poniedziałek, 5 stycznia 2015

Rozdział 7 " Szimea"

***
- Castiel. Wiem, że mnie słyszysz...
 Nie.
- Wiem, że tam jesteś...
 Ale gdzie?
- Wyczuwam twoją obecność...
 Kim ja jestem?
 - Musisz mnie teraz uważnie wysłuchać. Nazywasz się Castiel Grey. I żyjesz. Jesteś ze mną, chociaż chwilowo przeniosłaś się do innego świata. Musisz wrócić. Potrzebujemy cię.
 Jego głos... Tak miękki i jedwabisty. Docierał do mojego środka, penetrując samym sobą. Spróbowałam się w niego wsłuchać i podążyć za nim. I tak się właśnie stało. Podążałam ku górze, chcąc dowiedzieć się co czeka mnie tam. Do kogo należy ten głos i dlaczego wywiera na mnie taki wpływ...



 - Cześć - szepnęłam, gdy dostrzegłam pochylającego się nade mną Jamesa. Albo Beletha?
 Zamknęłam oczy skupiając się na jego aurze. Nadal była zielona, a mój instynkt mówił, że należała do demona. 
 - Cass, przestań mi mdleć, dobrze? - westchnął. - Za każdym razem, gdy tam wracasz boję się, że już nie wrócisz do mnie.
 Zmarszczyłam brwi. 
 - Gdzie wracam?
 Ponownie westchnął, jakby tłumaczenie mi tego było dla niego cholernie nieznośne. Albo trudne. 
 - Pustka. To jest świat między Niebem a Piekłem. Tam docierają zbłąkane dusze, których przyszłość nie została do końca określona. 
 - Ale ja nie jestem... powiedzmy zbyt żywa, żeby tam trafić? - zapytałam, próbując wstać. Siedzenie na tym kawałku drewna było wystarczająco nie wygodne, a co dopiero leżenie. Chociaż... na szczęście nie wpadłam do wody, gdy mdlałam.
 - Patrząc na to, że nie jesteś w pełni człowiekiem, to może być normalne - podał mi rękę, po czym podniósł mnie. Zatoczyłam się lekko do tyłu, gdy w głowie trochę mi się zakręciło. Oczywiście nie obeszło to uwadze Jamesa, który w mgnieniu oka objął mnie w pasie i przycisnął do swojej piersi, aby uchronić w razie jakiegoś upadku. 
 - Gdyby nie to, że jestem tak cholernie zmęczona i słaba, przywaliłabym ci w tej chwili - wyszeptałam, przez co rozśmieszyłam chłopaka. 
 - Mentalny liść mi wystarczy - odparł ze śmiechem. - Jeśli znowu tam trafisz, chociaż mam nadzieję, że następnym razem będzie to zaplanowane przejście, Musisz pamiętać, że żyjesz. Inaczej twoje egzystencjalne "ja" podda się, co jest równoznaczne ze śmiercią. Rozumiesz? - kiwnęłam sennie głową. - Myślę, że teraz pójdziesz się trochę przespać a później dokończymy naszą rozmowę, zgoda? - zapytał.
 Mruknęłam, zgadzając się na to, gdy nagle poczułam jak moje ciało unosi się w górę. Nogi nie były już aż tak ciężkie i jedynie ciepłe dłonie, które mnie trzymały. 
 - A teraz mentalnie na ciebie krzyczę, zgoda? 
 James ponownie się zaśmiał, a jego dźwięczny śmiech był ostatnim dźwiękiem, jakim słyszałam zanim usnęłam. 

