnie mówisz- zerknął na zegarek na ręce i cicho gwizdnął.- Dobrze, musimy się śpieszyć, bo chcę poznać cię jak najlepiej.
- A jeśli nie spodoba ci się to, czego się dowiesz?- i tu właśnie był problem... Nie należałam do normalnych dziewczyn. Zdecydowanie nie zaliczałam się do tej grupy. Na swój zwariowany sposób.
- Och, i ten tajemniczy błysk w oczach... Zdecydowanie chcę się dowiedzieć o tobie jak najwięcej- stwierdził.- Zacznijmy więc od niespodzianki- wyciągnął z kieszeni małe pudełeczko, obwiązane srebrną wstążką. Podał mi je, a ja zmarszczyłam brwi.
- Przecież już kupiłeś mi kwiaty- powiedziałam, patrząc na prezent. Wiedziałam, że w środku znajduje się coś drogiego. Bałam się, co to może być.
- Kwiaty to nie prezent. Ale podobał mi się widok ciebie wśród czerwonych róż- uśmiechnął się.- Otwórz- ponaglił.
Chwyciłam koniec wstążki i lekko ją pociągnęłam. Ozdobna kokardka spadła na stół, a ja odsłoniłam wieczko.
O nie... Nie... Tylko nie to!
- Podoba ci się?- zapytał. Spojrzałam na niego. Ukryłam przerażenie pod wielkim uśmiechem. Lekko przygryzłam dolną wargę.
- Jest śliczny- wyciągnęłam złoty naszyjnik z zawieszką, w kształcie gwiazdy. Wyglądał naprawdę uroczo. Bałam się, że mogę zepsuć ten cieniutki złoty naszyjnik. Wszystko było w porządku, nie licząc zawieszki. Gwiazda Dawida. Sześcioramienny kształt leżał na mojej dłoni.
- Ciekawy dobór. Skąd pomysł na gwiazdkę?- dopytywałam. Poczułam zimne poty na karku. Dłonią automatycznie sięgnęłam, aby dotknąć prawej łopatki, udając, że odgarniam włosy.  Był tam. Moje znamię... Delikatna wypukłość, którą chciałam ukryć pod tatuażem. Blizna, którą zostałam naznaczona w dniu wypadku. Blizna w kształcie sześcioramiennej gwiazdy...
- Chciałem, abyś nosiła coś ode mnie. Coś co przypominałoby ci, że jesteśmy razem. I wtedy zobaczyłem to w sklepie- wskazał na naszyjnik.- Był niesamowity. Inny. Niezwykły. Od razu skojarzył mi się z tobą.
- Możesz mi go założyć?- podałam mu biżuterię, a on z wielką przyjemnością zapiął mi go na szyi. Dotknęłam metalu i zalała mnie fala przyjemności. Jego radość sprawiała mi wielką przyjemność, a świadomość, że on również jest szczęśliwy, gdy i ja jestem, wydawała się obłędna. - Dziękuje, jest śliczny- splotłam dłonie na jego szyi i namiętnie go pocałowałam. - Chodźmy zacząć nasz wspólny czas.

 Ze splecionymi palcami, podążaliśmy wzdłuż ulicy, śmiejąc się. Jackson zaciągnął mnie do jakiegoś zaułku i przytulił do siebie, zasłaniając jednocześnie moje usta, abym nie wydała z siebie żadnego dźwięku. Schowani, patrzyliśmy na chodnik, gdzie podążał wściekły mężczyzna w garniturze, z wielką plamą od lodów na ramieniu. Gdy tylko nas minął, wybuchłam gromkim śmiechem, a chłopak mi zawtórował. Jackson, tak jak chciał, dowiedział się wiele różnych rzeczy o mnie. Spędziliśmy kilka chwil w miejscach, które często odwiedzam. Jackson nawet kupił sobie płytę mojego ulubionego zespołu, Asking Alexandria. Chciałam być przy tym, gdy muzyka będzie miażdżyć jego bębenki. Już wyobrażałam sobie grymas malujący jego twarz. Zapewne, wtedy także by wyglądał słodko. Zwiedzaliśmy także park, gdzie kupił mi niebieską watę cukrową, twierdząc, że zainspirowały go do tego kolor moich włosów. Nie wiem, jakim cudem wiedział, że akurat w tym miejscu ją sprzedają. Zrobił mi nawet zdjęcie, na którym ją jem.
