środa, 28 stycznia 2015

Rozdział 9 "Chcąc pokoju, bądź gotów na wojnę"

Rozdział dedykuję Zuzka M
Dziękuje Ci, kochana, za miłe słowa, które zawsze widnieją pod każdym rozdziałem :* Nie wiem, co bym zrobiła, gdyby nie Twoja pomoc :D Nawet nie wyobrażasz sobie, ile  to dla mnie znaczy <3
Pozdrawiam
Seo


 Zmarzłyśmy jak cholera. Ale nie było co się dziwić, skoro w środku nocy wybrałyśmy się na spacerek do auta w krótkich szortach. Jednak nie zamierzałyśmy się przebierać. Nie miałyśmy na to czasu, gdyż w głowie miałam jedną myśl - aby się stąd jak najszybciej wydostać. 
 Po krótkim maratonie jechałyśmy przez następne kilka godzin, nim nad ranem dotarłyśmy do domu Letty. Jej rodzice jeszcze spali, wiec w miarę cicho weszłyśmy do jej pokoju. Od razu padłam na łóżko i pogrążyłam się we słodkim śnie, pełnym koszmarów. Głównie dotyczył on drobnych wizji z przeszłości. 
 Myśl o wspomnieniach napawała mnie grozą i przerażeniem. Miałam kilka dobrych chwil z rodziną, ale za każdym razem, gdy próbowałam przypomnieć sobie ich twarze, widziałam dwojga martwych ludzi, otoczonych wodną aurą i pogrążonych w wiecznym śnie. Nie chciałam takich wspomnień. Chciałam znów ich widzieć ogarniętych miłością. Aby byli tak radośni jak kiedyś. 

 - I co teraz, szefowo? - rzuciłam zaczepnie do przyjaciółki. 

 - Mówiłaś przez sen - odparła między gryzami kanapki, którą wcześniej mi przygotowała. Jednak nie miałam apetytu. W moim brzuchu zagościł wielki supeł. 
 - Coś konkretnego? 
 - Wspominałaś coś o babci... Hej! - szturchnęła mnie w bok widząc moją minę. - Dlaczego nigdy nic o niej nie mówiłaś? 
 - Bo nie lubię o niej rozmawiać - warknęłam. - Po wypadku nawet nie raczyła się ze mną spotkać. Żadnego wsparcia czy chociażby głupiego pożegnania. Babka z opieki powiedziała, że zrzekła się wszelkich praw do mnie, więc nie mam zamiaru o niej wspominać. Należy do przeszłości i niech tak zostanie - gdy skończyłam swoją wypowiedź widziałam malujący się ból na jej twarzy. 
 - Przepraszam - wyszeptała skruszona.
 - Nie szkodzi - uśmiechnęłam się, próbując poprawić atmosferę. - Mogłam ci to wcześniej powiedzieć. Babcia była bardzo ciepłą osobą. Mieszkała w dużym domku w Dallas, gdzie prowadziła małe gospodarstwo. Uwielbiałam jeździć do niej na konie. Miałam nawet własnego kucyka. Przed wypadkiem mama bardzo pokłóciła się z nią. Mieliśmy zostać tam na noc... - westchnęłam. - W jednej chwili spałam smacznie w łóżku, a w następnej walczyłam o powietrze w tonącym samochodzie. 
- Mówiłaś to - szepnęła. - A dokładniej: "Mamusiu, ja nie chcę jechać. To jest złe. Oni tam będą".
- Nie przypominam sobie, żebym mówiła coś do niej, gdy mnie zanosiła do auta - odparłam ściszonym głosem. 

 Nie miałam ochoty wspominać wydarzenia z tamtego dnia. Chciałam o wszystkim zapomnieć. I naprawdę starałam się to zrobić. 
 - Jutro powinnyśmy wrócić do szkoły - odezwała się Letty, zmieniając temat. - A przynajmniej musimy zachować się normalnie. 
 - Powiedziałam ciotce, że wrócimy popołudniu. Mówiła, że ma wieczorem spotkanie z jakimś klientem, więc będzie późno. Chodzi o jakiś poważny przetarg czy coś w tym stylu. 
 - Okej... Czyli nie jest aż tak źle. - Dziewczyna wstała i sięgnęła po swoją torebkę. - Mark dzwonił do mnie. Pytał o tamtą noc - zachichotała. - Był przerażony, jak cholera, ale wmówiłam mu, że to przez alkohol. Bo przecież duchy nie istnieją. 
 - I nie próbują mnie zabić - dodałam z uśmiechem. 
 Czy było to nie na miejscu, żartować sobie z takich rzeczy? Moja terapeutka powiedziałaby, że są to objawy schizofrenii. 
 Właśnie! Tess!
 - Popołudniu mam wizytę z psychologiem - przypomniałam przyjaciółce.
 - Cholera - jęknęła. - Musisz iść. Nie możemy nikomu pokazać, że coś się dzieje. Wiesz... Zachowamy pozory normalności. 
 - Może ona nam coś doradzi? - poruszyłam śmiesznie brwiami. - Zapytam się jej, co by zrobiła na moim miejscu, gdyby jakiś duch próbował ją zabić, twój chłopak tak naprawdę nie był twoim chłopakiem, a gość, którego nie cierpisz okazał się być demonem. I jedyną osobą, potrafiącą wyjaśnić to wszystko. 
 - Której nie ufasz - dodała Letty. 
 - Otóż to - uśmiechnęłam się. - Nie sądzisz, że powstałaby z tego świetna książka? 
 - Wśród zdrad i kłamstw - przyjaciółka zasugerowała tytuł. - Albo Opętana przez demona.
 - Jak nic to będzie bestseller. A teraz chodźmy. Muszę spotkać się z panią Steel. 