 Gdy ponownie się obudziłam, na zewnątrz było już ciepło i gdyby nie fakt, że cholernie burczało mi w brzuchu, pewnie spałabym do jutra. 
 Wzięłam krótki prysznic, chcąc zmyć wszelkie problemy, ale i nawet moja ukochana kąpiel tego nie potrafiła. Szukając czystych ubrań, dostrzegłam, że rzeczy Letty zniknęły. Zmarszczyłam czoło i ubrawszy krótkie szorty i pierwszą lepszą bluzkę zbiegłam na dół.
 Słysząc jakiś hałas w kuchni, postanowiłam tam się najpierw udać. Dostrzegłam Jamesa stojącego przy kuchence. Jego przyjaciel na mój widok od razu opuścił pomieszczenie. Okey. Za pierwszym razem było to nawet dobre, ale za drugim przesadził. Co ja mu takiego zrobiłam?!
 - Dzień dobry - uśmiechnął się na mój widok, a ja poczułam się dziwnie. Wręcz niezręcznie. 
 - Gdzie jest Letty? - zapytałam, chcąc od razu przejść do sedna sprawy. 
 - Pojechała na zakupy. Mark i reszta dziewczyn wrócili do domu, więc zostaliśmy sami. Głodna?
 - Bardzo. Dlaczego Azz nie chce ze mną rozmawiać? - spojrzałam przez jego ramie, chcąc zobaczyć co przygotowywał. Krewetki? Nigdy ich nie jadłam...
 - Jest trochę wstrząśnięty tą sytuacją. Do końca miał nadzieję, że to jednak nie ty. 
 - On jest wstrząśnięty?! To chyba ja tu powinnam być wstrząśnięta! James... - wyszeptałam jego imię.
 - Beleth - poprawił mnie. 
 - Beleth. Czy związek Azza z Letty też jest udawany? Nie chcę, żeby i ona cierpiała...
 - To co musisz wiedzieć o demonach, to to, że one potrafią kochać. Mocno i prawdziwie. I tak właśnie jest z Azzem. On kocha Letty, ale widząc jak ty zareagowałaś na prawdę o demonach, boi się, że i ona się wystraszy. Scarlett nie ma żadnych nadprzyrodzonych zdolności, więc jest duża szansa, że po prostu ucieknie, gdzie pieprz rośnie.
 - Ona wie - szepnęłam.
 - Słucham? - zdziwił się chłopak. 
 - Letty wiedziała o moich " zdolnościach " i nie przeszkadzało jej to - wyjaśniłam. - Zawsze próbowała mnie wspierać i była jedyną osobą, która nie widziała we mnie dziwaczki. 
 - Do diabła! Cass! Czekaj chwilę, muszę powiedzieć to Azzowi! - krzyknął, wybiegając z pokoju. 
 Uśmiechnęłam się pod nosem i zaczęłam nakrywać stół dla naszej dwójki. Po paru sekundach wrócił z lekką zadyszką. Na jego twarzy zawitał uśmiech. 
 - Możesz dokończyć to coś, co tam smażysz? Jestem już trochę głodna... 
 - Podaj talerz - polecił.
  Siedzieliśmy naprzeciwko siebie, a na naszych talerzach leżały krewetki, które przypominały mi wielkie, białe larwy. 
 - Jak to się je? - zapytałam trącając widelcem usmażone stworzonko. 
 - Patrz - rozkazał. - Złap je za ogon i zamocz w sosie. No i gryziesz - zrobiłam to. - Nie! Cass! Tych ogonków się nie je! - wybuchnął śmiechem.
 - Trzeba było mi to na początku powiedzieć - zrzędziłam, wyciągając kawałek łuski z ust. - Nawet dobre - przyznałam. 
 - Widzisz, jak jest miło, Cass? Obydwoje siedzimy przy jednym stole, nie kłócimy się. Lubię twoje towarzystwo - przyznał. 
 - A ja lubię, gdy choć przez chwilę nie zachowujesz się. jak dupek - przerwałam na chwilę jedzenie. - Powiedz mi, Beleth, czy ty naprawdę uratowałeś mnie przed utonięciem? - przytaknął. - Dlaczego? 
- Łączy nas wspólna historia, Cass. A twoja blizna ma w tym duży udział - mimowolnie sięgnęła ręką, chcąc dotknąć znamienia. Był tam. 