Strasznie dociekał, dlaczego tak często się przeprowadzałyśmy, gdyż zwykłe wyjaśnienie, że to z powodu ciotki pracy, niezbyt go przekonywało. Gdyby nie on, sama nie nabrałabym wątpliwości. Czy rzeczywiście aż tak często ją przenoszono?
Następnie przenieśliśmy się na most, tuż nad stoiskiem z watą cukrową. Jackson pokazywał mi palcem różne miejsca, które stamtąd były widoczne. Chciał abyśmy zwiedzili tamte miejsca, gdyż ponoć w każdym jest cząstka jego. Tak mogłam go poznać. Jego charakter, zainteresowania, pasje... Chciał, abym sama do tego doszła. A ja bardzo chętnie podjęłam się temu zadaniu. Stojąc tak, zaczęliśmy się całować, póki nie zatraciwszy się całkowicie, pod wpływem jego dotyku, lód wyślizgnął mi się z dłoni i spadł w małą przepaść, lądując... na marynarce tego mężczyzny. Gdyby nie mój charakterystyczny kolor włosów, moglibyśmy swobodnie uciec.
- Na co jeszcze masz ochotę?- zapytałam, przerywając nasz czuły moment.
- Na ciebie- mruknął z zadowoleniem, znowu mnie całując. Gdy się ode mnie oderwał, spojrzał na otaczające nas budynki. Widziałam, że się nad czymś zastanawia.- Wiem, że to ty masz dzisiaj urodziny, ale chciałbym...- westchnął.- Chciałbym pójść z moją dziewczyną do kina. Chcę w końcu tam obejrzeć film- cmoknęłam go w nos.
- Nigdy nie byłeś w kinie?- nie udawałam zaskoczenia.
- Nie...- odparł zawstydzony.- Nie miałem na to czasu. Albo po prostu nie miałem z kim iść.
- Więc musimy to nadrobić- pociągnęłam go w stronę multipleksu.
Kroczyliśmy po czerwonym dywanie, spoglądając na plakaty, oświetlane nikłym światłem, przedstawiających ekranizowane dzieła. Chłopak co chwilę wskazywał na jakiś obraz, proponując, abyśmy go obejrzeli. W końcu nie wytrzymałam i parsknęłam śmiechem.
- To, że jestem dziewczyną, nie znaczy, że uwielbiam same romansidła- powiedziałam, na co on wypuścił głośno powietrze.
- To dobrze. Więc co proponujesz?
Rozejrzałam się wokół, szukając czegoś ciekawego. W końcu natrafiłam na to, co tak uparcie poszukiwałam.
- Horror!- krzyknęłam, pokazując na film.- Pójdźmy na to- wskazałam ręką plakat, na którym widniał napis Deliver Us from Evil. Jackson był wyraźnie zainteresowany moją propozycją.
- Jesteś pewna?- spojrzał na mnie niepewnie, jakby przypuszczał, że ten film zdecydowanie mi się nie będzie podobać.- Wydaje się być trochę straszny...
- Nie chcesz, abym ze strachu tuliła się do ciebie?- zapytałam, siląc się na uwodzicielski ton. Im dłużej spędzałam z nim czas, tym bardziej swobodnie się przy nim czułam. Teraz jego obecność dodawała mi odwagi.
- Cholera- zaklął.- O tym nie pomyślałem- podbiegł do kasjerki, chcąc kupić dwa bilety na seans. Zaśmiałam się, widząc jak się śpieszy. Nawet kilka banknotów wypadło mu z dłoni.
- Cass!- usłyszałam za sobą głos przyjaciółki. Odwróciłam się i dostrzegłam ją, biegnącą w moją stronę. Rzuciła mi się na szyje i zapiszczała mi do ucha. Jej entuzjazm także mi się udzielił, więc zaczęłam się cieszyć jak dziecko, ze spotkania z nią.- Dobrze, że cię widzę- powiedziała.
