środa, 30 września 2015

Kontynuacja

Hejosa!
Tsa... Trochę zaniedbałam Was, prawda?
Okey... Nie musicie przytakiwać... Przyznaję się bez bicia!
No więc... Nowiny?
No tak... Przydałoby się nieco wyjaśnień...
A więc...
OKI! Nie będę tego już przedłużać, tylko od razu się zabiorę za wyjaśnienia!
Kochany miesiąc wrzesień i październik - przykro mi, ale nie będę miała czasu na publikacje jakiegokolwiek opowiadania, oprócz tego, które właśnie kończę. Aktualnie muszę spiąć cztery litery i przygotować się do matury, którą piszę... już w maju! Niby jeszcze kilka miechów, ale to wciąż za mało :/
Piekielny dar jest... we wstępnej fazie planowania, więc jak już tą fazę zakończę migiem napiszę rozdziały. Do grudnia na pewno się coś pojawi. No i ten... Blog zostanie usunięty. Chyba... Przenoszę się całkowicie na wattpada. Już część moich prac możecie tam znaleźć


LINK --- > https://www.wattpad.com/user/LonelySe



To tyle... W razie jakichkolwiek pytań/próśb - mail gdzieś jest na stronie, a jeśli chcecie mnie zjechać, zabić, zasztyletować lub nasłać Beletha i spółkę, adres na pewno też gdzieś znajdziecie! Dla chcącego nic trudnego!
Pozdrawiam i przeeeeepraszam za tyle czeeeeekania :*
L <3

sobota, 9 maja 2015

Nowości

Siedzę sobie tak nad nowym rozdziałem i czytając poprzednie... Przykro mi, ale dopiero teraz do mnie dotarło, jakie to opowiadanie jest okropne -,- zupełnie inaczej niż sobie zaplanowałam...
Piekielny dar oficjalnie zostaje usunięty!
Wybaczcie mi, ale chciałabym to jednak napisać tak, jak chciałam na początku i wrócę do was z tym opowiadaniem, gdy będę minimum w połowie historii, żebyście nie musieli czekać nie wiadomo ile na nowy rozdział...
Jeszcze raz przepraszam :c
Lonely S/Seo

poniedziałek, 30 marca 2015

Rozdział 12 "Jestem waszym królem, nie wymyślonym ani malowanym".

Siemson, misiaki <3 
No to tak... Rozdział troszkę wcześniej :3 Chyba nie będziecie narzekać? :D 
Krótkie info... Chyba trochę zmienię kolejność dodawania rozdziałów, aby w tygodniu dodawać chociaż jeden rozdział z innego bloga xd Mam nadzieję, że rozumienie o co mi chodzi...
Nic w ciągu kilku dni się nie działo... A! Jednak coś jest! :D Na Ostatnim tańcu powstała ankieta, gdyż kończę pisać W imię wolności... i mam kilka pomysłów na nowe opowiadanie xd Wiem, że przesadzam... Nie dość, że mam mało czasu, to jeszcze dowalam sobie robotę :3 Ale jak to ja, gdy jakiś pomysł świta to nie da mi spokoju póki nie przeleję go na papier :D 
Więc zachęcam do głosowania ^^ Bo te historie w najbliższym czasie nie dadzą mi spokoju... xd 
Pozdrawiam!!!!
Kiedyś Seoanaa, teraz Lonely S :*




Kap... Kap... Kap...
 Otworzyłam powieki, lecz gdy tylko dostrzegłam ciemność zaraz je zamknęłam. O dziwo wiedziałam gdzie się znajdowałam. Świetnie. Moje największe marzenie się spełniło...
 Próbowałam wyczuć swoje ciało. Rękę czy nogę, aby nią poruszyć; wstać i gdzieś pójść, byleby jak najdalej stąd.
 Miałam wrażenie, że poruszyłam ręką. Bardziej utwierdziłam się w tym przekonaniu, gdy poczułam ziemię pod palcami. Wbiłam w nią dłoń. Tak. To rzeczywiście była ziemia. Ale co ona tu robiła?
Kap... Kap... Kap...
 Lekki wiatr uderzał w moje ciało, a w nozdrzach poczułam przyjemny zapach świeżo skoszonej trawy. Coś tu było nie tak... I chyba nie znajdowałam się w tym miejscu, co wcześniej sądziłam.
 Cholercia! Na pewno tam nie byłam, skoro wszystko pamiętałam! Krwawiący Azazel i usypiający mnie Beleth...
 Zabiję tego demona. Przysięgam, że gdy go dorwę, to urwę mu wszystkie kończyny!
 Tak, Beleth. Zginiesz śmiercią tragiczna i bolesną.
 Dostrzegłam drzwi. Jasne wrota wśród ciemności. Trudno byłoby ich nie dostrzec, gdy taki prostokąt świecił przed tobą. Nie wiele myśląc ruszyłam w jego kierunku.
 Czas zacząć przygodę! A przynajmniej spróbować nie zginąć – jak to mawiał Beleth.
 I ruszyłam prosto w stronę światła. Czy to nie było śmieszne? Ciemny tunel, a na końcu jasność. Jakbym przechodziła do Nieba. Tak się właśnie też czułam. Miło, spokojnie i... nudno.
 Niebo to jednak nie było miejsce dla mnie. A przynajmniej nie teraz, bo gdy tylko przekroczyłam próg jasności, wpadłam do kolejnej otchłani.
Kap... Kap... Kap...
 Szum wody otulał mnie swoim dźwiękiem. Morska bryza próbowała wedrzeć się do nozdrzy, lecz została zagłuszona jaśminowymi świeczkami. Uniosłam powieki, a pierwsze co zobaczyłam to niebo. Piękny, bezchmurny błękit. Spokojny i melancholijny. Nagle coś białego przemknęło przez nigoe.  Wyglądało to, jak wielki ptak, albo... anioł.
 To był anioł.
 Usiadłam, aby dokładniej się rozejrzeć. Gdzie ja byłam? Co to za cholerne miejsce?!
 Wszystko wydawało się być takie zwykłe, lecz idealne. Zielona trawa, równo przycięte drzewa w sadzie i altanka tuż przy klifie. To było doskonałe i nierealne.
 Dostrzegłam delikatny mur rozciągający się wokół sadu. Był biały niczym śnieg i, jakby nie patrząc, wydawało się, że regularnie go czyszczono. Szczotkami wielkości szczoteczek do zębów.
Gdzie ja, do kurwy nędzy, byłam?!
 - Przepraszam! - zawołał jakiś głos za mną. - Proszę się tu tak brzydko nie wyrażać!
 Odwróciłam się i ujrzałam małego mężczyznę odzianego w białą szatę. Świetnie. Biały mur, biała altanka, białe morze i białe aniołki fruwające po niebie! Widać, że ktoś miał obsesje na punkcie bieli...
 - Możesz sobie darować te dogryzki. Tutaj nie zrobią na nikim żadnego wrażenia – karzeł wypiął pierś.
 Sięgał mi do pasa. Spojrzałam na knypka, próbując dostrzec jego twarz, gdy nagle uniósł głowę, a jego złociste włosy zatańczyły na wietrze. Teraz wpatrywały się we mnie błękitne tęczówki, w których widniała radość. Jego uśmiech utwierdził mnie w przekonaniu, że cieszył się na mój widok. Jednak wielka blizna ciągnąca się od policzka, przez nos, aż do czoła mówiła coś innego. No i te ostre rysy twarzy. One kazały mi wiać gdzie pieprz rośnie.
 – Mógłbyś mi powiedzieć gdzie jesteśmy? – zapytałam ponownie się rozglądając. Słońce strasznie raziło mnie w oczy, więc stworzyłam sobie prowizoryczny daszek z dłoni.
 – No, jak to gdzie?! – oburzył się. – Jesteśmy w Niebie!
Fuck. Przez wielkie „F”.
 – Prosiłem, żebyś nie przeklinała!
 – Wara od moich myśli, dziadku – prychnęłam. No cóż, moje zachowanie było niezwykle dziecinne i godne pochwały.
 – To, że mam kilka tysięcy lat, to nie znaczy, że jestem dziadkiem.
 – Czyli jestem martwa? – zignorowałam jego odpowiedź.
 – Oczywiście, że nie – zaśmiał się. – Dla ciebie już dawno przygotowaliśmy miejsce w Piekle
Super! A moim mężem będzie Beleth, sąsiadem Azazel - jego żona Letty, a nasze diabełki będą się razem bawić w ogniu!
 – Nie waż się komentować tego! – zagroziłam karłowi, widząc, jak otwiera już usta. – Daj mi czas, aby to wszystko przetrawić.
 – Słonko, ty nie masz czasu – mruknął pod nosem. – Im dłużej tu zostaniesz, tym trudniej będzie ci wrócić do domu.
Kap... Kap... Kap...
 – Dobra! – krzyknęłam. – Wytłumacz mi chociaż co ja tu robię – poprosiłam niezbyt grzecznie.
Karzeł usiadł na trawie i odwrócił twarz w stronę słońca, napawając się jego ciepłem.
 – Nie wiem – wyznał. – To wszystko nie powinno się zdarzyć.
Czyli powinnam nadal siedzieć z demonami i medytować?
 – Lepsze to niż nic – wzruszył ramionami.
Byłam zła na niego i na siebie, za to, że wciąż zapominałam pilnować swoich myśli, co bez problemu wykorzystał.
Chwila... Jak to szło? Po prostu musiałam przesunąć ten pstryczek i... Bam! Moje myśli były bezpieczne, a duma tryskała ze mnie na kilometr.
 – Nieźle – pochwalił mnie mężczyzna. – Szybko się uczysz.
 – Jeśli w grę wchodzi cudze życie, to jestem gotowa na wszystko – odparłam.
 – Nie rozumiem dlaczego zależy ci tak na ich życiu. Przecież to są demony i zasługują by smażyć się w ogniu piekielnym – oburzył się karzeł.
 – Nie wiem czemu to robię – przyznałam, wzruszając ramionami. – Może i są demonami, ale nikt im nie kazał się zachowywać jak one, prawda? Owszem, popełniają błędy, ale ludzie też nie są idealni. Nawet aniołowie posiadają swoją ciemną stronę – w odpowiedzi karzeł wybuchł śmiechem.
 – Castiel, ty i twoja niewiedza! Nie wyobrażasz sobie o jaką cenę toczy się ta walka. Dlaczego cały zastęp aniołów ruszył na Ziemię i dlaczego Piekło werbuje nowych diabłów. Nic nie rozumiesz – pokręcił głową.
 – Więc mógłbyś z łaski swojej mi wytłumaczyć?
Kap... Kap... Kap...
 Karzeł spojrzał na mnie mrużąc powieki. Promienie słońca jego także oślepiały. Westchnął głośno, po czym rzekł:
– Masz wielką moc, Castiel. Jesteś dzieckiem, na które czekaliśmy przez ostatnie setki lat. Naszym zbawieniem, albo utrapienie.
 – Czyli? – uniosłam brew. – Może trochę jaśniej?
 – Jak jej los na kamieniu wyryty,
Tak przez ludzi jeszcze nie odkryty.
Ona jest naszym zbawieniem,
Ale może być też utrapieniem.
Na dwóch światów pograniczu stoi,
I żadnego się nie boi
Anioł i demon szepczą jej do ucha,
Ale kogo wysłucha?
Jednak, gdy w kielichu władzy usta swe umoczy,
Już na zawsze świat mocą swą zjednoczy.
 – No pięknie – mruknęłam. – Więcej zagadek?
 – To nie jest żadna zagadka – zaśmiał się. – To twoja przyszłość.
Kap... Kap... Kap...
 – Boże! – krzyknęłam. – Czy możesz zrobić coś z tym kapaniem? To jest strasznie irytujące!
 To tak, jakby wrócić zmęczonym po kilku godzinnej pracy. Położyć się spać i słyszeć w kuchni, jak z kranu cieknie woda. Wtedy uświadamiasz sobie, że nie masz ochoty iść to dokręcić, ale ten dźwięk jest tak denerwujący, że w końcu wstajesz i niemal niszczysz ten kran. Ponowne położenie się do łóżka nie jest już takie samo i to tylko przez tą cholerną wodę.
 – To nie ja – uniósł ręce w proteście. – Ale chyba wracasz już do siebie.
Spojrzałam na swoje ciało, które bledło. Powoli znikałam... I wciąż słyszałam to kapanie!
 – Czekaj! – powiedziałam do niego, choć to ja odchodziłam. – Kim ty w ogóle jesteś?
Karzeł zachichotał. No tak. To jakby umierając poprosić kogoś, aby zapłacić twoje rachunki. Ja znikałam, ale chciałam znać jego imię, chociaż zapewne w przyszłości się już nie spotkamy.
 – Powiem ci przy następnej wizycie... – jego słowa zamieniły się w bełkot, a ja odpłynęłam po raz kolejny w ciemność. Tym razem moja złość osiągnęła maksymalną skalę.