 - Moje znamię przypominające gwiazdę Dawida? - zdziwiłam się.
 - Otóż to, moja droga. Wszystko łączy się z Dawidem. 
 - Ale, że tym Dawidem?! - dopytywałam się, nie mogąc uwierzyć własnym uszom. 
 - Oznacza on, że jesteś jego potomkiem - widelec wypadł mi z ręki.
- Ale wszyscy jego potomkowie zginęli... Tak było napisane w Biblii, więc jakim cudem jestem jego potomkiem?
 - Dawid bardzo żałował tego co zrobił. Cudzołóstwo jest jednym z niewybaczalnych grzechów. Dawid był święcie przekonany iż był wtedy pod wpływem demonicznych sił. Wierzył, że wstąpił w niego Szatan i to właśnie on uwiódł Batszebę. Owocem tego romansu był Szimea. Dawid tygodniami modlił się do Boga o przebaczenie. Prosił i obiecywał, ale czuł, że Bóg się od niego odwrócił. Miał wrażenie, że stracił wiarę i wszystko to, co nim kierowało. Wtedy właśnie Samuel wykorzystał tą okazję. Objawił się jemu przybierając anielską postać. Oczywiście król Izrael uwierzył jemu i wypełniał rozkaz za rozkazem. Mordował niewinnych, plądrował wioski i wszczynał bezsensowne wojny, będąc święcie przekonanym, że taka właśnie była wola boska. Choć tak naprawdę szykował sobie miejsce u boku Diabła w Piekle.
 Wtedy Jerozolima znowu stała się naszym domem. Wróciliśmy dumni, że znowu zwyciężyliśmy nad Bogiem. Chociaż to była prawda - wygraliśmy bitwę, ale wojna wciąż trwała. Bawiliśmy się i korzystaliśmy z licznych ludzkich przyjemności. Niemal wszystkie demony opuściły Piekło i zamieszkały na Ziemi. Świat powoli upadał, a nam to nie przeszkadzało. Wręcz przeciwnie - cieszyliśmy się, mogąc dowieść Bogu, że mieliśmy rację, a ludzie nie zasługują na nasz szacunek. Bo to właśnie oni powinni nam się kłaniać, a nie na odwrót.
 Azazel obudził mnie w środku nocy, chcąc wrócić po coś do Piekła. Nie wiem czemu, ale bez żadnego jęknięcia zgodziłem się z nim pójść. Trochę nam tam zeszło, ale gdy wróciliśmy z powrotem... Gdybyś to widziała... To była jedna, wielka rzeź. Krew lała się litrami. Gdzie byś nie spojrzała dostrzegłabyś szkarłatne plamy i martwe ciała. Nie tylko nasi bracia stracili życie, ale też ich towarzyszki. Wiesz, demona można zabić tylko pod dwoma warunkami - albo przyjmie on ludzką postać, albo niebiańskim czy piekielnym ogniem. My wszyscy byliśmy w tamtym momencie ludźmi i mogliśmy skończyć tak, jak każdy z nich.
 Do dziś nie rozgryzłem jakim cudem Dawid się z tego wszystkiego otrząsnął, chociaż nasz urok jest bardzo silny, ale wtedy z Azazelem zaczęliśmy go szukać. Krew wrzała w naszych żyłach, a złość buchała na kilometr. Przybraliśmy nasze prawdziwe postacie i ruszyliśmy na polowanie. Zabijaliśmy każdego kogo napotkaliśmy. Nikt nie mógł nas powstrzymać. Musieliśmy pomścić naszych braci.