- Co tu robisz?- zapytałam, nie zważając na jej słowa.- Przyszłaś z...?- nie musiałam dokańczać, aby Letty domyśliła się o kogo chodzi. Wskazała na chłopaka, idącego w naszą stronę. Szczerze powiedziawszy, wyglądał inaczej niż wcześniej. Jego kolorowy irokez, został zastąpionymi ciemnobrązowymi włosami, które były lekko zmierzwione. W uszach widniały dwa małe tunele. Na jego wardze także znalazł się kolczyk. Uśmiechnął się do nas, ukazując śnieżnobiałe uzębienie, które nie jedna gwiazda filmowa by mu zazdrościła.Włożył dłonie kieszeń, skórzanej kurtki i powolnym, pewnym siebie krokiem, zbliżał się do nas. Dostrzegłam, że zza koszulki wystaje mu czarny tatuaż, zdobiący jego ciało. Nie wiedziałam czy zaczynał się na szyi, czy tam kończy. Ale byłam pewna, że moja przyjaciółka już go widziała. Chłopak nie wyglądał tak, jak gatunek muzyki, którą śpiewał, na to wskazywała. Może i był wokalistą zespołu metalowego, ale wyglądał dosyć łagodnie. A przynajmniej ja tak to odczuwałam.
- Idę odebrać bilety- powiedziała, po czym cmoknęła mnie w policzek i podeszła przywitać się z Jackson'em. W międzyczasie, podszedł do mnie jej chłopak.
- Azz- zaczęłam- o ile pamiętam...
- Demon Azazel- przedstawił się, z szerokim uśmiechem na twarzy. Pacnęłam go w ramię, za które później się złapał, udając, że zadałam mu straszny ból.
- Ładnie tak naśmiewać się było z pijanej osoby?- zapytałam urażona.
- No cóż... Wtedy twierdziłaś, że nic ci nie jest.
- Ale moja teoria była prawie prawdziwa. Azz, to skrót od Azazel?- chłopak wybuchnął śmiechem.
- Oczywiście, że nie- zaprzeczył.- Azz to skrót od...- zaczął, ale nie dane mu było dokończyć, gdyż Jackson wkroczył do akcji. Objął dłońmi mnie w talii i złożył delikatny pocałunek na moim policzku.
- Idziemy?- zapytał.- Zaraz zaczynie się film.
- Chwila!- zawołała Letty.- Najpierw musimy ci coś powiedzieć.
Spojrzałam na nią przerażona. Przebiegłam wzrokiem po jej ciele, spoczęłam na chwilę na jej splecionych palcach z Azz'em, a później spojrzałam na niego. Uśmiechał się do mnie łobuzersko, a z mojej twarzy spłynęły wszystkie kolorki, zastępując bladości.
- Scarlett- szepnęłam.- Ty chyba nie jesteś...
- Co?! Nie! Oczywiście, że nie!- zaprzeczyła, a brunet zaniósł się śmiechem.- Chciałam ci powiedzieć, że przekładamy nasz wypad do spa na następny weekend, a w ten wybieramy się do mojego domku nad jeziorem. W wakacje byłaś zbyt zajęta, aby odpocząć, więc teraz musimy to nadrobić. Co ty na to?
Poczułam wielką ulgę. Nie wiem jak mogło mi przyjść do głowy taki absurdalny pomysł. Letty i ciąża. Zresztą, ona do wszystkiego była zdolna.
- Pomyśl. Nasza czwórka odpocznie sobie nad pięknym jeziorem- przekonywał mnie Jackson.- Trzy dni, tylko dla siebie- szepnął mi do ucha, aby oni nie usłyszeli. Poczułam ekscytację i jednocześnie przerażenie. Trzy dni. We czwórkę. Z dala od miejskiego hałasu.
- Brzmi świetnie- odparłam, a moja przyjaciółka zapiszczała z zadowolenia. Chyba nawet bardziej cieszyła się ode mnie.
Postanowiłam zapomnieć o swoich obawach. W ten weekend miałam się dobrze bawić. Poczuć się normalnie i nie zamierzałam tego niszczyć.