 Czułam, jak moje ciało podskoczyło, przez co uderzyłam głową w jakąś zimną powierzchnię. Teraz czołem opierałam się o nią. Kark trochę mnie bolał, lecz nie mogłam się poruszyć. Coś uniemożliwiało mi jakikolwiek ruch.
 Przyznam, że uwielbiałam ten moment, gdy po otwarciu oczów znajdowałam się w innym miejscu niż wcześniej. Jeszcze nigdy nie udało mi się zgadnąć, gdzie teraz się znajdowałam. Przed sobą widziałam jedynie autostradę i mijające samochody. Jechaliśmy z dużą prędkością.
 Cholera. Gdzie oni mnie wywieźli?
 Ponownie poruszyłam się i dostrzegłam sznur zawiązany wokół moich nadgarstków. Na nogach znajdował się kolejna para do kompletu.
Co jest, kurwa?
 Dlaczego mieliby mnie związywać? Przecież nie zaatakowałabym go tylko dlatego, że mnie uśpił. Poczekałabym kulturalnie aż zatrzymalibyśmy się na jakimś poboczu i dopiero wtedy wypatroszyłabym go.
 Odwróciłam się i wytrzeszczyłam oczy, patrząc na kierowcę. Spodziewałam się Beletha, Azazela albo Letty. Nawet na widok Mitcha bym się nie zdziwiła. Ale, że był to...
 – Gabriel – odezwałam się.
Anioł uśmiechnął się, po czym zmienił bieg.
 – Nie jesteś zbytnio zaskoczona moim widokiem.
 – Uwierz mi, że jestem. Ale bardziej zastanawia mnie to, dlaczego związałeś mi ręce – uniosłam dłonie do góry.
 – Proste: abyś nie zaatakowała mnie podczas jazdy – wzruszył ramionami.
 – Aha – odparłam.
 Siedzieliśmy tak w milczeniu przez dłuższą chwilę ja – podziwiając krajobraz rozprzestrzeniający się obok nas, a Gabriel – skupił się na prowadzeniu samochodu.
 – To... – odchrząknęłam. – Powiesz mi co ja tu robię?
Zwolniliśmy, a kierowca skręcił na parking.
 – Jeśli cię rozwiążę to rzucisz się na mnie? – zapytał poważnie.
 – Nie, jeśli postawisz mi kolacje – obruszyłam się. – Przerwałeś nam w trakcie posiłku – wyciągnęłam związane dłonie w jego stronę, a on powoli zaczął je rozwiązywać. Czułam zimno jego dłoni na swoich, przez co moje ciało przeszył dreszcz.
 – Jak już to śniadanie – powiedział. – Jechaliśmy całą noc.
Zamurowało mnie. Świetnie. Czyli, jak daleko oni zostali w tyle? Ile czasu zajmie im odbicie mnie? No i czy w ogóle chcą mnie odzyskać...
 – Chcę jajka z bekonem. No i do tego grzanki z serem i świeży sok pomarańczowy. Inaczej bądź pewny, że zacznę krzyczeć wniebogłosy.
 Gabriel pochylił się nade mną, aby rozwiązać także nogi. Odpięłam pas i wyszłam z samochodu, ruszając przed siebie. Drzwi ponownie trzasnęły i usłyszałam głos anioła za sobą:
 – Castiel! – zawołał. – Knajpka jest w drugą stronę!
Odwróciłam się na pięcie i podreptałam do niego. Anioł zachichotał.
 – Nie śmiej się – warknęłam. – Chodźmy, bo jestem głodna i ledwo powstrzymuję krzyk pomocy.
 – Tak jest, psze pani – zasalutował i obydwoje ruszyliśmy w stronę knajpki, która wyłoniła się zza drzew.
 Kilka aut stało przed nią, a ludzie rozsiedli się przy stolikach znajdujących się na zewnątrz. Było ciepło, więc także chciałam zjeść na świeżym powietrzu. Drewniany domek wyglądał na bardzo przyjemny. W powietrzu unosił się zapach smażonych kiełbasek, przez co mój brzuch zawył z głodu. Gabriel ponownie się roześmiał.
 – Ja pójdę zamówić, a ty znajdź dla nas jakieś miejsce – popchał mnie.
 Znalazłam stolik, przy którym moglibyśmy normalnie porozmawiać, żeby nikt nas nie podsłuchiwał. Ktoś przecież mógłby nas uznać za wariatów, gdyby usłyszał, że poruszaliśmy takie tematy jak duchy, demony, anioły...
 Usiadłam na wiklinowym krześle i odwróciłam twarz w stronę słońca. Zamknęłam powieki, aby cieszyć się jego ciepłem bez bólu oczu.
 Okey... Teraz miałam czas, aby przemyśleć plan ucieczki. Nie mogłam liczyć na demony, które mogły mnie porzucić. Może się poddały? Skoro całą noc mnie nie odnalazły, to może nie byłam tak cenna, żeby mnie odzyskać?
 Nie miałam dużego wyboru. Wątpiłam, że ucieknę, gdybym teraz pobiegła. Gabriel był ode mnie silniejszy i szybszy, ale dużo zmieniło się w ostatnim czasie. Ja się zmieniłam.
 Pozostało mi auto. I kluczyki, które znajdowały się bezpiecznie w jego kieszeni. Nie! Zostawił je w kurtce!
 Idealnie. Wystarczyło tylko odebrać mu kurtkę, starannie wymknąć się i dotrzeć do pojazdu. Musiałam jeszcze znaleźć mu jakieś zajęcie, aby mieć na to wszystko czas.
 – Przepraszam – zaczepiłam jakiegoś mężczyznę. – Czy byłby pan tak miły i użyczył mi swojego telefonu? Zapomniałam go w domu, a chciałabym zadzwonić do cioci i powiedzieć, że za niedługo przyjedziemy do szpitala... – zrobiłam minę zbitego psa. Pojedyncza łza spłynęła po moim policzku.
Starszy mężczyzna podrapał się po łysinie. Dostrzegłam współczucie w jego oczach. Wyciągnął telefon i mi go podał.
 – To potrwa tylko chwilę – zapewniłam.
 – Mogę poczekać? – zapytał ochrypłym głosem.
 – Proszę – wskazałam wolne krzesło naprzeciwko mnie, które miał zająć Gabriel.
Wybiłam numer Beletha i po paru sekundach demon odebrał.
 – Cześć, ciociu! – zawołałam od razu.
 – Cass?! Gdzie jesteś? Wszystko z tobą w porządku? Przysięgam – warknął – jeśli ci coś zrobił, zabiję go gołymi rękami...
 – Tak, ciociu, ja też tęsknie – uśmiechnęłam się. – Słuchaj, my właśnie zatrzymaliśmy się na śniadanie i za niedługo przyjedziemy do ciebie.
 – Dobra, Cass. Rozumiem, że nie możesz rozmawiać, ale potrzebuję jakiś szczegółów. Jesteś za daleko, żebym mógł cię wyczuć, a on ukrywa twoją aurę – westchnął.
 – Pamiętasz tą knajpkę przy autostradzie? Wiesz, tą w... – spojrzałam wyczekująco na mężczyznę.
 – W Vancuover – powiedział.
 – Właśnie! W Vancuover! Zawsze lubiłaś tutejsze jedzenie. Chcesz, abym coś ci przywiozła?
Świetnie, Cass. Już jadę. Potrzebuję trochę czasu, ale w ciągu godziny powinniśmy dotrzeć.
No tak – zaśmiałam się. – Zapominam, że ty jesteś na tej specjalnej diecie. No nic, to kupimy ci najwyżej jakieś owoce. Albo te wasze donaty - dodałam.
Cass, potrafisz stworzyć barjerę, która odgradza ich od twoich myśli. Potrafisz ją przesunąć i modelować. To twoja broń. Użyj jej, aby zdobyć dla mnie więcej czasu. I Cass...
Tak?
Uważaj na siebie – wyczułam troskę w jego głosie.
Ty też, ciociu – powiedziałam. – Trzymaj się.
 Następnie usłyszałam sygnał przerywanego połączenia. Niechętnie oddałam telefon i podziękowałam mężczyźnie. Uśmiechnął się, a następnie oddalił, zostawiając mnie samą. Skrzyżowałam ręce, próbując jakoś się otulić. Teraz mogłam się cieszyć, że Beleth jednak żył. Wcześniej nie przyszło mi to do głowy, ale jak czekałam aż usłyszę jego głos, taka myśl przeszła mi przez głowę. Nie wiedziałam co tam się stało. Jak oni mnie dorwali i co z demonami. Tym razem miałam pewność, że demony mnie szukały. Że wciąż im na mnie zależało. A przynajmniej Belethowi.
Kto to był? – odwróciłam się na dźwięk głosu Gabriela. Postawił kilka talerzy przed nami i usiadł na krześle.
Nie wiem – wzruszyłam ramionami. – Jakiś facet. Rozmawialiśmy o chorej cioci w szpitalu – musiałam uważać na słowa, gdyż anioły potrafiły wyczuwać kiedy ktoś kłamał. Za to demony kłamały jak najęte.
No to smacznego – uśmiechnął się, po czym zabrał się za swoją porcję jedzenia.
 Jajecznica nie należała do najlepszej, jakiej jadłam. Bekon jeszcze mi smakował, ale gdy pomyślałam o jedzeniu, jakie przygotowywał mi Beleth na dzień dobry, to aż odechciewało mi się jeść. Mogłam cały dzień głodować, byleby on przygotowywał kolację. Zapragnęłam znów być w domu – czyli miejscu, w którym przebywałam przez ostatnie tygodnie.
 Czułam się w nim normalnie. Nie jak wariatka, tylko jak zwykła osoba. Byłam, że tak powiem, wśród swoich. Nie musiałam się krywać ze swoimi umiejętnościami i pilnować, aby ktoś nie nakrył mnie podczas rozmowy z duchem. Przyjemnie się wśród nich czułam.
Jesteś tak dziwnie milcząca – odezwał się po chwili.
Ciekawe czemu, palancie.
Wzruszyłam ramionami. – A jak niby miałabym się zachowywać w takiej sytuacji?
Myślałem, że po tym czasie będziesz bardziej wrogo do mnie nastawiona. A ty... – westchnął. – Ty po prostu zachowujesz się tak, jak dawniej. Jakbyś nigdy nie trafiła w łapska demonów.
Spodziewałeś się, że będę odmawiała demoniczne litanie i z wyciągniętym pentagramem krzyczała na ciebie? – uniosłam brew ze zdziwienia.
No tak – odchrząknął. – Albo coś w tym stylu.
A kysz, aniele – zaśmiałam się. – Twa dobroć mnie zabija!
Jesteś na mnie zła – stwierdził po dłuższym namyśle. – Przepraszam, Cass, że cię zraniłem.
Przepraszasz za to, że udawałeś mojego chłopaka? Czy za to, że udawałeś, że coś do mnie czujesz?
Gabriel poruszył się nieswojo na krześle.