 Spędziłyśmy poranek na bezsensownych próbach odpalenia samochodu. Gdy po godzinie czasu w końcu Letty odpuściła, udałyśmy się pieszo w stronę miasta. Poświęciłyśmy dodatkową godzinę na dotarciu do miejsca. Jednak po drodze musiałyśmy wstąpić do Summer Juices po świeże soki. Mój wybór padł na numer 4 czyli Pomarańcza cza cza - sok z mango, ananasa i brzoskwini. Polecam. Był bardzo dobry. 
 Jednak, gdy już dotarłyśmy do miasta od wizyty u Tess dzieliło mnie parę minut. Jako, iż zachowywałyśmy pozory "normalności" (nie wiedziałam po co to było Letty, ale zgodziłam się, gdyż z jakiś przyczyn sprawiało jej to radość), poświęciłam spotkanie z bibliotekarką, na cel bezsensownej rozmowy z terapeutką. Postanowiłam porozmawiać z nią o mojej nie odwzajemnionej miłości do Jacksona. Chociaż dopiero przed spotkaniem z nią uświadomiłam sobie, że było to zwykłe pożądanie. Nigdy nic do niego więcej nie czułam. 
  O czym chciałabyś dzisiaj porozmawiać? - spytała się mnie terapeutka, zakładając nogę na nogę. 
 Upiłam kilka łyków herbaty, którą mi przygotowała. Twinings tea - ohyda!
  Zerwałam z Jacksonem - wyznałam. - Albo to on ze mną zerwał? W każdym bądź razie, nie jesteśmy już ze sobą. I chyba wyszło nam to na dobre. Chociaż podobał mi się i to już od dawna, nie jestem pewna czy zależało mu na mnie. Bardziej podejrzewałabym, że jest strasznie platoniczny. Byliśmy razem... bo byliśmy - gadałam, jak katarynka. - Owszem, na początku była jakaś chemia między nami, lecz później męczyliśmy się w tym związku, prawda? Lepiej jest nam bez siebie... Znaczy się, jeśli chodzi o mnie, to czuję się wniebowzięta, ale on... Kij z nim! Ja czuję się świetnie.
 Tessa skomentowała moją wypowiedź głośnym parsknięciem. Spojrzałam na nią spod przymrużonych powiek. Nie powiedziałam nic, co mogłoby ją rozśmieszyć. 
 - To jest bardzo nieprofesjonalne naśmiewać się ze swojej pacjentki - zwróciłam jej uwagę. 
 - Myślę, że chciałabyś porozmawiać o czymś innym. Coś cię męczy, ale boisz się mi to powiedzieć. 
 - Nieprawda! - zaprzeczyłam. - Po prostu nie wiem, jak zareagujesz, jeśli powiem ci, że spotkałam demona. I to dwóch!
 - Z lekarskiego punktu widzenia zadzwoniłabym do pobliskiego psychiatryka, ale, że ci wierzę, powiem, że chce wiedzieć więcej - zaciekawiła się. 
 - Opowiem ci swój weekend - oznajmiłam i rozłożyłam się na tapczanie. - Wybraliśmy się z przyjaciółmi nad jezioro. Wieczorem wywoływaliśmy duchu. I - wyciągnęłam w jej stronę palca - teraz udasz, że mi wierzysz... Przywołaliśmy jednego z nich, a on próbował mnie zabić. Później się okazało, że moi przyjaciele to demony i także widzą duchy. No i nie wiedząc już w co mam wierzyć, po prostu uciekłam. A! - krzyknęłam przypominając sobie jedne z wyznań Beletha/Jamesa. - Mój przyjaciel - demon - twierdzi, że to właśnie on mnie uratował z tonącego samochodu. 
 - Masz bardzo ciekawe życie - skomentowała to terapeutka. 
 - Wiem! - jęknęłam chowając twarz w poduszkę. 
 Uświadomiłam sobie dwie rzeczy:
1) Moje życie rzeczywiście było bardzo ciekawe. Nie licząc tych wszystkich zagadek i tajemnic, no i moich zarąbistych umiejętności, w które nikt mi nie wierzył. Rozmawiasz z duchami? Świetnie! Pomagasz im przejść na drugą stronę, chociaż sama nie wiesz co tam jest? Jeszcze lepiej!
2) Zdałam sobie sprawę, że Tessa rzeczywiście nie udaje. Ona mi wierzyła. Tak naprawdę wierzyła. I wtedy zawitała u mnie jeszcze jedna myśl: Ona nigdy nie zachowywała się, jak terapeutka, a miałam już z wieloma do czynienia.  
 Wszystko było zaplanowane.