 Gdy dotarliśmy do głównej sali, dostrzegliśmy Batszebę przykutą do kolumny. Krzyczała i płakała. Dawid stał na środku komnaty przed jakimś ołtarzem, którego nigdy nie widziałem wtedy, ani później. Klęknął, a w jego ręku zabłyszczało ostrze. Nie wiedzieliśmy co to miało być. Tak naprawdę mieliśmy przed sobą faceta, który chciał zadźgać swojego syna. Nie powstrzymaliśmy go. Ale tak naprawdę się myliliśmy. Wyrył na brzuchu dziecka gwiazdę i krzyknął " Jam jest sługa Boży. Kto ośmielił się w to wątpić, sam zostanie ukarany. To dziecko, jak i każde z jego rodu będzie strzegło Bram Piekielnych, aby żadna z tych kreatur nie wydostała się na zewnątrz. W imię swoje i swoich braci i sióstr proszę Ciebie, Boże, zbaw nas i przebacz nam nasze grzechy". Ponownie usłyszeliśmy krzyk Batszeby, płacz dziecka, a następnie zostaliśmy wciągnięci w czarną otchłań. Obudziliśmy się w Piekle i przez kolejne setki lat nie mogliśmy z niego wyjść. Tylko nielicznym się to udawało, ale więcej ich nie spotkałem. Nawet na Ziemi słuch o nich zaginął.
 Dwanaście lat temu wydostaliśmy się z Piekła. Wrota znów zostały otwarte i nikt nie wiedział dlaczego. Po ostatnich wydarzeniach byliśmy nieco ostrożniejsi, ale nikt nie potrafi powstrzymać demona. Nie możemy oddzielić się od swojej natury.
 Gdy inni korzystali z nowych możliwości, jakie dostaliśmy wraz z ponownym zejściem na Ziemię, ja postanowiłem znaleźć ród Dawida. Jego słowa wciąż głośno dudniły w mojej głowie. Nie było dnia żebym o nim nie myślał, co powoli zmieniało się w obsesję. Nawet pojechałem do Jerozolimy. Spotkałem się z kilkoma uczonymi, ale żaden nie słyszał o tym, że król Izrael poświęcił swojego syna. Jedyne co mi powiedzieli, to to, że syn Dawida, Szimea, zginął jako niemowlak. Nie pasowało mi to do tej historii. Przecież Dawid był święcie przekonany, że ród jego syna nas zniszczy. Węszyłem trochę, aż przypadkowo napotkałem się na jakąś sektę. Zwykle takie stowarzyszenia oddawali nam cześć, ale oni nas nienawidzili. Wyczułem w nich coś dziwnego. Byli ludźmi, chociaż tak naprawdę nimi nie byli. Cass... Myślałem, że oni są demonami. Ujawniłem się im, a oni mnie obezwładnili. Nie mam pojęcia jak to zrobili. W jednej sekundzie stałem w progu, a później przykuli mnie do ołtarza. Podeszła do mnie kobieta... Starsza babka. Ściągnęła kaptur i odsłoniła znamię na szyi w kształcie gwiazdy Dawida. " Wiesz co to jest, prawda?"- zapytała się mnie. Nawet słysząc jej głos czułem niewyobrażalny ból. Zdobyłem się jedynie na ciche mruknięcie. Ta sekta okazała się być potomkami rodu Szimea, syna Dawida. Dziecko jednak przeżyło, chociaż w księgach mówiono co innego. Żyli i byli bardzo potężni. Kobieta nazywała się Elizabeth i przewodziła całym tym stowarzyszeniem. Nie powiedzieli mi za dużo. Jedynie dowiedziałem się, że są odpowiedzialni za pilnowanie Bram Piekielnych. Zrozumiałem też, że jest wśród nich zdrajca, dzięki któremu wydostaliśmy się z Piekła. Elizabeth wyciągnęła Biblię i zaczęła cytować "... bo swoim aniołom dał rozkaz o tobie, aby cię strzegli na wszystkich twych drogach. Na rękach będą cię nosili, abyś nie uraził swej stopy o kamień". Tymi słowami związała mnie z tobą. Miałem cię chronić, chociaż zawiodłem, starałem się naprawić swoje błędy. Musisz mnie zrozumieć i wybaczyć. To wszystko było dla mnie takie nowe i niezrozumiałe... Nie umiałem sobie z tym poradzić, dlatego też tyle zajęło mi zrozumienie tego. Podświadomość mówiła mi co mam zrobić, chociaż instynkt chciał czegoś zupełnie innego. Wtedy, gdy cię pierwszy raz ujrzałem, zrozumiałem o co jest stawka. Najpierw musiałem upewnić się, że jesteś bezpieczna, a później poznać całą historię Strażników.