Przepraszam za to, że cię zraniłem. Nie żałuję tego, że byliśmy razem. Jesteś wspaniałą osobą i te nasze wspólne chwile były cudowne. Żałuję tylko, że musiało się to wszystko tak skończyć...
 Oniemiałam. Czy anioły potrafiły kłamać? Proszę, niech ktoś mi powie, że one to potrafią! Niech on kłamie, żebym mogła go znów znienawidzić.
 – Zimno ci? – zapytał. Zrobiłam zdziwioną minę. – Masz gęsią skórkę i co chwilę łapiesz się za łokieć – wyjaśnił. – Proszę – ściągnął i podał mi swoją kurtkę.
Dziękuje – wykrztusiłam, czując jak moje policzki oblewają się rumieńcem.
 Założyłam jego skórzaną kurtkę. Od razu poczułam ten znajomy zapach. Jego perfumy zmieszane z mydłem. To wszystko było takie znajome i przyjemne.
Wezmę nam jakieś kanapki na drogę i coś do picia – zakomunikował, składając wszystkie talerze w jeden stos.
 Właśnie! Byłam przecież cholernie ciekawa co robiliśmy przy kanadyjskiej granicy!
A tak w ogóle, to gdzie my jedziemy?
Zobaczysz – uśmiechnął się. – To miejsce jest o wiele przyjemniejsze niż to, w którym wcześniej przebywałaś. Tam przynajmniej będziesz należycie traktowana.
O-key – wydukałam. – To ja idę do toalety i spotkamy się przy aucie.
 Gabriel pomachał mi zanim wszedł do środka. Rozejrzałam się dookoła w poszukiwaniu toalety. Niedaleko nas stała kamienna budka. Ruszyłam w jej kierunku, lecz po chwili skręciłam i pędem pobiegłam do samochodu. Czarny jeep stał na prawie pustym parkingu.
 Oparłam się o maskę, nie wiedząc co dalej począć. Bardzo chciałam się stąd wydostać. Wrócić do Beletha i Letty. No i za Azazelem też trochę tęskniłam. Przyzwyczaiłam się do jego ignorancji. Brakowało mi też Tima. Już dawno zaczęłam traktować go, jak młodszego brata. Nie wiedziałam, czy bez niego przetrwałabym to wszystko. Starałam się być silna. Dla niego. Jakby od tego zależało moje życie.
 A teraz nie miałam najmniejszej ochoty na powrót. Z Gabrielem wiązały mnie uczucia, a z nimi... Tęskniłam za nimi. Byli dla mnie, jak rodzina, ale to właśnie anioła pokochałam najpierw.
Dobra, Castiel. Ogarnij się.
 Musiałam wrócić do domu. Do nich, a Gabriel mógł się pieprzyć. Chciałam wrócić do przyjaciół.
 Znalazłam kluczyki od samochodu i otworzyłam pojazd. Przeszukałam schowek i bagażnik szukając czegoś ostrego. Na szczęście znalazłam śrubokręt.
 Wychodząc upewniłam się, że Gabriel jeszcze nie wracał. Zamachnęłam się i wbiłam narzędzie przebijając oponę. Z trudem wyciągnęłam śrubokręt i wszystko schowałam, aby niczego nie zauważył. Zajęłam miejsce pasażera i zniecierpliwiona czekałam na jego powrót. Dopiero gdy adrenalina opadła poczułam ból w dłoni i zauważyłam, że cały czas ściskałam ją w pięść. Z trudem rozprostowałam palce.
 Drzwi od strony kierowcy otworzyły się, a do środka wszedł Gabriel. W rękach trzymał wielką torbę z jedzeniem, jakby przez najbliższe godziny nie mielibyśmy nigdzie wysiadać.
 Jechaliśmy do Kanady. Ale po co? Dlaczego, do cholery, mielibyśmy przekraczać granicę?
Chyba, że chodziło o terytoria.
 Beleth opowiadał mi, że każdy kraj jest podzielony przez różne demony i anioły. W Nowym Jorku znajdował się Gabriel i Beleth. Nie byłam do końca pewna, czy demonom pozwalano przechodzić na czyjeś tereny. Aniołom owszem, ale wysłannicy Piekła mieli nieco bojowe nastroje.
Gotowa na spędzenie kilka godzin w moim towarzystwie?
 Prychnęłam.
Oczywiście.
 Wyjechaliśmy i wystarczyło tylko kilka sekund, aby...
Co jest? – zdziwił się, gdy jakiś przycisk zaczął świecić w samochodzie. Później zatrzęsło pojazdem, a następnie omal nie uderzyłam w tablice rozdzielczą.
 – Kurwa – zaklęłam, udając oburzoną.
 – Nie przeklinaj – upomniał mnie anioł.
 – Przyznaj, sam byś z chęcią przeklął.
Tak... Anioły nie mogły wulgarnie się wyrażać. To by przecież zakłóciło ich anielski porządek i takie tam.
 – Ale tego nie zrobię – odparł. – I tobie też radzę tego nie robić.
Bo co? Porwiesz mnie i wywieziesz w jakieś nieznane miejsce? – zakpiłam.
 – Bardzo śmieszne, Cass. Ja to wszystko robię dla twojego dobra – pokręcił głową.
 – Dla mojego dobra lepiej wyjdź i sprawdź co się stało. – No i wymień oponę, co powinno ci zająć jakieś pół godziny, a w tym czasie Beleth po mnie przyjdzie.
Wyszedł. Sprawdził. I użył jakiś anielskich sztuczek, bo już po dziesięciu minutach sunęliśmy autostradą.
Cholera.
To może powiesz mi co mamy w planach? – zaczęłam rozmowę.
Wieczorem powinniśmy być na miejscu. Odpoczniesz, a potem porozmawiamy.
Ojej – udałam przerażoną. – Czy to ta rozmowa, o której myślę?
Wytłumaczę ci kim jesteś i odwiozę do twojej rodziny? Jeśli o to pytasz, to tak – zmarszczył brwi, jakby się nad czymś zastanawiał.
 Przyznam, że wyglądał bardzo słodko, gdy prowadził. Trochę zaspany, a włosy odstawały na wszystkie strony. Wyglądał, jakby dopiero wstał z łóżka- czyli bardzo seksownie.
Mary mnie nie chce – wyznałam i posmutniałam.
Nie mówię o niej, tylko o twojej babci – wytłumaczył.
Ona wyrzekła się praw nade mną tuż po śmierci rodziców. Nie chcę jej widzieć.
Zrobisz, jak uważasz. Ale najpierw z nią... Co jest? – zmartwił się.
Spojrzałam w jego stronę. Gabriel wpatrywał się w coś przed drogą. To było jakieś auto... Nie! To był samochód Beletha!
Coś ty zrobiła, Cass? – zmienił bieg przyśpieszając.
Ja? Nic – wzruszyłam ramionami.
Kłamiesz. Lepiej zapnij pasy – polecił.
 Przyśpieszyliśmy, a ja zrobiłam to co kazał. Złapałam się siedzenia, jakbym dzięki temu mogła się obronić.
 Czarne BMW zjechało na przeciwny pas, jadąc prosto na nas. Gabriel nie odpuszczał i przyśpieszył.
O dziwo na autostradzie znajdowały się tylko nasze samochody.
Pisnęłam, gdy omal nie zderzyliśmy się z nimi. W ostatniej chwili Beleth skręcił, a Gabriel ostro zahamował. Ich pojazd zatrzymał się kilka metrów dalej, równolegle do naszego. Dwóch demonów wysiadło, a w tym czasie anioł także zbierał się do opuszczenia samochodu.
Nigdzie nie wychodź, Cass. Tak będzie bezpieczniej dla ciebie – ostrzegł, po czym ruszył do walki.
Kolejny demon pojawił się, a Beletha nigdzie nie było w pobliżu.
Wysiadłam, a gdy tylko trzasnęłam drzwiami cała czwórka zwróciła na mnie uwagę.
Cholercia – szepnęłam, gdy demony puściły się pędem w moją stronę.
Chciałam uciec, ale gdy tylko się odwróciłam wpadłam na coś. Albo na kogoś.
Podnosząc wzrok zobaczyłam tą znajomą czarną czuprynę i bursztynowe tęczówki.
Beleth – czułam, jak łzy spływają po moich policzkach. Rzuciłam się na niego, a on mnie przytulił.
Gdybym wiedział, że rzucisz się na mnie po tak krótkiej rozłące, częściej bym cię zostawiał – zaśmiał się.
 Uderzyłam go pięścią w pierś. – Przestań robić sobie żarty i zabierz mnie stąd.
Beleth spojrzał na anioła, który był zbyt zajęty walką z innymi demonami, aby mnie uratować.
Chodźmy stąd, jak najszybciej – poprosiłam.
Spokojnie, mała. Jestem tutaj, więc nic ci nie grozi – objął mnie ramieniem i zaprowadził do jakiegoś samochodu. Dopiero, gdy przejechaliśmy kilka kilometrów przestałam gapić się w lusterko. Gabriel na pewno nas nie śledził. Poczułam ulgę i jednocześnie smutek. Po tym wszystkim co mi zrobił, wciąż coś do niego czułam.
A teraz mi wytłumacz, jakim cudem trafiłam w jego łapska – warknęłam, patrząc się na kierującego demona, który zaczął się śmiać.
Wkurzona Castiel – mruknął. – Mój ulubiony typ – uderzyłam go pięścią w ramię. – No dobra, już mówię. Po tym, jak odleciałaś...
Właśnie! – przerwałam mu. – Zrób to jeszcze raz, a nie dożyjesz jutra – zagroziłam.
Okey, zapamiętam – przytaknął. – Było już za późno, żeby uciec. Gabriel przyszedł z koleżkami, a nas było tylko dwóch. Nie mieliśmy szans, więc chcieliśmy zneutralizować straty.
Czyli oddaliście mnie dobrowolnie?!
Oczywiście, że nie! Nigdy nie chciałem cię oddawać, ale Letty została ranna i strasznie krwawiła, więc musieliśmy ją, jak najszybciej opatrzyć. Liczyła się każda sekunda, a byłem pewny, że znajdę cię nawet na końcu świata.
Już nigdy mnie nie zostawiaj – poprosiłam.
Nie wiedzieć czemu, ale czułam się bezpieczna w jego obecności. Może i był denerwującym wrzodem na tyłku, ale należał do nielicznych, których lubiłam.
Oczywiście, że tego nie zrobię – oburzył się.
Obiecaj mi to.
Beleth ujął moją dłoń i spojrzał prosto w oczy.
Castiel, obiecuję, że już nigdy więcej cię nie zostawię. Masz moje słowo – przysiągł.
Dziękuje – odwróciłam wzrok, wpatrując się w pola, które mijaliśmy.
Czułam, jak po moich policzkach ciekną łzy, jednak nie wiedziałam czy to z powodu szczęścia, że znów mam przy sobie Beletha, czy z powodu smutku, że zostawiłam Gabriela.
 Jedyne czego byłam pewna, to tego, że moje serce krwawiło. Straciłam miłość swojego życia i to już na zawsze. 