 Mój dobry humor zniknął, wraz z dojazdem nad jeziorem. Zdarzało się, że w weekendy wyskakiwałyśmy na mały wypad tutaj, chcąc uniknąć miastowego gwaru. Nie byłyśmy same, gdyż ciotka Letty wpadała co kilka godzin do nas. Tak na wszelki wypadek, jakbyśmy chciały coś wymyślić, jak to stwierdzili jej rodzice. No i moja ciotka też. Tym razem także nie byłyśmy same. Miał nam towarzyszyć Azz i Jackson. W pierwszej chwili, gdy już wszystkie obawy zniknęły, nie miałam z tym najmniejszego problemu. Jednak teraz, gdy spoglądałam na dom, bałam się. Moja przyjaciółka nie podzielała moich obaw, ale czego mogłam się po niej spodziewać? Pamiętam jej każdy związek, odkąd zaczęłyśmy się przyjaźnić. Zawsze wierzyła, że jej partner, jest tym jedynym. Zakochiwała się po same uszy, a potem cierpiała, gdy okazało się, że jej wybranej nie był do końca z nią szczery. Weekend z Azz'em, zapowiadał się wspaniale. Przynajmniej dla niej. Ja mu nie ufałam, chociaż mój wewnętrzny głos mówił coś innego. Azz był w porządku, ale ukrywał coś, czego ona nie była świadoma. Może właśnie to mnie w nim niepokoiło? Albo po prostu troska o moją przyjaciółkę, wzięła górę nad rozsądkiem?
- Cass!- krzyknął Jackson, machając w moją stronę. Odwzajemniłam jego gest, a on podbiegł do mnie. Dopadł mnie przed bagażnikiem, gdy chciałam wyciągnąć swoją torbę. Wtuliłam się w jego ciało, a on delikatnie musnął moje usta swoimi. Od razu zrobiło mi się cieplej na sercu, a w jego oczach zobaczyłam znajomy błysk.
- Tęskniłem- wymruczał mi do ucha, trącając nosem mój policzek. Uśmiechnęłam się.
- Przecież widzieliśmy się dwie godziny temu...
- To za długo- sięgnął po moją torbę i przerzucił ją przez ramię. Splótł nasze palce ze sobą i pociągnął w stronę domu.
Zbiórkę zrobiliśmy tuż przed moim domem, a ciotka upierała się, że nie mogę jechać taki kawał sama w aucie z facetem. Nie chciałam się z nią kłócić, gdyż wiedziałam, że jeszcze trochę i będzie kazała zostać mi w domu. Obiecałam jej, że całą drogę spędzę z Letty. Przytrzymała nas jeszcze godzinkę, aby mieć pewność, że nie zamienimy się miejscami w czasie jazdy. Dlatego też chłopaki byli na miejscu przed nami. Zdążyli opróżnić zawartość lodówki, szykując jedzenie na wieczorne ognisko. Oczywiście nie odmówili sobie przy tym alkoholu.
Ten wieczór zapowiada się naprawdę ciekawie...
Obróciłam się i dostrzegłam Letty kroczącą ze swoim chłopakiem za nami. Uśmiechnęła się podejrzliwie, a ja dopiero teraz dostrzegłam, że coś zdecydowanie było nie w porządku. Przystanęłam na chwilę, a gdy dziewczyna podeszła do mnie, pociągnęłam ją na bok za rękę. Spuściła wzrok, przygryzając prawy policzek. Denerwowała się.
- Coś ty wymyśliła?!- powiedziałam trochę głośniej niż zamierzałam.
- To nie tak... To miała być niespodzianka...- tłumaczyła się.
- Niespodzianka? Scarlett! Mów wreszcie o co chodzi!
Na jej twarzy namalował się szeroki uśmiech.
- Idź i sama zobacz. Jest w środku.
Puściłam ją i ruszyłam w stronę domu, omal nie potykając się na kamykach, które torowały drogę do niego. Wchodząc na werandę, drewno głośno zaskrzypiało, ale ja szłam dalej, nie przejmując się tymi odgłosami. Hol łączył się z salonem, w którym nikogo nie zauważyłam, więc ruszyłam w głąb budynku. Usłyszałam czyiś śmiech i przez chwilę zatrzymałam się w miejscu. Dziewczyna? Myślałam, że będziemy sami...