 Skróciłam naszą sesję, wymyśliwszy jakiś błahy powód. Teraz dostrzegłam wszystkie te znaki, które miałam przed sobą. Sama wybrałam ją, jako terapeutkę, gdyż miałam przeczucie, że ona mi naprawdę pomoże. Chociaż nie było w czym pomagać. Jedynie potrzebowałam osoby, która będzie rozumiała mój problem i nie zakpi ze mnie. Nie będzie twierdzić, że moje "wymysły" są spowodowane tragiczną śmiercią rodziców. Że ubzdurałam sobie duchy, które zapełniły pustkę po stracie. 
 - Podczas waszej rozmowy dzwonił do mnie Azz - oznajmiła przyjaciółka, czekając na mnie przed budynkiem. Z jej torby wystawały jakieś papierki, które później - a przynajmniej ja tak myślałam - będzie kazała mi czytać. Okropność!
 - No nie... - westchnęłam. - Za ile będą?
 - Coś ty! - zaśmiała się. - Prosił mnie, żebym wyszła z pokoju, gdyż miał dla mnie jakąś niespodziankę. 
  - Mam nadzieję, że nie zauważyli naszego zniknięcia... Czekaj! - zawołałam, gdy dostrzegłam wielki rumieniec na jej policzkach. - O czym wy rozmawialiście? - zainteresowałam się. 
 - To.. to są nasze sprawy - oznajmiła oschle. 
 - Czyli to był seks- telefon? - parsknęłam śmiechem. 
 - I to jaki - zaśmiała się. - Ale potem przeszliśmy do poważniejszych spraw. 
 - Nie było mu głupio, że ja teoretycznie przysłuchiwałam się wam? 
 - Teoretycznie byłam w łazience. Ale ten staruszek przed nami tak się zainteresował moją rozmową, że prawie wyrwał mi telefon, żeby lepiej słyszeć. 
 Obydwie wybuchłyśmy śmiechem. 
 - Ale tak na poważnie... Prosił, żeby ci przekazać, że James się o ciebie martwi i chce z tobą porozmawiać. 
 - Okej... A coś jeszcze mówił? 
 - Tego raczej nie chcesz wiedzieć - tym razem jej głos był stanowczy i pełny determinacji.
 I miała rację Wolałam tego nie wiedzieć. 
 - Znalazłam kilka artykułów, które mogłyby cię zainteresować - oznajmiła, a następnie wyciągnęła czarno-białą gazetę ze swojej torby, po czym podała mi ją. - Zobacz - wskazała palcem na zdjęcie. 
 Przełknęłam ślinę, czując wielką gulę w gardle. Fotografia przedstawiała miejsce wypadku sprzed dziesięciu lat. To było to miejsce, w którym omal nie straciłam życie. 
 - Wiem, że nie chcesz o tym mówić - zaczęła - ale to chyba ma kluczowe znaczenie w naszej sprawie. Postanowiłam bliżej przyjrzeć się tobie i twojej historii. Znaleźć jakiś punkt przyczepienia i coś w tym stylu. 
 - I znalazłaś coś? - zapytałam. 
 - Jak już przejrzałam miliony artykułów i znalazłam ten właściwy... Chociaż nadal nie wiem czy to ten. 
 - To on - potwierdziłam jej przypuszczenia. - Tam zginęli moi rodzice. 
 - Bałam się, że to powiesz... - pokręciła głową. - Z tego artykułu wynika, że cała rodzina zginęła w tym wypadku. Młodzi rodzice i ich czteroletnia córeczka. 
 - To niemożliwe - szepnęłam. - To nie może być prawdą... Mary... ja...
 Przyjaciółka podała mi kolejny artykuł. Tym razem na głównej stronie widniał tytuł: "POSZUKIWANIA NADAL TRWAJĄ. CIAŁA DZIEWCZYNKI NIE ODNALEZIONO". Tuż pod nim znajdowało się moje zdjęcie z dzieciństwa. Cisnęłam gazetę na chodnik. 
 - Co to ma znaczyć? 
 - To znaczy, że od ponad dziesięciu lat jesteś uznana za martwą - wytłumaczyła blondynka spokojnym głosem. 
 - Ja... Muszę porozmawiać z Mary. To nie może być prawda - szepnęłam, czując zbliżające się łzy. 
 - Dzwoniłam do niej, ale nie odbierała, więc nagrałam się na sekretarkę. - Chciałam coś powiedzieć, jednak ta zbyła mnie ruchem dłoni. - Zadzwoniłam też do banku, gdzie powiedzieli mi, że ona nie pracuje tam od tygodnia. Cass... myślę, że jednak będziemy musiały porozmawiać z chłopakami. Same nie damy sobie rady. 
 - Same już sobie poradziłyśmy. I dalej też damy radę - warknęłam. - A teraz idziemy porozmawiać z panią Steel. Ona też ma coś do powiedzenia w tej sprawie - powiedziałam, a następnie ruszyłam w stronę szkoły, udając, że jakoś trzymam się, pomimo tych nowych wiadomości. 
 Starałam się, chociaż wiedziałam, że wyglądam tragicznie. Jak ktoś, kto powinien być martwy.