środa, 18 marca 2015

Rozdział 11 "Słuchaj, patrz i zachowaj milczenie".

Audi, vide, sile.



 Duchy przez kilka dni po śmierci pamiętają jedynie ostatnie wydarzenia w świecie żywych. Mogą poinformować Widzących o przyczynie zgonu, a w momencie, gdy dochodzi do zabójstwa, wysyłani są Mordercy, którzy utrzymują ład między światem żywych a umarłych. 
 Jeśli duchowi przeznaczona jest Druga Strona, przydzielona zostaje mu odpowiednia Przewodniczka, która pomoże mu zaznać wieczny spoczynek. 



 Kolejne dni mijały, chociaż nic takiego ciekawego nie wydarzyło się więcej w moim życiu. Beleth stał się takim jakby moim nauczycielem i królikiem doświadczalnym w jednym. Na jego umyśle trenowałam swoje umiejętności. Powoli i stopniowo zagłębiałam się w jego wspomnieniach - czyli wielkiej, czarnej nicości. Nie potrafiłam przedrzeć się przez bajery ochronne i usłyszeć jego myśli. Zielona aura odgradzała go od całego świata - albo mnie. A przynajmniej takie miałam wrażenie.
 Beleth zamontował telewizor w moim pokoju, gdyż strasznie się nudził przebywając ze mną w tym pomieszczeniu, podczas gdy ja siedziałam sobie grzecznie na parapecie i czytałam książki. Czasami ten czas umilała mi pyszna gorąca czekolada z piankami (bita śmietana o dziwo się skończyła, gdy trafiła w łapska Letty). Nikt nie zatrzymywał go w tym pokoju i w każdej chwili mógł sobie po prostu wyjść, co byłoby mi na rękę, jednak on uparcie postanowił towarzyszyć mi na każdym kroku. Tak dla bezpieczeństwa, jak sam twierdził.
 Ale bądźmy realistami. Co złego mogłoby mi się przytrafić, podczas krótkiej wędrówki do kuchni po jakiś sok?
 Jedynie miałam chwilę wolności, gdy wraz z Azzem i Letty wybierali się na zakupy. Więc zostałam sama, nie licząc duchów.
 – Boże, Mitch, weź to przełącz – schowałam twarz w poduszce, po czym głośno jęknęłam. – Już mnie głowa boli od tej idiotycznej muzyki.
 Duch chwycił się oburącz za pilot i przycisnął go do piersi.
 – Nie lubisz Miley Cyrus? Jak to? – zdziwił się. – Przecież ona jest boska!
 – Więc urządźcie sobie duecik w salonie. Przełącz na AXN. Chcę obejrzeć Hausa, albo jakiś kryminał.
 – Ty i twoje seriale – prychnął. – Wiem! Pójdźmy na kompromis! Dwie minuty na twoim i dwie godziny muzyki – pogłośnił telewizor.
 – Daj mi to – rzuciłam się na niego, uprzednio zrzucając poduszkę z łóżka.
 Skoczyłam duchowi na barki i próbowałam chwycić za pilota. Mitch wstał i wyciągnął rękę przed siebie, tak abym nie mogła dosięgnąć urządzenia. Krążyliśmy po całym pokoju, co rusz obijając się o jakieś meble, czy ściany.
 – To jest mój pokój i ja decyduję o tym co będziemy oglądać!
 – Ale to ja mam pilota, więc ja mam władze! – zaśmiał się.
 Po kilku minutach wylądowaliśmy na ziemi. Oczywiście ten dupek usiadł na mnie, przez co nie mogłam się ruszyć. Przegrałam to starcie i czułam się z tym okropnie. Pokonana przez ducha. Martwą/nieistniejącą osobę. Czy mogło być coś gorszego?
 Usłyszeliśmy głośne kaszlnięcie i obydwoje odwróciliśmy się w stronę drzwi. W progu stał Beleth i ze skrzyżowanymi rękami na piersi wpatrywał się w nasze poczynania.
 – Czy mógłbym wiedzieć co wy robicie? – zapytał.
 – Oddaj mi pilota! – zaryczeliśmy obydwoje. – Ty go masz! Nieprawda!
 – Dobra, skończcie już z tą podwójną gadką – mruknął demon.
 – Beleth – uśmiechnęłam się do niego. – Prawda, że skoro to jest mój pokój, to ja powinnam decydować o tym co oglądamy? – zatrzepotałam rzęsami.
 – Jasne – poparł mnie. – Ja na twoim miejscu też nie miałbym ochoty oglądać Wróżków chrzestnych.
 Ze zdziwieniem spojrzałam na ekran i dostrzegłam Tima siedzącego na moim łóżku i oglądającego swoje kreskówki.
 – No co? – zapytał. – W salonie nie ma tych programów. Tu masz włączony pakiet rodzinny i kinowy. Wieczorami lecą fajne filmy na HBO. A tak w ogóle, może pomyślicie nad dokupieniem tych nowego dekodera w salonie? Nie byłoby takiej kłótni...
 – Koniec! – krzyknęłam. – Wszyscy wynocha z mojego pokoju!
 – Oprócz mnie – Beleth zachichotał.
 – Ty też – warknęłam. – Mam cię po dziurki w nosie!
 Demon zbliżył się do mnie, a duchy mijały nas, aby wyjść z pokoju.
 – Przecież byłoby nam tak miło razem – zrobił minę zbitego psa. – Tylko ty i ja. Najpierw kolacja, później film, a następnie zdecydujesz, które łóżko zaliczymy.
 – Wiesz co? Masz rację – na mojej twarzy zawitał tajemniczy uśmieszek. – Jestem głodna. Co proponujesz na kolację?
 – Naprawdę? – Beleth wyszczerzył się w uśmiechu. – Zaraz coś przygotuję! Daj mi pół godziny i widzimy się na dole! – Cały w skowronkach pobiegł do kuchni.
 I w ten oto prosty sposób pozbyłam się upierdliwego intruza ze swojego pokoju.
Demonojeb.
 Podczas mojego dwutygodniowego pobytu tutaj nie miałam żadnych wiadomości od Mary. Tessa także milczała, a Florence ani razu się nie pojawił. Oprócz Mitcha i Tima nie widziałam żadnego ducha. Całkowicie odcięłam się od myśli Letty, dzięki czemu czułam się normalnie (pomijając martwych, oczywiście). Jej aura stała się zielona, tak, jak u demonów. Teraz już wiedziałam, że dzieje się tak, podczas gdy ludzie mają dłuższy kontakt z demonami. Wtedy ich czary obronny wpływają na nich, dzięki czemu tak, jakby nieświadomie chronią ich. 
 Mój dzień zaczynał się od porannego biegu – Mitch postanowił zrobić ze mnie sportsmenke. Przysięgam, że starałam się, jak mogłam, aby po prostu zostać w łóżku, ale gdy duch wydziera ci się do ucha i przestaje tylko wtedy, gdy wychodzisz z domu w stroju sportowym, poddajesz się. 
Dzięki porannym ćwiczeniom mój apetyt się zwiększył, więc śniadanie jadłam za dwóch. Jak nic przytyłam z pięć kilo. 
 Przed południem miałam już za sobą odbyte ćwiczenia z medytacją, podczas których zagłębiałam się w tajniki własnego umysłu. Próbowałam przedrzeć się do dawnych wspomnień, przez co zdałam sobie sprawę, że nie pamiętam nic za życia rodziców. Oprócz tego feralnego wypadku. 
  Popołudnie miałam przeważnie wolne, więc spędzałam go w towarzystwie Letty, duchów albo po prostu znajdowałam sobie jakiś kąt, gdzie spokojnie czytałam książkę. 
 Obecność Beletha nie robiła na mnie już żadne wrażenie. Łazienka była jedynym pomieszczeniem, gdzie przebywałam sama, no i pozostała jeszcze kuchnia. Beleth uwielbiał gotować, więc od czasu do czasu wysyłałam go po coś do jedzenia. Nie powiem, że było to coś niesmacznego, czy niejadalnego. Miał chłopak talent, a ja ze smakiem wchłaniałam wszystko, co przygotował. 
 Wieczorem bywało różnie. Czasami próbowałam wedrzeć się do jego umysłu, albo starałam się odgrodzić się od innych. Tak, tak. Mój umysł i wara od niego. 
 Jednak czy to potrafiłam? Skąd. Beleth uwielbiał sobie grzebać w moich wspomnieniach, a szczególnie w tych najbardziej upokarzających. 
 Na szczęście zachowywał to wszystko dla siebie. 
 W ciągu dnia Tim zajmował się Percym, a Mitch Timem. Duchy znalazły sobie nowe zajęcie, a mianowicie podglądanie sąsiadów, którzy znajdywali się kilkadziesiąt kilometrów od nas. Twierdząc, że tak właśnie działa straż sąsiedzka, obserwowali ludzi w ich codziennych czynnościach. 
 Ogólnie, to duchy rzadko kiedy przebywały w domu. Znikały zaraz po moim treningu, dlatego też sama musiałam się użerać z Belethem. Calutki dzień w jego towarzystwie. 
 No i została nam noc. Czas, w którym powinnam odpoczywać, zagłębiając się w Krainie Morfeusza. A przynajmniej taki miałam zamiar, gdyż wiedząc, że Beleth potrafi manipulować ludzką świadomością, sny - o dziwo -  były przepełnione erotyzmem z jego udziałem w roli głównej. 
 Byłam pewna w stu procentach, że on za tym stoi. Choć zapierał czym się da, że nie miał z tym nic wspólnego.
 Podsumowując: byłam w dupie.
 Zeszłam do kuchni, gdzie dostrzegłam Beletha w jego czadowym stroju kucharskim. Na piersi widniał napis Pocałuj kucharza. Zawsze go ubierał, gdy zostawaliśmy na kolację sami. Miał jeszcze kilkanaście: jeden z ciałem kobiety w bikini, z mężczyzną w bikini, z gorylem w bikini i, co mnie bardzo zaskoczyło, z flamingiem. W BIKINI.
 – Chyba ten strój najbardziej mi się podoba – przyznałam.
 Prychnął.
 – Nie znasz się.
 – Owszem, znam – zaprzeczyłam. – W Nowym Jorku Mary zawsze... – umilkłam, gdy uświadomiłam sobie, że wspomniałam o ciotce.
 Czy to była moja wina, że tak łatwo się mnie pozbyła? Dobra. Skłamałam. Ja nie miałam żadnych wiadomości od niej, ale wysłała list Belethowi, w którym dość jasno się określiła, że nie liczy na mój powrót. Czułam się, jak czarna owca w rodzinie. A przepraszam! Jakiej rodzinie? Miałam tylko Mary, gdyż reszta się mnie wyrzekła.
 Idealna kandydatka na czarną owcę...
 – ...zawsze znajdywała sobie jakieś nowe hobby – kontynuowałam. – Gdzie indziej były to solniczki, breloczki do kluczy, a tam były fartuchy kucharskie. Miała hopla na punkcie gotowania. Gdy się znowu przeprowadzałyśmy, do magazynu trafiło ponad 50 fartuchów. I pewnie tam gniją tuż obok zapalniczek z różnymi zabytkami świata.
 Beleth stanął naprzeciw mnie i spojrzał w oczy. Czułam się tak, jakbym była wiercona od wewnątrz. Jego złote tęczówki analizowały każdy milimetr, wyszukując najważniejszej informacji. Nagle na twarzy zagościł mu uśmiech.
 – To jest to! – wykrzyknął, a następnie zaczął tańczyć jakiś dziwny taniec.
 – Co jest to?
– No to!
 – Ale co?
I tak sprzeczaliśmy się przez kolejne dziesięć minut, gdyż demon nie umiał obrać w słowa swoje myśli.
  – No weź to wreszcie wyrzuć z siebie! – wrzasnęłam wkurzona. – Co zobaczyłeś?
 – Nic! – roześmiał się.
 – Czekaj... – zastanowiłam się przez chwilę. – Czyli byłeś w moim umyśle i nic nie widziałeś? – Przytaknął kontynuując swój dziwny taniec. – Więc teraz będę mogła kontrolować swoje myśli?
 – Jeśli nauczysz się podtrzymywać tą barierę, to tak!
 – I będę mogła wybierać czyje myśli chcę przeczytać?
 – Tak! – radość Beletha rozniosła się po całym domu.
 Drzwi do domu otworzyły się, a w ich progu stanęli Letty i Azz, niosąc kilka toreb z zakupami. Demon rzucił się na swojego przyjaciela, przez co kilka produktów wyleciało z reklamówki. Pociągnął go na środek salonu i zaczął z nim wywijać po dywanie, śpiewając jakąś góralską piosenkę.
 – Słyszałeś to, dupku? – roześmiał się. – Ona nauczyła się blokować myśli!
 – Tak – warknął tamten. – Przed chwilą wykrzyczałeś mi to do ucha.
 – Nie rozumiesz tego? Będę żyć! Te wiedźmy mnie nie zabiją!
 I tu cała radość się skończyła.
 Beleth jakby opamiętał się, że coś niewłaściwego wymknęło mu się z ust. Spojrzał na mnie przerażony, po czym zajrzał na Azza.
 – Cholera – warknął.
 Azazel szybko zabrał Letty i wyszli z domu. Nie wiele rozumiałam co się przed chwilą zdarzyło, dlatego z rozdziawionymi ustami patrzyłam na demona.
 – Cass...
 – Wiedźmy – przerwałam mu. – Powiedziałeś wiedźmy.
– Tak, ale nie w tym znaczeniu... – zaczął się tłumaczyć. – Chodziło mi o... – podrapał się po głowie.
 – Ja ci powiem o co ci chodziło – warknęłam wściekła.
 Wiedźmami nazywano czasem Przewodniczki. Kiedyś natrafiłam się na artykuł sugerujący, że osoby posiadające dar widzenia i przejścia nazywano wiedźmami. W średniowieczu palono je na stosie, gdyż potrafiły rozmawiać z duchami.