Z trudem przekroczyłam próg kuchni, dostrzegając jakąś dziewczynę. Właśnie przygotowywała napoje, gdy mnie dostrzegła. Posłała mi szeroki uśmiech, na co ja odparłam zdziwioną miną. Nie znałam jej...
- Jest i moja dziewczynka!- krzyknął ktoś za mną. Odwróciłam się i zobaczyłam mojego starego znajomego. Już nie wyglądał tak młodo, jak przy ostatnim spotkaniu, chociaż wciąż mogłam dostrzec pod jego blond lokami, dziecięce rysy. Pełne usta, zostały wykrzywione w szerokim uśmiechu, a jego niebieskie niczym ocean oczy, utkwiły we mnie. Nie wiele myśląc, rzuciłam się na niego, ściskając z całych sił. Podniósł mnie i kilka razy okręcił wokół własnej osi.
- Cześć przystojniaku- uśmiechnęłam się, gdy postawił mnie na podłodze.- O Boże... Ale cię dawno nie widziałam!
- Więc jednak niespodzianka się udała?- wtrąciła się Letty, uprzedzając jego wypowiedź. Cmoknęłam ją w policzek.- Mam nadzieję, że następna także ci się spodoba...- powiedziała niepewnie, po czym wyszła z kuchni.
- Co tu robisz?- zagadnęłam, zapominając o brunetce stojącej tuż za nami. Zapewne to była jego dziewczyna.
- Przyjechałem w odwiedziny - uśmiechnął się. - Dostałem kilka dni urlopu i postanowiłem do was wpaść. Scay opowiedziała mi o waszej wycieczce, więc pomyślałem, że to będzie idealna okazja. No i będę mógł mieć was na oku... Nie wiem co oni sobie myśleli posyłając was tutaj z nimi!- wskazał na chłopaków, którzy akurat weszli do domku. Przepychając się, doszli do kuchni i omal się nie zabili, dostrzegając zimną lemoniadę, stojącą na blacie. Zaśmiałam się pod nosem, ale przestałam, gdy Mark spojrzał na mnie gniewnym wzrokiem.
- Big brother w akcji? - objął w pasie brunetkę, która stanęła obok niego.
- Jestem po prostu troskliwym bratem. I nie rozumiem jak moja siostra mogła wybrać sobie kogoś takiego- spojrzał na Azz'a.- Przecież to demon w ludzkiej skórze!- zaśmiał się, a przeze mnie przeszedł dziwny dreszcz.- A skoro już jesteśmy przy kwestii mojej siostry... Azz!- krzyknął, przez co chłopak zwrócił na niego swoją uwagę.- Na pewno będziemy się świetnie razem bawić, prawda chłopcze? Ty i ja. W jednym pokoju- spojrzenie chłopaka Letty trochę zmizerniało. Mogłabym przysiąc, że słyszałam cichy jęk wydobywający się z jego ust. Mark znów zwrócił się do mnie. - Będę miał go na oku, a ty weźmiesz Scay. Niech tylko spróbuje przyjść do niej w nocy, gdy starszy brat będzie na swoim stanowisku!- roześmiał się, po czym wyszedł na zewnątrz. 
Jackson poklepał po plecach swojego znajomego, próbując dodać mu otuchy. Azz zaśmiał się nerwowo.
- On nie żartuje- powiedziałam.- Będzie całą noc czuwał i cię pilnował, żebyś nic nie wywinął. 
- Spokojnie- zapewnił chłopak.- Nie ma sytuacji, z której ten demon by się nie uratował- zażartował.



Hej :* 
Tak... wiem... trochę mnie nie było :c 
A teraz czas na wyjaśnienia! Otóż od początku września mam problemy zdrowotne i zaczęło się latanie od lekarza do lekarza. Teraz leżę w szpitalu -.- Więc miałam trochę czasu między badaniami, żeby napisać rozdział. Rozdziały na waszych blogach ( szczególnie te, które miałam skomentować na początku września) nadrobię w najbliższym czasie :*
Pozdrawiam i przepraszam za tą długą przerwę!
Seo ;*