 Biblioteka była już od siódmej otwarta. Co było dziwnym pomysłem, gdyż większość uczniów dopiero wstawała o tej porze. Jednak dziś było mi to na rękę. Czas był na wagę złota. 
 Scarlett nie odstępowała mnie na krok. Wiernie trwała przy moim boku, starając się zachować pozory "normalności". Wiedziałam, że sprawiała wrażenie osoby, której nawet nie obeszło to, że jej chłopak jest demonem, przyjaciółka jakąś wróżbitką czy też medium, i razem zostałyśmy wplątane w między światowe COŚ, ale ja znałam prawdę. Bała się tego co nieznane. I ja też. 
 Wchodząc do budynku dostrzegłam Florence bawiącego się z Percym. Uśmiechnęłam się pod nosem, póki nie dotarła do mnie prawda. Wtedy zatrzymałam się, jakbym uderzyła w ścianę. 
 - Co tu robi mój kot?! - wskazałam palcem na zwierzaka. 
 - Jest też ten chłopczyk? Tim? - odezwała się blondynka. 
 Rozejrzałam się po pomieszczeniu, jednak nie dostrzegłam mojego duszka. Zamiast niego znalazłam Mitcha. 
 - Ten duch z domku tu jest - szepnęłam do niej. 
 - Ciszej, bo jeszcze was usłyszy! - parsknął śmiechem duch. 
 Podskoczyłam ze strachu, gdy Mitch zmaterializował się obok nas. Roześmiał się z własnego wybryku. 
 - Hahaha - zakpiłam. - Bardzo śmieszne... Co ty tu robisz? - zmarszczyłam brwi. - Czy oni też tu są? 
 - Nie - zaprzeczył. - Pojechałem za wami. W zasadzie śledziłem was - przyznał się. - Póki ten twój koteczek mnie nie zawołał... Albo to był ten blondasek? - udał zamyślonego. 
 - Jest tu Tim? - zapytałam. 
 - Taaa - westchnął. - Ale poszedł gdzieś z tą staruszką. O! Tak przy okazji, byłem dzisiaj w domku i już wiedzą, że was nie ma. Jackson pobił się z Jamesem. Cóż to była za walka! Twój chłopak musiał ich rozdzielać - wskazał na Letty. 
 - Ona cię nie widzi - przypomniałam mu. - Ani nie słyszy - dodałam, a następnie powtórzyłam jej rozmowę z duchem. 
 - A to palant! - skomentowała poczynania Jacksona. - Mam nadzieję, że James mu dołożył. Przynajmniej na coś by się zdał. 
 - I to jak mu dołożył! - zachichotał Mitch. 
 - Idę porozmawiać z panią Steel - powiedziałam dostrzegając wychodzącą z kantorka staruszkę. 
 Szybkim krokiem udałam się w jej stronę. Gdy mnie dostrzegła na jej twarzy nie malował się ten uśmiech co zawsze. Tylko grymas, jakby moja obecność była czymś okropnym. 
 - Co ty tu robisz? - warknęła. 
 - Przyszłam porozmawiać... 
 - Nie powinno cię tu być! - przerwała mi. - Demony miały się tobą zająć. Miałaś być bezpieczna...
 Wyprostowałam się, słysząc jej słowa. 
 - Wiedziałam, że wiesz. I wiem też, że coś ukrywasz przede mną - rzuciłam oskarżycielskim tonem.
 - Wynoś się stąd! - krzyknęła wskazując na drzwi. - Jeśli ci życie miłe, radzę ci odejść. Inaczej obydwie zginiemy. 
 Zza jej pleców wyszedł duszek. Widziałam strach malujący się na jego twarzy. Wyciągnęłam rękę w jego stronę, a Tim rzucił się w moje objęcia. Przytuliłam go, słysząc jak cicho szlocha. 
 - Już dobrze - wyszeptałam. - Zabiorę cię stąd. 
 Odwróciłam się, aby poprosić Letty o zabranie mojego kota, ale gdy spojrzałam na nią, dostrzegłam, przerażenie. Zasłoniła usta dłonią, aby stłumić krzyk. 
 - Scarlett? - zawołałam.
 - Ja...ja - jęknęła. - Ja go widzę! 
 - CO?! Tim! - zwróciłam się do ducha. Spojrzał na mnie zapłakanymi oczami. - Dlaczego? 
 - To ty, Castiel. Ty przesuwasz granice zaświatów. Sprawiasz, że martwi znowu ożywiają. 

poniedziałek, 19 stycznia 2015

Rozdział 8 " Miłość kontra nienawiść"



 Wbiłam wzrok w podłogę próbując jakoś przyswoić sobie nową wiedzę. Ale pomimo moich wszelkich starań czułam, że jestem na skraju załamania, a nie chciałam pokazać swojej słabości komukolwiek. 
 Miałam tak wiele pytań, a odpowiedź siedziała przede mną i wciąż milczała, czekając na jakiś mój ruch. Jednak nie byłam w stanie się ruszyć. Głowa zaczęła boleć mnie coraz bardziej, aż usłyszałam ten okropny pisk, zwiastujący tylko jedno...
 - Beleth - wyszeptałam, po czym zamknęłam powieki.
 Czułam, jak odpływam, chociaż ze wszystkich sił starałam się nie przenieść. Nie chciałam znowu zwiedzać Pustki, czy choćby zostać tam na stałe...
 Usłyszałam odsuwające się krzesło, które z hukiem uderzyło o podłogę. Już po chwili dłonie Beletha dotknęły moją skórę. 
 - Cass. Musisz mnie teraz posłuchać. Pomyśl o czymś miłym. Czymś co sprawi, że zapomnisz o tym co się dzieję. 
 Dotknęłam dłońmi swoją skroń czując ciepło skóry, która prawie parzyła. Nie potrafiłam myśleć, a co dopiero wspominać. 
 - Skup się... na moim głosie! - zawołał. - Wsłuchaj się w moje słowa...
 - Boli - szepnęłam, gdy każdy dźwięk wywoływał kolejną falę bólu. - Ciemno... Ja... - jąkałam się. - Spokój...
 - Tylko... - odezwał się ochrypłym głosem. - Nie bądź na mnie zła, okay? 
 Zanim zdążyłam przetworzyć jego słowa, poczułam jak ujmuje moją twarz w dłonie. Następnie pociągnął mnie do siebie i... Nasze usta złączyły się, powodując, iż zapomniałam o całym świecie. 
 Jego wargi były delikatne i słodkie, jak miód. Wbrew pozorom były miękkie i ciepłe. Zamknęłam oczy chcąc napawać się tą chwilą. Skupić swoje myśli na tym - czyli czymś przyjemnym. Gdy w końcu zabrakło mi tchu oderwałam się od niego, wpatrując w jego fiołkowe oczy.