 – Cass, to nie tak, jak myślisz.
 – Prawda, Beleth – warknęłam. – Chcę znać prawdę. Nie robisz tego bo ci na mnie zależy. Robisz to bo musisz.
 – Przykro mi – posmutniał. – Rzeczywiście. To było moje zadanie. Wyszkolić kolejnego strażnika, aby ocalić swoją dupę. Ale zależy mi na tobie! Od pierwszej chwili, gdy cię ujrzałem. Pierwszy raz, gdy zobaczyłem ludzką istotę, poczułem, że muszę ją chronić. To nie jest natura demona, ale ty sprawiłaś, że znów zacząłem czuć. Obudziłaś we mnie uczucia, których nie znałem.
 Prychnęłam.
 – I myślisz, że teraz ci uwierzę? Gówno prawda – syknęłam przez zaciśnięte zęby. – Od tej pory będziemy spotykać się wyłącznie w ramach treningów, żeby uratować ci dupę. Nic więcej.
 Ruszyłam do swojego pokoju. Słyszałam za sobą jego wołanie, lecz zignorowałam to. Chciałam teraz pobyć sama i przemyśleć tą idiotyczną sytuację.
 Czego mogłam się spodziewać po demonie, którego właściwie nie znałam?
 Wyjechałam dla własnego dobra. To miało mnie chronić? Beleth miał być moim obrońcom. Nauczycielem i przyjacielem. Okazał się być szują, jakiej żaden świat nie widział.
 – Wynocha – warknęłam do ducha, który leżał na łóżku. – Chcę zostać sama.
 – To zły pomysł, misiaczku – posłał mi całusa. – Słyszałem waszą rozmowę – spoważniał. – On nie mówił poważnie.
 – A ty oczywiście wiesz wszystko – zakpiłam. – Tak jak inni, ale nic mi nie powiesz.
 Mitch usiadł i spojrzał na mnie.
 – Nie jestem za bardzo obeznany w tej sytuacji, ale powiem ci co wiem – usiadł. – Zaraz po tym, jak zginąłem pojawił się anioł, który wyglądał zupełnie jak ty, lecz miał brązowe włosy, zamiast tych niebieskich kłaków. Pomógł mi wydostać się ze swojego ciała, a gdy dotknąłem jej dłoni, wiedziałem, że wszystko będzie dobrze. To była moja Przewodniczka. – Wskazał na mnie palcem. – Ty miałaś nią być. Uświadomiłaś mi, że zasłużyłem na Drugą Stronę, ale miałem jeszcze misje do zrobienia. Musiałem ponownie cię odnaleźć i tym razem to ja miałem tobie pomóc. To nie był przypadek, że utonąłem właśnie w tamtym jeziorze – westchnął. – Przez lata błądziłem po świecie i cię szukałem, a jedynie czego się dowiedziałem to to, że dziecko, Castiel Grey, udowadnia swoją siłę, poprzez drobne użycie swojej magii. Była niedoświadczoną osobą, lecz wiedziała co powinna robić. Jakby przez lata samotnie uczyła się z nieistniejących podręczników. Ale to była gówniana prawda – zaśmiał się. – Ty nazywasz się Castiel Grey i od dziecka czyniłaś cuda. Jesteś wyjątkowym strażnikiem, a to, że Beleth to twój opiekunem jest dużym plusem. On też wiele przeszedł, a ty jesteś jego drugą szansą.
 – O czym ty mówisz, Mitch? – zmarszczyłam brwi, zbita z tropu.
 – Castiel. Ludzie plotkują i duchy też. Martwi zawsze cię otaczali i chronili, chociaż ty ich nie dostrzegałaś.
 – To głupie – wyznałam. – Część duchów widzę, a część nie?
 – A widzisz tych dwóch, którzy zawsze są przy tobie? W milczeniu podążają za tobą – zmarszczyłam brwi i rozejrzałam się. – Nie? Są przy tobie odkąd się tu przenieśliśmy.
 – Jak już powiedziałam: to głupie.
 – Nie musisz mi wierzyć, Cass, ale duchy nie kłamią. Nie jesteśmy do tego zdolni.
 – Twoja teoria jest do dupy – oburzyłam się. – Pierwszego ducha spotkałam jakieś sześć lat temu, a nie, gdy byłam dzieckiem. – Skrzyżowałam ręce i usiadłam obok niego. Teraz rzeczywiście zachowywałam się jak jakieś dziecko, któremu odmówiono zabawki, – Dlaczego to wszystko musi być do dupy?
 Mitch zaśmiał się.
 – Tak szczerze? Chcesz znać moją opinię na ten temat?
 Przewróciłam oczami.
 – Gdybym nie chciała, to bym się nie pytała.
 – Bo ci na nim zależy. – Otworzyłam usta, żeby coś powiedzieć, jednak on zbył mnie machnięciem ręki. – Te wasze głupie sprzeczki do niczego nie prowadzą. Kłócisz się z nim, bo ci zależy, a to twoje wypieranie się jest do dupy. Najbardziej cię zabolało to, że ukrył coś przed tobą. To nie jest ważne czy jest tutaj bo musi, czy jest bo chce. Okłamał cię? Świetnie, ale zrobił to dla twojego dobra. Dużo się tu ostatnio działo, więc chciał ci oszczędzić bólu. Weź to pod uwagę, że się o ciebie troszczy, choć nie musi. To jest właśnie ta głupia dziecięca miłość, której próbujesz się wyprzeć – zakończył wstając i przeciągając się.
 Boże, od kiedy stał się taki mądry?
 – Po pierwsze – zaczęłam liczyć na palcach – nic do niego nie czuję. Po drugie: wolę znać tą najgorszą prawdę, niż żyć w kłamstwie. Nie powinieneś decydować co jest dla mnie najlepsze. I po trzecie: pytałam się ciebie w sprawie duchów, a nie moich miłosnych problemów...
 – AHA! – krzyknął, po czym klasnął w dłonie. – Czyli coś między wami jest?! WIEDZIAŁEM! Dzięki tobie, misiaczku, wygrałem zakład. Dziś telewizor należy do mnie – odparł dumnie, wypinając pierś.
 – Czekaj... Założyłeś się z Timem?
 – Może i jest dzieckiem, ale bardzo bystrym gówniarzem. I ojebał mnie już z dwudziestu dolarów – przymrużył powieki i zacisnął usta w cienką kreskę. – Odpłacę się gówniarzowi – pogroził palcem, a następnie zniknął.
 Mój śmiech rozniósł się po pustej przestrzeni.
 Mitch pozwolił mi inaczej spojrzeć na tą sytuację. Dlaczego zawsze zakładałam to najgorsze? Zareagowałam zbyt gwałtownie. Musiałam porozmawiać z Letty. Od tego był przecież przyjaciółki. Kiedy trzeba przywalą ci w twarz i obleją zimną wodą, abyś mogła spokojnie spojrzeć na tą sytuację. Chyba właśnie zostałam przez Mitcha oblaną zimną wodą.
 Usłyszałam delikatne pukanie w drzwi.
 – Proszę – powiedziałam ochrypłym głosem.
 – Mogę? – Beleth wychylił się zza drzwi. Niepewnie spojrzał na mnie, jakby bał się, że go ugryzę.
 Oczywiście nie zrobiłabym tego. Stać mnie na coś o wiele kreatywniejszego.
 – Przecież cię wpuściłam – przewróciłam oczami.
 – Cass – westchnął wchodząc do pokoju. Już nie miał na sobie śmiesznego fartuchu. Był ubrany w zwykły podkoszulek, który opinał jego ciało i ciemne jeansy.
 – Nie powiedziałem ci wszystkiego.
 – A to nowość – zakpiłam.
 – Wtedy, gdy natrafiłem na tą sektę, związano mnie z nowym strażnikiem.
 – Czyli nie przewodnikiem? – zignorował moją uwagę.
 – Miałem zapewnić mu bezpieczeństwo. Chronić przed złem. – Już miałam wypowiedzieć kolejną uwagę, lecz powstrzymałam się. Miałam dać mu szansę na wyjaśnienia. – Demony pomimo swojej natury są dobrymi istotami. Jeśli kogoś chronimy to nawet za cenę własnego życia. Nie musiałem cię chronić. Mogłem wrócić do Piekła i mieć wylane na to wszystko. Ale w dniu twojego wypadku zmieniłem zdanie. I jestem z siebie dumny za to, że zostałem.
 Dumny, bo mnie okłamał? Super.
 – Dla ciebie zaryzykuję swoje życie.
 – Nie prosiłam cię o to – warknęłam.
 Dobra, Cass. Wdech. Wydech. Masz być spokojna!
– Nie prosiłam cię o nic! – Cholercia. Mój spokój poszedł się jebać. – Nigdy nie chciałam uczestniczyć w tym gównie.
 – Do diabła, Cass! Dlaczego nie możesz cieszyć się swoim darem? On czyni cię wyjątkowym!
 – I sprawia, że jestem jakimś dziwadłem! Z czego mam się cieszyć? Że zostałam sama? Oni mnie zostawili! – Miałam ochotę krzyczeć i przeklinać swoją rodzinę. Zostawili mnie. Porzucili samotne dziecko...
 Beleth spochmurniał i spojrzał na mnie spod łba. Poczułam nieprzyjemne dreszcze, gdy jego czarne tęczówki wpatrywały się we mnie.
 – Nigdy nie byłaś sama – szepnął. – Zawsze byłem w pobliżu. Troszczyłem się o ciebie!
 – Ale nie było cię, gdy potrzebowałam z kimś porozmawiać – wyszeptałam przez łzy. – Gdy Mary próbowała leczyć moją przypadłość i gdy rozmawiałam z nieistniejącymi przyjaciółmi. Pozwoliliście mi wierzyć, że jestem wariatką!
 Łzy spływały po moich policzkach. Demon podszedł do mnie, a ja pozwoliłam mu się przytulić. Szlochałam w jego koszulkę, a on mi nie przeszkadzał.
 – Przepraszam. Nawaliłem – przyznał.
 – Jak cholera – zaśmiałam się przez łzy.
 – Pozwolisz mi to naprawić? – poprosił.
Przytaknęłam.
 – Dlaczego chowamy się przed Jacksonem?
 Wiedziałam, że zabolało go to pytanie. Unikał tego tematu, jakby miał się nim sparzyć. Czy to była moja zemsta? Skądże. Teraz był po prostu czas, gdzie powinniśmy sobie wszystko wyjaśnić. Znaczy on mi.
 – Jackson jest aniołem. – Wiedziałam to. – Oni nie są tacy wspaniali, jak w książkach. Ja jestem tu po to, abyś dała sobie radę w przyszłości. Powinnaś mieć własną możliwość wyboru. Nie mogę wpłynąć na twoją decyzję i będę ją popierał, nawet jeśli skażesz mnie na wieczność w Piekle. Jackson, a właściwie to Gabriel, chce zmusić się do poparcia aniołów i uwięzienia demonów. Będą tobą manipulować, aby osiągnąć swój cel. Nawet są zdolni do szantażu. Zrobią wszystko, aby nas wytępić. – Czułam, jak jego uścisk mocniej zaciska się wokół mnie. Na własnej skórze odczuwałam jego złość i ból. Aż w końcu przyszło mi coś na myśl...
  – Co on ci takiego zrobił?
 – Nic – syknął. – To nie mnie skrzywdził... I nie waż się pytać kogo, bo i tak nic ci nie powiem.
 – Jak zwykle – westchnęłam.
Oderwałam się od niego i usiadłam na łóżku, spoglądając na swoje dłonie.
 – Więc wybieraj, Cass – jego głos był delikatny, uwodzicielski.
 Długo nie dano mi się zastanowić nad tym wyborem. Co miałam zrobić w takiej sytuacji? Byłam skazana na demony. Zależna od nich i tak jakby oni już zdecydowali za mnie. Chociaż poczułam się lepiej, wiedząc, że dali mi możliwość podjęcia decyzji.
 – Więc – zaczęłam niepewnie – jeśli opanuję te umiejętności to ocalę ci tyłek?
 – Tak – klepnął się w pośladek. – Mój bardzo seksowny tyłek.
 – Ale twoje ego możemy skazać na banicję – mruknęłam.
 – Nie martw się – zaśmiał się. – Jeszcze kilka dni z tobą i samo ucieknie.
 – No to bierzmy się do roboty! – wstałam i ruszyłam w stronę drzwi.
 Beleth zaśmiał się i pokręcił głową. Nagle zatrzymał się, a jego wyraz twarzy przypominał minę człowieka, który pierwszy raz zobaczył ducha.
 – Coś się stało? – zmartwiłam się.
 Demon zbiegł na dół, a ja byłam tuż za nim.
 Drzwi wejściowe otworzyły się, a Beleth stanął niespodziewanie w miejscu. Wpadłam na niego.
 – Co się stało? – zapytał.
 Wyjrzałam za jego pleców i dostrzegłam Azazela. Miał uniesione dłonie, z których kapała krew. Jego ubranie było nią przesiąknięte, a na policzku widniała wielka rana.
 Spojrzenie demona mówiło więcej, niż jakiekolwiek słowa.
 – Gdzie jest Letty? – zapytałam przerażona.
 Azazel zerknął na mnie, lecz zaraz znów skupił swoją uwagę na Belethcie. Otworzył usta, a jego dolna warga zadrżała. W oczach pojawiły się łzy.
 – Znaleźli nas – wyszeptał.
 – Gdzie ona jest?! – wrzasnęłam.
 Poczułam dłonie demona zaciskające się na moim ramieniu. Wyrwałam się z uścisku i ruszyłam w stronę jego przyjaciela. Po tych wszystkich dniach Azazel wreszcie zwrócił na mnie uwagę.
 – Musimy się śpieszyć. Będą tu za kilka minut.
 – Nigdzie nie pójdę, póki mi nie powiesz gdzie ona jest!
 – Przepraszam, Castiel – odezwał się drugi demon. – To dla twojego dobra.
 Gdy się odwróciłam Beleth dotknął palcem mojego czoła. Czułam, jak delikatny prąd przeszywał ciało. Spojrzałam w jego oczy, które jakby krwawiły. Płakał krwią.
 Jedyne co później pamiętałam to ciemność. Bezdenna otchłań, która rozpaczając krwawiła.
 Morze krwi, które pochłonęło moją duszę.



Wybaczcie drobne spóźnienie, ale byłam pewna, że rozdział miał być 20.03... Okey... Przyznam, że nie podoba mi się on :< Jest taki...dziwny xd  Nudny i wgl. Ale dla pocieszenia powiem, że powoli akcja się rozkręca, więc mam nadzieję, że następne wyjdą o wiele ciekawsze! :*

Pozdrawiam
Seo<3

czwartek, 26 lutego 2015

Rozdział 10 "Jeśli Bóg jest z nami, któż przeciwko nam?"

Puk puk.
Kto tam?
To ja, Seoanaa!!! :D

No więc wróciłam :3 Oczywiście witam was z nową notką. Niezbyt ciekawą, ale jest xd
Jak wam mija tydzień? To już czwartek ^.^ Jeszcze jutro i witamy weekendzik :D Przyznam, że od poniedziałku do środy pisałam testy... OMG :D Nudne, trudne i męczące :3 Dlatego też dzisiaj zrobiłam sobie dzień wolny :D Dokończyłam notkę, a z racji tego, że naprawili mi router mogę wrócić do świata żywych :*
 Spokojnie, powoli zabieram się za wizyty na waszych blogach <3
 Miłego czytania <3





 Wpatrywałam się w nich z otwartymi ustami. Co innego miałam zrobić? Byłam przerażona, zmieszana i wszystko inne co było możliwe. Ale teraz głównie strach przemawiał przez moje ciało. Nie byłam pewna co miałabym zrobić, lecz cichy głosik w mojej głowie szeptał mi, że powinnam zachować spokój. Nie pozwolić emocjom obezwładnić wszystkie zmysły.
 – Musimy się zbierać – powiedziałam, po czym zerknęłam za siebie, gdzie stała pani Steele. Wpatrywała się we mnie dziwnym wzrokiem, jakby zaraz chciała mnie zaatakować. – Musimy stąd wyjechać, zanim oni tu przyjadą.
 – To radzę wam się pośpieszyć, bo są już w mieście – poinformował nas Mitch. – I będą tu za parę minut.
 Chwyciłam Tima za rękę i ruszyłam w stronę wyjścia.
 Letty otrząsnęła się i także chciała iść, jednak zatrzymała mnie bibliotekarka, uniemożliwiając jakąkolwiek ucieczkę. Florence stanął obok niej.
 – Zdrajca – mruknęłam w jego stronę. – Przepuść mnie – rozkazałam kobiecie.
 – O nie! – zaprotestowała. – Poczekasz ze mną na nich. Już dość naraziłaś się nam obu. Wiesz, ile przez ciebie będę miała problemów?
 – Nie obchodzi mnie to – syknęłam przez zaciśnięte zęby. – Zasłużyłaś sobie!
  Kobieta złapała mnie za ramię, jednak ja wyrwałam się jej, przez co omal nie upadła. Wzięłam Tima na ręce  i wszyscy ruszyliśmy w stronę wyjścia. Kątem oka dostrzegłam, jak Mitch siłuje się z Florencem. Śmiesznie to trochę wyglądało, gdy taki chłopak bił się z XVIII - wiecznym duchem, który gdyby nie służba, nie umiałby sobie zawiązać butów. Na szczęście po śmierci nie miało się takich problemów.
 Złapałam Letty za rękę, gdyż widziałam, że niezbyt dobrze radziła sobie z tą sytuacją. Przecież nie mogło być inaczej... Zobaczyła ducha. Ducha, który wracał do świata żywych. Ten fakt sam w sobie był straszny, a co dopiero zobaczyć to na własne oczy.
 Jednak nie dane nam było wyjść z tego budynku. Drzwi z impetem otworzyły się, a w ich progu ukazało się dwóch demonów. Wściekłość biła z nich, jak wielki neonowy napis przed budką z kanapkami. Gdy tylko nas dostrzegli, Azz ruszył w kierunku Scarlett, która postanowiła spróbować wymknąć się tylnym wyjściem. Przebiegł tuż obok, nie zwracając na mnie żadnej uwagi. Miałam ochotę krzyknąć z nerwów. Co ja mu takiego zrobiłam, że postanowił całkowicie zignorować moje istnienie?
 – Tim – szepnęłam do chłopca. – Nadal możesz się przenosić? – przytaknął. – Więc idź do domu. Spakuj wszystkie moje rzeczy i czekaj tam na mnie.
 – A co z Mary? – zapytał chłopczyk.
 – Nie wiem – posmutniałam.
 Jej obecność było kolejnym problemem, który dodałam do naszej listy. Widniał gdzieś między dowiedzeniem się prawdy o mnie, znalezienie jakiegoś racjonalnego wytłumaczenia na przemianę Tima, przypomnienie sobie, co tak naprawdę stało się w dniu wypadku i pytaniem: Czym jestem?
 – Idź i weź ze sobą Percy'ego – rozkazałam, po czym duszek zniknął zostawiając mnie samą przed starciem z Jamesem.
 Czy się bałam? Skąd. Teraz było mi już wszystko jedno.
 James podszedł do mnie, zaciskając dłonie w pięści. Może trochę się przeraziłam, widząc jawnie jego złość.
 – Castiel – warknął.
 – Beleth – powiedziałam potulnie. – Ty także przyszedłeś tutaj, aby znaleźć sobie nowy romansik na nudne wieczory?
 – Tak. I przy okazji dorwać zbiega, który postanowił nieco utrudnić mi moje istnienie. Wiesz, na starość demonom także należy się spokój.
 Od słowa do słowa, coraz głośniej warczał.
 – Już spokojnie, demonku – zaśmiałam się. – Nie wiem czym się denerwuj... – przerwałam, gdy usłyszałam jakiś huk za sobą.
 Odwróciłam się i spojrzałam na Letty, która rzucała książkami w Azza, wykrzykując jakieś wyzwiska w jego kierunku. Chłopak bezskutecznie bronił się rękami. Dziewczyna trafiła książką w jego piszczel, a gdy złapał się za bolące miejsce, poprawiła rzutem w głowę.
 – Boże, Letty! – wrzasnęłam. – Zostaw te biedne książki w spokoju! Co one ci takiego zrobiły?
 – Zignoruj ich – rozkazał mój towarzysz.
 – Ale tamci ludzie... – wskazałam na kilku czytelników, którzy wpatrywali się w całe zajście.
 Całe życie uważałam, żeby nie wzbudzić nadmiernej uwagi publiczności. Gdy zrozumiałam, że nikt mi nie wierzył, a tylko uważana byłam za pośmiewisko, dałam sobie spokój. Do czasu, aż moje umiejętności się nie rozwinęły. Zaczęłam coraz lepiej wyczuwać obecność duchów i zdarzało mi się z nimi rozmawiać. Z racji tego, że dla obcej osoby wyglądałam, jakbym mówiła sama do siebie, zważałam na to, żeby nie wyjść na wariatkę. A tu co? Proszę. Ludzie byli świadkami ożywienia ducha, kłótni w BIBLIOTECE i rozmowy z demonami. Ta... Na pewno nic nie zauważą.
 – Widzisz, Castiel, gdybyś została i pozwoliła mi ci choć część wyjaśnić, wiedziałabyś, że pani Steele, kilkoro twoich nauczycieli, Mary i inni, czyli ci, którzy właśnie siedzą tutaj, są tacy, jak ja, ty, albo po prostu wiedzą, że duchy istnieją. Że demony chodzą po Ziemi. Że jest więcej osób podobnych do ciebie.
 – Co? – Może to był jednak zły pomysł, żebyśmy wraz z Letty zaczęły szukać na własną rękę?
 – A teraz zabierzesz swój piękny tyłeczek, powiedz Scarlett żeby poszła z nami i przestała atakować Azazela i wyjedziemy stąd, żebym mógł cię obronić przed tym anielskim dupkiem.
 – Dlaczego nie mogę się z nim kontaktować? Przecież, skoro jest aniołem, to nie powinien być tym dobrym?
 – Tylko mi nie mów, że chcesz się z nim spotkać – zaśmiał się. – No cóż, gdybyś została, to pewnie bym ci to wszystko wyjaśnił.
 – Jezu – jęknęłam. – Mówisz tak, jakbyś był jakimś moim stróżem.
 – Może tak jest? Jestem twoim obrońcom, który próbuje uchronić cię przed złymi decyzjami. I jak widać zawiodłem.
 Ponownie spojrzałam na swoją przyjaciółkę. Konflikt między nią, a jej chłopakiem został zażegnany i teraz znajdowała się w jego objęciach. Widziałam, jak jej ramiona lekko drżą, co znaczyło, że płakała. W końcu się załamała, dzięki czemu uświadomiłam sobie pewną rzecz. Wiadomość, o tym, że jesteśmy inni, wpłynie także na nią. Na jej życie, przyszłość... Chociaż, prosząc Tima o przysługę, przewidywałam taki scenariusz.
 – My już nie wrócimy, prawda? – zwróciłam się do Jamesa, który lekko pokręcił głową.
 – Przykro mi, Castiel – powiedział. –  Teraz, gdy już wiesz, że nie jesteś jedyna, twoje życie całkowicie się zmieni. Ujawnią się umiejętności, które cię przerosną. Musimy wyjechać i jakoś nad tym zapanować, żebyś mogła wrócić i żyć wśród zwykłych ludzi.
 – A co z ciotką, szkołą czy Tessą? Nie będzie to dla nich podejrzane, że nagle wyjechałam?
 – Wiesz, że to nie jest żaden problem, gdyż wcześniej często się przeprowadzałyście. A Tessa i Mary... przykro mi to mówić, ale one wiedzą o tobie i były przygotowane na to, że kiedyś wrócę po ciebie.
 Nie załamię się. Nie załamię się. Boże, mam ochotę ryczeć!
  – Bez Tima i Percy'ego się nie ruszę - oznajmiłam stanowczo. – Niech ktoś pojedzie po nich i moje rzeczy. Później możecie zabrać mnie gdzie tylko chcecie.
 Usłyszałam śmiech demona, chociaż moja mina cały czas była poważna. Nagle James zbliżył się do mnie, a jego usta znalazły się tuż przy moim uchu.
 – Pamiętaj, że ja też potrafię słyszeć myśli. – Kurwa. – Więc przy mnie nie musisz udawać tej twardzielki. Taka bezbronna i zdana na moją łaskę, również jesteś słodka – uśmiechnął się.
 Chyba zrobiłam to, co było najodpowiedniejsze w tej sytuacji. A mianowicie, uderzyłam go w twarz, poprawiłam torbę na ramieniu i z uniesioną głową ruszyłam na zewnątrz.
 – O ile mi wiadomo, to trochę nam się śpieszy – rzuciłam przez ramię, nie patrząc na demona.