 Uświadomiwszy sobie, że zrobił to tylko po to, żebym nie odleciała wymierzyłam mu siarczysty policzek. 
 Wbiegłam na górę do swojego pokoju, niemal potykając się o własne nogi. Rzuciłam się na łóżko, chowając twarz w poduszkę i krzyknęłam najgłośniej, jak potrafiłam.
 Byłam zła. Na siebie, Jacksona za to, że mnie wykorzystał, Beletha, który także mnie wykorzystał, Azza, za ignorowanie mnie, no i byłam wściekła na Letty, że nie pokazała się od wczoraj. W końcu była moją przyjaciółką! Powinna być tu ze mną...
 - Twój demon kazał ci przekazać, że Scarlett pojechała z Azzem do miasta - usłyszałam głos ducha za sobą.
 Odwróciłam się i ujrzałam stojącego obok łóżka Mitcha. W ciemnościach był prawie niedostrzegalny, ale wyczuwałam jego obecność. Aż zbyt mocno.
 - Skąd to wiesz? - zapytałam, jednak po chwili wyraz mojej twarzy diametralnie się zmienił. Uświadomiłam sobie, że oni potrafią czytać w moich myślach, tak jak ja u innych.
  - Ten drugi też tu jest - powiedział siadając obok mnie. - Jerry czy jak mu tam - wzruszył ramionami.
 - Jackson - powiedziałam niechętnie.
 - O właśnie! Zanim tu przyszedłem, usłyszałem jego kłótnie z demonem. Wyglądał na bardzo wkurzonego.
 Westchnęłam.
 A niech sobie będzie zły. Może nawet spalić się ze złości, dla mnie było to już obojętne.
 - Zważaj na myśli, mała. Oni wszystko słyszą - ponownie odezwał się duch.
Spieprzać! - krzyknęłam w myślach.
 - Mitch, miałabym do ciebie małą prośbę... Mógłbyś znaleźć Letty i przyprowadzić ją tutaj?
 Duch prychnął.
 - Niby jak mam to zrobić, skoro ona mnie nie widzi?
 - Zapewne będzie z nią Azz, więc przekaże wiadomość. Ale tylko z nią chcę rozmawiać - podkreśliłam ostatnie zdanie. Nie miałam ochoty widzieć żadnego z nich. Przynajmniej póki nie przeprowadzę normalnej rozmowy ze swoją przyjaciółką.
 - I powiedz im, żeby przez chwilę trzymali się od naszych myśli z daleka! - krzyknęłam, gdy duch ruszył w stronę ściany. - Inaczej nie będzie żadnej współpracy między nami!
 Rozsiadłam się na łóżku, czekając aż moja przyjaciółka się pojawi. Miałyśmy wiele do omówienie i powoli dobijała mnie prawda, która kryła się za tymi wszystkimi tajemnicami.

 - CO ZROBIŁ?! - wrzasnęła dziewczyna jednocześnie bawiąc się swoim zielonym pasemkiem.
 W skrócie opowiedziałam jej o ostatnich wydarzeniach. Pomijając fakt, że całowałam się z Belethem/ Jamesem.
 - Zabije go - warknęła wściekła. - Uduszę, poćwiartuje i wykastruje - zastanowiła się przez chwilę. - No może nie w tej kolejności...
 Zaśmiałam się.
- A co z tobą i Azzem? - zapytałam.
- Azazel - poprawiła mnie. - Tak naprawdę ma na imię Azazel. Po tym jak odpłynęłaś i nie było z tobą żadnego kontaktu Azazel nieco oddalił się ode mnie. Zrobił mega awanturę Jacksonowi, za co teraz mu winszuję, i wyszedł. Odezwał się do mnie dopiero pod sklepem, gdy pakowałam zakupy do samochodu. Po prostu pojawił się znikąd i zaczął mnie całować, jak wariat - zarumieniła się. - Przepraszam. Nie powinnam mówić o tym...
 - Nie, wszystko jest w porządku - zapewniłam. - Jackson... Może i w jakiś sposób podobał mi się, ale teraz gdy już wszystko jest skończone, czuję jakąś taką dziwną ulgę. Chyba nie dorosłam jeszcze do jakiejkolwiek odpowiedzialności - przyznałam. - Więc mów, co było dalej.
 - Jak już mnie w końcu puścił i obiecałam mu, że go nigdy nie zostawię, opowiedział mi o tobie. Mówił, że wie o twoich umiejętnościach i, że też taki jest. A później... - westchnęła. - Wyznał, że jest demonem - zaśmiała się bez krzty wesołości. - Nie jestem na niego zła, czy coś w tym stylu. Jestem w lekkim...
 - Szoku? - dodałam. Przyjaciółka przytaknęła. - Letty, rozumiem cię. Też byłam w szoku, gdy mi to powiedzieli. I może siedzę w tym dłużej niż ty, nie potrafię sobie z tym poradzić. To zbyt wiele, a oni nie powiedzieli nam to w najlepszy sposób.
 - Nie ufasz im, prawda? - zapytała ze smutkiem w oczach.
 - Nie, Letty. Przykro mi, ale im nie ufam. I albo poddam się im, nie wiedząc nawet czy mówią prawdę, albo wrócę do domu i sama poszukam odpowiedzi.
 - Chyba masz rację - westchnęła. - Potrzebuję chwili, żeby to w spokoju przemyśleć - wstała, po czym zaczęła pakować moje rzeczy do torby.
 - Co ty robisz? - zapytałam zdziwiona.
 - Widziałaś Azazela dzisiaj? - pokręciłam głową. - Przefarbował się na zielono, żeby pasować do moich pasemek. Słodkie, nie?
 - Okropne - zaśmiałam się.
 - On traktuje to na poważnie. A ja chyba nie jestem jeszcze gotowa... Nasz związek stał się zbyt gwałtowny - wyszeptała ostatnie zdanie.
 Otworzyłam usta ze zdziwienia. Zbyt gwałtowny? Znałam Letty nie od dziś i wiedziałam jedno: Ona niczym się nie przejmowała. Szczególnie nie życiem.  Znałam ją i jej wszystkie " pierwsze miłości", więc nigdy nie przyznałabym, że związek mógłby się stać dla niej zbyt... gwałtowny.
 - Jaki jest plan? - rzuciłam, a następnie zaczęłam pomagać w pakowaniu.
 - Jackson zajmuje ostatni pokój na górze, a chłopaki śpią na dole. Wyjdziemy przez okno w łazience. Gdy byłam mała schowałam tam drabinkę, więc bez problemu się prześlizgniemy. Dalej polecimy w stronę auta i po prostu odjedziemy do domu. Tylko nie możemy ich obudzić - zastrzegła.
 - I co dalej? Myślisz, że rano nie zauważą naszego zniknięcia?
 - Azz nie wejdzie tu póki nie będzie miał pewności, że ciebie nie ma. Przepraszam... Dopiero popołudniu James tu przyjdzie. Wtedy już dawno będziemy w domu.
 - To nie zmienia faktu, że będziemy mieć 24 godziny na znalezienie czegokolwiek - westchnęłam. - Niby od czego mamy zacząć?
 Letty przytuliła mnie mocno, próbując pocieszyć. Gdy już wyswobodziłam się z jej uścisku, dostrzegłam, że jest uśmiechnięta.
 - Myślę, że wiesz od czego zacząć - powiedziała i zapięła moją walizkę.
 Jeśli moje sny w rzeczywistości nimi nie były, to owszem. Wiedziałam od czego zacząć. 

poniedziałek, 5 stycznia 2015

Rozdział 7 " Szimea"

***
- Castiel. Wiem, że mnie słyszysz...
 Nie.
- Wiem, że tam jesteś...
 Ale gdzie?
- Wyczuwam twoją obecność...
 Kim ja jestem?
 - Musisz mnie teraz uważnie wysłuchać. Nazywasz się Castiel Grey. I żyjesz. Jesteś ze mną, chociaż chwilowo przeniosłaś się do innego świata. Musisz wrócić. Potrzebujemy cię.
 Jego głos... Tak miękki i jedwabisty. Docierał do mojego środka, penetrując samym sobą. Spróbowałam się w niego wsłuchać i podążyć za nim. I tak się właśnie stało. Podążałam ku górze, chcąc dowiedzieć się co czeka mnie tam. Do kogo należy ten głos i dlaczego wywiera na mnie taki wpływ...



 - Cześć - szepnęłam, gdy dostrzegłam pochylającego się nade mną Jamesa. Albo Beletha?
 Zamknęłam oczy skupiając się na jego aurze. Nadal była zielona, a mój instynkt mówił, że należała do demona. 
 - Cass, przestań mi mdleć, dobrze? - westchnął. - Za każdym razem, gdy tam wracasz boję się, że już nie wrócisz do mnie.
 Zmarszczyłam brwi. 
 - Gdzie wracam?
 Ponownie westchnął, jakby tłumaczenie mi tego było dla niego cholernie nieznośne. Albo trudne. 
 - Pustka. To jest świat między Niebem a Piekłem. Tam docierają zbłąkane dusze, których przyszłość nie została do końca określona. 
 - Ale ja nie jestem... powiedzmy zbyt żywa, żeby tam trafić? - zapytałam, próbując wstać. Siedzenie na tym kawałku drewna było wystarczająco nie wygodne, a co dopiero leżenie. Chociaż... na szczęście nie wpadłam do wody, gdy mdlałam.
 - Patrząc na to, że nie jesteś w pełni człowiekiem, to może być normalne - podał mi rękę, po czym podniósł mnie. Zatoczyłam się lekko do tyłu, gdy w głowie trochę mi się zakręciło. Oczywiście nie obeszło to uwadze Jamesa, który w mgnieniu oka objął mnie w pasie i przycisnął do swojej piersi, aby uchronić w razie jakiegoś upadku. 
 - Gdyby nie to, że jestem tak cholernie zmęczona i słaba, przywaliłabym ci w tej chwili - wyszeptałam, przez co rozśmieszyłam chłopaka. 
 - Mentalny liść mi wystarczy - odparł ze śmiechem. - Jeśli znowu tam trafisz, chociaż mam nadzieję, że następnym razem będzie to zaplanowane przejście, Musisz pamiętać, że żyjesz. Inaczej twoje egzystencjalne "ja" podda się, co jest równoznaczne ze śmiercią. Rozumiesz? - kiwnęłam sennie głową. - Myślę, że teraz pójdziesz się trochę przespać a później dokończymy naszą rozmowę, zgoda? - zapytał.
 Mruknęłam, zgadzając się na to, gdy nagle poczułam jak moje ciało unosi się w górę. Nogi nie były już aż tak ciężkie i jedynie ciepłe dłonie, które mnie trzymały. 
 - A teraz mentalnie na ciebie krzyczę, zgoda? 
 James ponownie się zaśmiał, a jego dźwięczny śmiech był ostatnim dźwiękiem, jakim słyszałam zanim usnęłam. 