 Cisza w samochodzie niemal doprowadziła mnie do szaleństwa. Nawet Percy o dziwo był spokojny, chociaż zawsze w obecności obcych dostawał szału. Wstąpiliśmy także po kilka rzeczy Letty, gdyż i ona wyjeżdżała z nami. Wiedziałam, że nigdy mi tego nie zapomni. Znajomość ze mną niszczyła jej życie, lecz moje także. Gdybym tylko potrafiła, zamieniłabym się miejscem z kimkolwiek. Żyła inaczej i lepiej niż dotychczas.
 W aucie starałam się mało myśleć, skupiając całkowicie swoją uwagę na krajobrazie. Jednak ukradkowe spojrzenia Jamesa na mnie w lusterku powodowały, iż w myślach klęłam na niego w każdym możliwym sposobie. Co jakiś czas obaj demony parskały śmiechem, gdy tworzyłam nowe słowa.
 Tak więc, Kuternoga James nie rozmawiał ze mną. Czy raczej ja z nim. Dlatego też zamiast zwiedzać miejsce, do którego przyjechaliśmy, wzięłam kota na ręce i ruszyłam w stronę lasu, aby trochę pomyśleć. Musiałam zastanowić się nad tą sprawą i mieć pewność, że nikt nie usłyszy moich myśli.
 Nie wiedziałam gdzie się znajdujemy. Podczas kilkugodzinnej jazdy na pewno przejechaliśmy kilka stanów, a teraz przebywaliśmy na jakimś zadupiu, gdzie najbliższe miasto - jak udało mi się zauważyć - leżało kilka kilometrów od nas.
 Budynek z zewnątrz nie wydawał się jakiś wielki. Był to zwykły piętrowy dom. Żadnych kolumn na werandzie, wielkich podjazdów przed wejściem, czy basenu w ogrodzie. Zwyczajne mieszkanie dla zwyczajnych ludzi. A przynajmniej takie sprawiało wrażenie...
 Nie miałam jakiegoś wielkiego wyboru, jeśli chodziło o miejsce, do którego chciałam się teraz udać. Wokół był las, więc ruszyłam za posesje, lecz nie oddalałam się zbyt daleko. Nie chciałam się zgubić.
 Słyszałam, jak pod moimi nogami trzaskają mokre gałęzie. Wiatr uderzał w moje ciało ze wszystkich stron, a ja byłam na tyle inteligentna, że nie wzięłam żadnej kurtki. Nawet gdy na zewnątrz zapowiadało się na deszcz.
 Byłam sama - tak, jak chciałam, więc mogłam teraz pomyśleć. Ale nad czym? Co takiego chciałam rozważyć, będąc w samotności? Wszystko było jasne i przejrzyste. Najbardziej jednak bolało mnie to, że choć Mary wiedziała o wszystkim, robiła ze mnie wariatkę. Tak, jak wszyscy inni. Zostałam sama ze swoimi problemami. Z umiejętnościami, które żadne podręczniki nie wyjaśniały. Stałam się Przewodniczką dusz, którym pomagałam przejść na drugą stronę, chociaż nie wiedziałam co się tam znajduje. Lecz czułam, że to nie było moje prawdziwe zadanie. Tak naprawdę, to byłam bardziej związana z martwymi, niż żywymi. Wolałam towarzystwo swoich wymyślonych przyjaciół niż obecność ludzi, którzy traktowali mnie jak dziwoląga. Zastanawiałam się, jakby wyglądało moje życie, gdybym wcześniej dowiedziała się o innych osobach, które były podobne do mnie? Że nie jestem jedyna.
 – Cass? – usłyszałam niepewny głosik Tima za sobą.
 Gdy się odwróciłam, duch stał za mną. Dla niego ta sytuacja także była trudna. Był zmieszany, zagubiony i przerażony. Nagle okazało się, że potrafiłam przywrócić go do życia. Choć na chwilę... Jeśli jednak moje przypuszczenia były prawdziwe, to mógłby wrócić do żywych. Mógłby przeżyć swoje dzieciństwo, jak normalne dziecko.
 – Choć tu, mały – chłopczyk przytulił się do mnie, a moje serce pochłonęło kolejny sztylet. On też przecież miał uczucia i dzięki mnie jego świat także stanął do góry nogami.
 – Co teraz z nami będzie? – zapytał.
 – A co ma być? – Starałam się zachować spokój. Jeśli teraz ja bym się załamała, wszystko ległoby w gruzach. Prawda była taka, że starałam się utrzymać jakoś naszą trójkę, a poddając się, zniszczę wszystko. – Tim, nic się nie zmieniło. I spójrz na to z innej strony – uśmiechnęłam się. – Mogę wreszcie się czegoś nauczyć o tobie i swoich umiejętnościach. Kto wie? Może odkryjemy coś, co nam pomoże?
 – A będę mógł znowu bawić się z innymi dziećmi? – głos ducha był przepełniony radością. Nie chciałam go okłamywać. Szczególnie teraz, gdy znalazł jakiś pozytyw w tej sytuacji.
 – Jeśli rzeczywiście potrafię cię ożywić, to czemu nie? – Poczułam, jak kropla deszczu ląduje na mojej głowie. – Wracajmy – oznajmiłam i obydwoje ruszyliśmy do naszego nowego domu, a Percy smacznie sobie spał w moich ramionach.
 Po kilku sekundach deszcz dorwał nas. Spływał z nieba, jak wodospad, więc dotarłam do domu cała mokra. Drzwi o dziwo były zamknięte, chociaż zamiast zadzwonić dzwonkiem krzyknęłam w myślach: Beleth! Rusz swój zakichany zad i otwieraj! 
 Demon usłyszał mnie - zdziwiłabym się, gdyby tego nie zrobił - więc ociekając wodą stanęłam w skromnie urządzonym domku.
 – Scarlett, zaprowadź ją do łazienki i daj jakieś ubrania, a ja pójdę rozpalić w kominku – rozkazał.
 Dziewczyna na mój widok wybuchła śmiechem. No tak. Byłam słodkim, przemoczonym, niebieskowłosym elfikiem. Z kotem w ramionach.
 – Jak już się ogarniesz, dasz mi te ciuchy? – warknęłam.
 Percy'emu także nie podobała się ta sytuacja. Chociaż w przeciwieństwie do innych kotów, uwielbiał wodę. Mógłby w niej leżeć całymi dniami.
 – Masz go – podałam jej zwierzaka. – Wytrzyj go, a ja pójdę się wykąpać.
 Zostawiając za sobą mokre ślady, ruszyłam w poszukiwaniu łazienki. Gdy już ją znalazłam, z ulgą zrzuciłam z siebie mokre ciuchy i zanurzyłam się pod ciepłą fontanną wody. Wyszorowałam się, jakbym przesiąknęła nie wiadomo jakim brudem. A później uświadomiłam sobie, że nie wzięłam nic do przebrania się, ani nie wiedziałam gdzie znajdowała się moja walizka.
 Świetnie. Po prostu zajebiście!
 Sięgnęłam po dwa ręczniki, w którym schowałam włosy, zaś drugim opatuliłam się, abym mogła bezpiecznie wyjść z łazienki. Na moje szczęście musiałam trafić na kogoś w takim stroju. I oczywiście był to Beleth.
 – Ładnie wyglądasz – oznajmił, uśmiechając się łobuzersko.
 – Pieprz się – warknęłam. – Gdzie jest moja walizka?
 Chłopak wskazał drzwi do jakiegoś pokoju. Otworzyłam je i dostrzegłam swoją torbę, leżącą na łóżku.
 Pokój był ustrojony tak, jak cały dom: skromnie i elegancko. Wielkie łóżko dwuosobowe stało przy ścianie, znajdującej się naprzeciwko kolejnych drzwi. Jedną z ścian zagradzały meble - jedna szafa dwudrzwiowa, komoda z kilkoma półkami i biurko. Przy oknie stał regał z książkami.
 – Następnym razem, jak będziesz chciała korzystać z prysznica, tu masz swoją łazienkę – wskazał drzwi, nad którymi wcześniej się zastanawiałam.
 Omiotłam jeszcze raz pokój i dostrzegłam, że nie ma w nim żadnych ozdób, zdjęć czy innych duperelków. Czyli tak, jak lubiłam. Szczególnie spodobał mi się jego fiołkowy odcień i ciemnobrązowe meble, które idealnie pasowały do koloru ścian.
 Z torby wyciągnęłam ubrania, które chciałam na siebie włożyć, lecz na szczęście, zanim ściągnęłam z siebie ręcznik, przypomniałam sobie o obecności upierdliwego intruza.
 – Mógłbyś... Wyjść? – zapytałam.
 Zamiast wypełnić moją prośbę, Beleth rozłożył się na łóżku.
 – Zastanawiałem się, dlaczego masz tak mało rzeczy – postukał się palcem w brodę. – Jeśli chcesz, jutro mogę zabrać ciebie na jakieś zakupy. Myślałem też, że chciałabyś kupić jakieś ozdoby, żeby nie było tu tak pusto.
 – Nie, dzięki – weszłam do łazienki i zamknęłam drzwi na klucz. Ubrałam zwykły, szeroki sweter i czarne dresy.
 Wychodząc z łazienki dostrzegłam kolejne drzwi, prowadzące do zapewne innej sypialni.
 – Proszę, powiedz, że tam nie jest twój pokój – rzuciłam, gdy demon wciąż nie ruszył się z miejsca.
 – Przykro mi – wyszczerzył się w uśmiechu. – Oni zajęli górę, a ja nie mam ochoty... – odchrząknął – słuchać różnych odgłosów.
 – Wcale nie jest ci przykro – rzuciłam oschle. – Jak długo tu będziemy?
 – Kilka tygodni? Może miesięcy? Ewentualnie parę lat – wzruszył ramionami. – To zależy, jak szybko będziesz potrafiła panować nad umiejętnościami.
 – Możesz mi powiedzieć, co ja potrafię? I dlaczego ty masz mnie pilnować, a nie Jackson?
 – Nie wymawiaj jego imienia w mojej obecności – warknął. – Jak sama zauważyłaś, potrafisz rozmawiać z duchami i czytać w ludzkich umysłach. Możesz też rozpoznawać nieludzi, takich jak ja. Z czasem nauczę cię to kontrolować. Będziesz mogła wybierać, w czyim umyśle chcesz poszperać, albo możesz też zmienić czyjąś wolę.
 – Będę mogła zmieniać wspomnienia? – przytaknął. – A czy ktoś mi je zmieniał?
 Beleth nie odezwał się. Czyli tak.
 – Chcę je odzyskać – oznajmiłam.
 – To może trochę potrwać. Będziesz musiała sama je odblokować, ale nie martw się. Pokażę ci, jak to się robi. – Dlaczego miałam wrażenie, że kłamie? – Jesteś strażnikiem, elfiku. Łącznikiem między światem żywych, a martwych. – Wyczułam, że kłamie. Znowu. – Twoim zadaniem jest utrzymać ład na Ziemi.
 – A jaką rolę ty w tym wszystkim pełnisz? Co mają do tego demony?
 – To jest historia na inny wieczór – wstał i ruszył w stronę korytarzu. – Masz ochotę na gorącą czekoladę?
 – Z piankami i bitą śmietaną – rzuciłam, po czym sama wstałam, chcąc porozmawiać z Letty.
 – Są tylko te małe pianki – powiedział, patrząc na mnie wzrokiem zbitego psa.
 – Idealnie – wyszczerzyłam się w uśmiechu, a następnie ruszyłam szukając swojej przyjaciółki.