 Gdy ponownie się obudziłam, na zewnątrz było już ciepło i gdyby nie fakt, że cholernie burczało mi w brzuchu, pewnie spałabym do jutra. 
 Wzięłam krótki prysznic, chcąc zmyć wszelkie problemy, ale i nawet moja ukochana kąpiel tego nie potrafiła. Szukając czystych ubrań, dostrzegłam, że rzeczy Letty zniknęły. Zmarszczyłam czoło i ubrawszy krótkie szorty i pierwszą lepszą bluzkę zbiegłam na dół.
 Słysząc jakiś hałas w kuchni, postanowiłam tam się najpierw udać. Dostrzegłam Jamesa stojącego przy kuchence. Jego przyjaciel na mój widok od razu opuścił pomieszczenie. Okey. Za pierwszym razem było to nawet dobre, ale za drugim przesadził. Co ja mu takiego zrobiłam?!
 - Dzień dobry - uśmiechnął się na mój widok, a ja poczułam się dziwnie. Wręcz niezręcznie. 
 - Gdzie jest Letty? - zapytałam, chcąc od razu przejść do sedna sprawy. 
 - Pojechała na zakupy. Mark i reszta dziewczyn wrócili do domu, więc zostaliśmy sami. Głodna?
 - Bardzo. Dlaczego Azz nie chce ze mną rozmawiać? - spojrzałam przez jego ramie, chcąc zobaczyć co przygotowywał. Krewetki? Nigdy ich nie jadłam...
 - Jest trochę wstrząśnięty tą sytuacją. Do końca miał nadzieję, że to jednak nie ty. 
 - On jest wstrząśnięty?! To chyba ja tu powinnam być wstrząśnięta! James... - wyszeptałam jego imię.
 - Beleth - poprawił mnie. 
 - Beleth. Czy związek Azza z Letty też jest udawany? Nie chcę, żeby i ona cierpiała...
 - To co musisz wiedzieć o demonach, to to, że one potrafią kochać. Mocno i prawdziwie. I tak właśnie jest z Azzem. On kocha Letty, ale widząc jak ty zareagowałaś na prawdę o demonach, boi się, że i ona się wystraszy. Scarlett nie ma żadnych nadprzyrodzonych zdolności, więc jest duża szansa, że po prostu ucieknie, gdzie pieprz rośnie.
 - Ona wie - szepnęłam.
 - Słucham? - zdziwił się chłopak. 
 - Letty wiedziała o moich " zdolnościach " i nie przeszkadzało jej to - wyjaśniłam. - Zawsze próbowała mnie wspierać i była jedyną osobą, która nie widziała we mnie dziwaczki. 
 - Do diabła! Cass! Czekaj chwilę, muszę powiedzieć to Azzowi! - krzyknął, wybiegając z pokoju. 
 Uśmiechnęłam się pod nosem i zaczęłam nakrywać stół dla naszej dwójki. Po paru sekundach wrócił z lekką zadyszką. Na jego twarzy zawitał uśmiech. 
 - Możesz dokończyć to coś, co tam smażysz? Jestem już trochę głodna... 
 - Podaj talerz - polecił.
  Siedzieliśmy naprzeciwko siebie, a na naszych talerzach leżały krewetki, które przypominały mi wielkie, białe larwy. 
 - Jak to się je? - zapytałam trącając widelcem usmażone stworzonko. 
 - Patrz - rozkazał. - Złap je za ogon i zamocz w sosie. No i gryziesz - zrobiłam to. - Nie! Cass! Tych ogonków się nie je! - wybuchnął śmiechem.
 - Trzeba było mi to na początku powiedzieć - zrzędziłam, wyciągając kawałek łuski z ust. - Nawet dobre - przyznałam. 
 - Widzisz, jak jest miło, Cass? Obydwoje siedzimy przy jednym stole, nie kłócimy się. Lubię twoje towarzystwo - przyznał. 
 - A ja lubię, gdy choć przez chwilę nie zachowujesz się. jak dupek - przerwałam na chwilę jedzenie. - Powiedz mi, Beleth, czy ty naprawdę uratowałeś mnie przed utonięciem? - przytaknął. - Dlaczego? 
- Łączy nas wspólna historia, Cass. A twoja blizna ma w tym duży udział - mimowolnie sięgnęła ręką, chcąc dotknąć znamienia. Był tam. 
 - Moje znamię przypominające gwiazdę Dawida? - zdziwiłam się.
 - Otóż to, moja droga. Wszystko łączy się z Dawidem. 
 - Ale, że tym Dawidem?! - dopytywałam się, nie mogąc uwierzyć własnym uszom. 
 - Oznacza on, że jesteś jego potomkiem - widelec wypadł mi z ręki.
- Ale wszyscy jego potomkowie zginęli... Tak było napisane w Biblii, więc jakim cudem jestem jego potomkiem?
 - Dawid bardzo żałował tego co zrobił. Cudzołóstwo jest jednym z niewybaczalnych grzechów. Dawid był święcie przekonany iż był wtedy pod wpływem demonicznych sił. Wierzył, że wstąpił w niego Szatan i to właśnie on uwiódł Batszebę. Owocem tego romansu był Szimea. Dawid tygodniami modlił się do Boga o przebaczenie. Prosił i obiecywał, ale czuł, że Bóg się od niego odwrócił. Miał wrażenie, że stracił wiarę i wszystko to, co nim kierowało. Wtedy właśnie Samuel wykorzystał tą okazję. Objawił się jemu przybierając anielską postać. Oczywiście król Izrael uwierzył jemu i wypełniał rozkaz za rozkazem. Mordował niewinnych, plądrował wioski i wszczynał bezsensowne wojny, będąc święcie przekonanym, że taka właśnie była wola boska. Choć tak naprawdę szykował sobie miejsce u boku Diabła w Piekle.
 Wtedy Jerozolima znowu stała się naszym domem. Wróciliśmy dumni, że znowu zwyciężyliśmy nad Bogiem. Chociaż to była prawda - wygraliśmy bitwę, ale wojna wciąż trwała. Bawiliśmy się i korzystaliśmy z licznych ludzkich przyjemności. Niemal wszystkie demony opuściły Piekło i zamieszkały na Ziemi. Świat powoli upadał, a nam to nie przeszkadzało. Wręcz przeciwnie - cieszyliśmy się, mogąc dowieść Bogu, że mieliśmy rację, a ludzie nie zasługują na nasz szacunek. Bo to właśnie oni powinni nam się kłaniać, a nie na odwrót.
 Azazel obudził mnie w środku nocy, chcąc wrócić po coś do Piekła. Nie wiem czemu, ale bez żadnego jęknięcia zgodziłem się z nim pójść. Trochę nam tam zeszło, ale gdy wróciliśmy z powrotem... Gdybyś to widziała... To była jedna, wielka rzeź. Krew lała się litrami. Gdzie byś nie spojrzała dostrzegłabyś szkarłatne plamy i martwe ciała. Nie tylko nasi bracia stracili życie, ale też ich towarzyszki. Wiesz, demona można zabić tylko pod dwoma warunkami - albo przyjmie on ludzką postać, albo niebiańskim czy piekielnym ogniem. My wszyscy byliśmy w tamtym momencie ludźmi i mogliśmy skończyć tak, jak każdy z nich.
 Do dziś nie rozgryzłem jakim cudem Dawid się z tego wszystkiego otrząsnął, chociaż nasz urok jest bardzo silny, ale wtedy z Azazelem zaczęliśmy go szukać. Krew wrzała w naszych żyłach, a złość buchała na kilometr. Przybraliśmy nasze prawdziwe postacie i ruszyliśmy na polowanie. Zabijaliśmy każdego kogo napotkaliśmy. Nikt nie mógł nas powstrzymać. Musieliśmy pomścić naszych braci.
 Gdy dotarliśmy do głównej sali, dostrzegliśmy Batszebę przykutą do kolumny. Krzyczała i płakała. Dawid stał na środku komnaty przed jakimś ołtarzem, którego nigdy nie widziałem wtedy, ani później. Klęknął, a w jego ręku zabłyszczało ostrze. Nie wiedzieliśmy co to miało być. Tak naprawdę mieliśmy przed sobą faceta, który chciał zadźgać swojego syna. Nie powstrzymaliśmy go. Ale tak naprawdę się myliliśmy. Wyrył na brzuchu dziecka gwiazdę i krzyknął " Jam jest sługa Boży. Kto ośmielił się w to wątpić, sam zostanie ukarany. To dziecko, jak i każde z jego rodu będzie strzegło Bram Piekielnych, aby żadna z tych kreatur nie wydostała się na zewnątrz. W imię swoje i swoich braci i sióstr proszę Ciebie, Boże, zbaw nas i przebacz nam nasze grzechy". Ponownie usłyszeliśmy krzyk Batszeby, płacz dziecka, a następnie zostaliśmy wciągnięci w czarną otchłań. Obudziliśmy się w Piekle i przez kolejne setki lat nie mogliśmy z niego wyjść. Tylko nielicznym się to udawało, ale więcej ich nie spotkałem. Nawet na Ziemi słuch o nich zaginął.
 Dwanaście lat temu wydostaliśmy się z Piekła. Wrota znów zostały otwarte i nikt nie wiedział dlaczego. Po ostatnich wydarzeniach byliśmy nieco ostrożniejsi, ale nikt nie potrafi powstrzymać demona. Nie możemy oddzielić się od swojej natury.
 Gdy inni korzystali z nowych możliwości, jakie dostaliśmy wraz z ponownym zejściem na Ziemię, ja postanowiłem znaleźć ród Dawida. Jego słowa wciąż głośno dudniły w mojej głowie. Nie było dnia żebym o nim nie myślał, co powoli zmieniało się w obsesję. Nawet pojechałem do Jerozolimy. Spotkałem się z kilkoma uczonymi, ale żaden nie słyszał o tym, że król Izrael poświęcił swojego syna. Jedyne co mi powiedzieli, to to, że syn Dawida, Szimea, zginął jako niemowlak. Nie pasowało mi to do tej historii. Przecież Dawid był święcie przekonany, że ród jego syna nas zniszczy. Węszyłem trochę, aż przypadkowo napotkałem się na jakąś sektę. Zwykle takie stowarzyszenia oddawali nam cześć, ale oni nas nienawidzili. Wyczułem w nich coś dziwnego. Byli ludźmi, chociaż tak naprawdę nimi nie byli. Cass... Myślałem, że oni są demonami. Ujawniłem się im, a oni mnie obezwładnili. Nie mam pojęcia jak to zrobili. W jednej sekundzie stałem w progu, a później przykuli mnie do ołtarza. Podeszła do mnie kobieta... Starsza babka. Ściągnęła kaptur i odsłoniła znamię na szyi w kształcie gwiazdy Dawida. " Wiesz co to jest, prawda?"- zapytała się mnie. Nawet słysząc jej głos czułem niewyobrażalny ból. Zdobyłem się jedynie na ciche mruknięcie. Ta sekta okazała się być potomkami rodu Szimea, syna Dawida. Dziecko jednak przeżyło, chociaż w księgach mówiono co innego. Żyli i byli bardzo potężni. Kobieta nazywała się Elizabeth i przewodziła całym tym stowarzyszeniem. Nie powiedzieli mi za dużo. Jedynie dowiedziałem się, że są odpowiedzialni za pilnowanie Bram Piekielnych. Zrozumiałem też, że jest wśród nich zdrajca, dzięki któremu wydostaliśmy się z Piekła. Elizabeth wyciągnęła Biblię i zaczęła cytować "... bo swoim aniołom dał rozkaz o tobie, aby cię strzegli na wszystkich twych drogach. Na rękach będą cię nosili, abyś nie uraził swej stopy o kamień". Tymi słowami związała mnie z tobą. Miałem cię chronić, chociaż zawiodłem, starałem się naprawić swoje błędy. Musisz mnie zrozumieć i wybaczyć. To wszystko było dla mnie takie nowe i niezrozumiałe... Nie umiałem sobie z tym poradzić, dlatego też tyle zajęło mi zrozumienie tego. Podświadomość mówiła mi co mam zrobić, chociaż instynkt chciał czegoś zupełnie innego. Wtedy, gdy cię pierwszy raz ujrzałem, zrozumiałem o co jest stawka. Najpierw musiałem upewnić się, że jesteś bezpieczna, a później poznać całą historię Strażników.

Szczęśliwego Nowego Roku!!!! :*