 W kuchni znalazłam Letty z jej facetem. Jak na komendę obydwoje się odwrócili, a gdy mnie dostrzegli Azz kulturalnie i spokojnie opuścił pomieszczenie. Dziewczyna została sama, trzymając w dłoni trzepaczkę.
 – No co? – uniosła brwi ze dziwienia. – Rusz dupsko i pomóż mi z obiadem, skoro postanowiłaś wygonić Azza.
 – Nie ja, tylko on sam ma jakiś problem ze mną – oburzyłam się. – Czy ja coś mu zrobiłam, że mnie tak unika? Nie. Więc się mnie nie czepiaj.
 Letty pomieszała coś w garnku, a następnie odstąpiła miejsce Belethowi, który sięgnął do szafki po dwa kubki.
 – Wiesz co? – zwróciłam się do niej. – Mam lepszy pomysł. Beleth – chłopak odwrócił się. – Bądź tak miły i zrób coś do jedzenia, a my idziemy obgadać kilka spraw, dobrze? Dziękuję – nie czekając na jego odpowiedź pociągnęłam dziewczynę za rękę w stronę kanapy, która znajdowała się prze drzwiach balkonowych, tuż naprzeciwko kominka, który ogrzewał całe pomieszczenie. Znajdowałyśmy się w idealnym kącie, gdzie nikt nas nie widział, ani nie mógł usłyszeć. Chyba, że demony posiadają super-hiper-mega-słuch.
 – Dobra, a teraz powiesz mi co sądzisz o tej sytuacji.
 – Jak to co? – zaśmiała się. – To wszystko jest do dupy! Ale... nie jest aż tak źle.
 – Zrobili ci pranie mózgu, czy co? – wkurzyłam się. – Przecież do niedawna nawet nie chciałaś znać Azza! A teraz?
 Przypuszczałam, że namieszali jej trochę we wspomnieniach,
 – Wiem, jak to wszystko wygląda – westchnęła. – Jest mi ciężko, owszem, ale nie mogę cię zostawić w tym wszystkim samej. Razem to zaczęłyśmy i razem skończymy.
 Miałam łzy w oczach. Boże, Letty była najwspanialszą osobą, jaką kiedykolwiek poznałam!
 – A jeśli chodzi o mojego faceta... – kontynuowała. – Nie wiem dlaczego cię unika, ale chyba jest tu po to, aby ci pomóc. Beleth też wydaje się nie najgorszy, ale takie samo zdanie miałam na temat Jacksona. Był miły, a jak się okazało? – Azazel trochę mi o nich opowiedział. Nie wiem czy chcesz tego słuchać – zarumieniła się.
 Miałam ochotę palnąć się w głowę.
 – Omińmy wasze gorące szczegóły i przejdźmy do konkretów.
 – No więc, przyznam, że na początku bałam się. Chyba w końcu uświadomiłam sobie, że czuję do niego coś więcej niż zwykły romansik. To była miłość i właśnie ona mnie przerosła.
 – Muszę to zapisać – zaśmiałam się. – Wielka łamaczka serc zakochana!
 – Przestań! – skarciła mnie. – Nie byłam pewna, czy on też to odwzajemnia. Nasz związek nie trwał zbyt długo... Ale w bibliotece, gdy wykrzyczałam mu wszystko i pobiłam go, wyznał, że mnie kocha. – Demony kochają gwałtownie i prawdziwie. – Powiedział, że może mi to udowodnić zaręczając się ze mną, tak jak robi się to w jego świecie – wyznała cała w skowronkach.
 Przełknęłam głośno ślinę. Jak niby on miał to zrobić? Skoro byli demonami i pochodzili z Piekła... Bałam się, że ten jej entuzjazm mógł być za wczesny.
 – Beleth opowiedział mi o ich tradycjach. Zaręczyny polegały na oddaniu się całkowicie swojej partnerce - ciałem i duszą. Ja też oddam się jemu, a nasze istnienia będą się dopełniać. Ale on chce też wyryć moje imię na swoich plecach – zaśmiała się. – To taki znak, który mówi ci do kogo należysz.
 – Naznaczy się, jak bydło – wybuchnęłam śmiechem wyobrażając sobie Azazela z żółtym trójkątem w uchu, Takie domowe zwierzątko. – Jesteś pewna, że tego właśnie chcesz?
 O mój Boże! Przecież ona była za młoda na ślub!!! 
 – Tak – nagle posmutniała. – Wyznał mi, że już kiedyś stracił kogoś, kogo kochał ponad życie i teraz musi się mierzyć z konsekwencjami. Nie chce także mnie stracić, więc zrobi wszystko, żebym była z nim.
 – Nie sądzisz, że jest to trochę staroświeckie? Rany, nie mieszkamy w średniowieczu, a ty nie jesteś zamkniętą w wierzy księżniczką...
 – Ale kocham go – przerwała mi. – I nie chcę żyć bez niego. Cass...
 – Nie musisz. Cieszę się, że jesteś z nim szczęśliwa i nawet jeśli musiałaś zostawić dla mnie czy dla niego swoje poprzednie życie, to dziękuję ci. Nie wiem czy dałabym sobie sama z tym wszystkim radę.
 Przyjaciółka przytuliła mnie,
 – Oj, Cass. Dla ciebie jestem gotowa zrobić wszystko. I uwierz mi, że jestem tu głownie z twojego powodu.
 – Ale... – westchnęłam. – Letty, ja im nie ufam. Nie ważne co powiem, czy powiedziałam, oni coś przed nami ukrywają.
 – Już dawno się domyśliłam, że demony to kanciarze i oszuści. Masz rację. Nie możemy im wierzyć.
 Spojrzałam zdziwiona na swoją przyjaciółkę. Czy to znaczyło, że Azazelowi ona również nie ufała? Możliwe, choć przecież miała powody.
 Podsumowując całą sytuację. Byłam w obcym miejscu z dwoma demonami, najlepszą przyjaciółką, duchem i jego kotem. A i nie zapomnijmy dodać, że moja ciotka, Mary, nawet się ze mną nie pożegnała. Nie chciała też porozmawiać i wyjaśnić mi cokolwiek. Tak więc zostałam sama. Całkowicie sama ze swoimi problemami i brakiem jakiegokolwiek planu na przyszłość. I chyba to stało się moim głównym priorytetem: Znaleźć jakieś wyjście awaryjne.
 – Wiesz co? – mruknęłam pod nosem, krzyżując ręce na piersi. – Jesteśmy kijowymi detektywami.

***

 – Castiel! Castiel! – wołał chłopczyk. – Castiel! Gdzie jesteś?
 Wbiegł do stajni, zaglądając do każdego boksu w poszukiwaniu swojej przyjaciółki. Niestety, oprócz koni nikogo nie znalazł. Gdy już chciał sprawdzić dom, dostrzegł jasne światło wydobywające się z ostatniego, nieruszanego kąta, w którym zwykle znajdowały się chore lub kontuzjowane zwierzęta. Przytknął rękę do czoła uświadamiając sobie, że przecież jego przyjaciółka chciała obejrzeć rannego.
 Zajrzał do środka, gdzie na sianie leżał rumak, a nad nim pochylała się brunetka. Gładziła zwierze po usztywnionej nodze.
 – Co robisz? – zapytał zaciekawiony, a następnie wszedł do środka i przykucnął tuż przy niej.
 – Cicho – zbeształa go. – Sasza umiera – posmutniała.
 – Dlaczego tak mówisz? Przecież ona jeszcze się rusza – dotknął Sasze palcem, a ona wzdrygnęła się.
 – Czuje jej serce. Ono... słabnie – pojedyncza łza spłynęła po jej policzku.
 – Nie powinniśmy zawołać babcię? Ona będzie wiedziała co robić.
 – Kazała mi się z nią pożegnać – zaszlochała sześciolatka. – Nie chcę się z nią rozstawać.
 – To tego nie rób – odparł chłopczyk, a następnie podrapał się po głowie. – Wiem! Zabierzemy ją w inne miejsce i ona nie umrze!
 – To nic nie da – dziewczyna otarła łzy. – Będę musiała sama jej pomóc.
 – Ale babcia zabroniła ci używać mocy – dziecko położyło dłoń na ramieniu swojej przyjaciółki. Wydawał się śmiertelnie przerażony tym, że mogła ona złamać zakaz starszej kobiety.
 – To po co mi ona? Jeśli nie mogę pomagać innym, to równie dobrze mogą mi ją zabrać – naburmuszyła się.
 Castiel położyła dłoń na złamanej kończynie, po czym zamknęła powieki, skupiając się na swojej mocy. Wewnątrz ciała czuła dziwne mrowienie. Wzięła głęboki wdech, a z jej dłoni wydobyła się fala światła. Złocista poświata okalała teraz miejsce skaleczenia, lecz po chwili pochłonęła całe zwierze. Nagle wszystko umilkło, oprócz konia, który uniósł pysk do góry i spojrzał na swoją wybawicielkę. W jego oczach dostrzegła ulgę i wdzięczność.
 – Chodźmy. Sasza musi teraz pobyć sama, a jutro wróci do formy.
 Dzieci opuściły boks, kierując się w stronę domu. Zanim jednak wyszli ze stajni, dziewczynka obejrzała się za siebie. Koń próbował podnieść się na własne nogi, lecz był zbyt osłabiony i niedożywiony, aby mógł stać w pełni sił.
 Odwróciła się, a jej przyjaciel czekał na nią. Blond loki zasłaniały mu oczy, chociaż nadal mogła dostrzec błękitną barwę tęczówek, jak i kilka piegów na policzkach. Jego aura była spokojna i przyjemna. Castiel z ulgą odetchnęła z tego powodu. Miała już dość nasłuchiwania się samych przykrych rzeczy w jej mieście. Tu, na gospodarstwie, mogła przynajmniej odpocząć.
 – Kto ostatni w domu ten sprząta boks Bulwy! – zawołała radośnie, a następnie pobiegła do budynku.
  – O nie! – zaśmiał się. – Nie będę sprzątał po tym śmierdzielu – ruszył za dziewczynką, a ich śmiech rozniósł się po podwórku.