Szczęśliwego Nowego Roku!!!! :*

5 komentarzy:

  1. Super rozdział :) już sie nie moge doczekać następnego ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Tak jak moja poprzedniczka: super rozdział. Jakoś uwielbiam te stare historie, najlepiej jak są ze starożytności. Cudownie opisałaś losy Jamesa (muszę się przestawić na tego Beletha). To było takie realistyczne. Jak to dobrze, że Azazel zapomniał czegoś z Piekła, bo inaczej nie przeżyliby. Z drugiej strony między tymi dwoma demonami musi być niezła przyjaźń, bo James jest przywiązany do Cas, ale Azz nie, więc czemu tu jest?
    Bardzo się swoją drogą ucieszyłam, że Azz naprawdę kocha Letty. Załamałabym się jakby było inaczej. Ciekawe jak dziewczyna przyjmie prawdę o nim i o Jamesie. Mam nadzieję, że to zaakceptuje, a nie zwieje. Cas potrzebuje kogoś na im mogłaby się wesprzeć. Z tym potomkiem Dawida to trafiłaś w mój gust. Właśnie skończyłam oglądać jakieś anime, w którym był potomek Salomona ( a swoją drogą, czy Salomon nie był synem Dawida?), a ty tu takie coś piszesz. Naprawdę cieszę się, cieszę.
    Życzę dużo weny i pisz jak najszybciej nowy rozdział :)
    Pozdrawiam,
    Mentrix

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja uwielbiam tworzyć własne historię, połączone z jakimiś wydarzeniami ^^
      Tak. Dawid miał masę dzieciaków, ale w moim opowiadaniu to nie byli jego. W zasadzie zapłodnił tylko jedną kobietę xd Wiesz, wcześniej istniały zaaranżowane małżeństwa, na których kobiety niechętnie się oddawały. Były też takie przypadki, że sypiały ze strażnikami, albo innymi kochankami, a skoro wtedy nie istniały testy dna nikt nie udowodni, że to nie jest jego dziecko xd
      Pozdrawiam
      Seo <3

      Usuń
  3. "Oczywiście nie obeszło to uwadze Jamesa" - raczej nie uszło jego uwadze. Obejść można albo kogoś (dokoła), albo może coś kogoś obchodzić i w tym kontekście chyba też by mogło być. Ale tutaj chyba raczej uszło. Sama nie wiem, czy to w ogóle poprawiasz, czy nie, ale jakby co to piszę.
    Coraz bardziej mnie ciekawi to opowiadanie! Bardzo dobrze wszystko wprowadzasz; powoli i dokładnie, więc taki człowiek jak ja, nieznający się na niczym podobnym może spokojnie wszystko od razu ogarnąć, co jest do ogarnięcia :D
    Niesamowita historia jaką opowiedział James - dla mnie do końca życia będzie Jamesem :D
    Myślę, że jej przyjaciółka przyjmie prawdę bardzo dobrze, nie jest osobą jakąś strachliwą, czy niewierzącą w tego typu rzeczy. Jest na coś takiego tolerancyjna i już trochę uodporniona, bo przecież znała sekret Cass i wspierała ją we wszystkim :)
    Nie mam pojęcia, co jeszcze napisać. Dzisiaj spałam chyba z cztery godziny i w ogóle się nie mogę skupić ;D Ale obiecuję, że następne komentarze będą wyczerpujące!
    Tak więc czekam na następny rozdział!
    Pozdrawiam serdecznie!
    Zuza :*
    Ps. zapraszam do siebie na nowy rozdział :)
    http://mylifegotmuchbetterwhenyoucameinit.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem Ci wdzięczna za pomoc i oczywiście, że poprawiam, tylko nie od razu :d Przez te ferie myślałam, że chociaż trochę odpocznę, a tu lipa! Najpierw święta, później jeden wyjazd, a zaraz za nim następny i tak to wyszło, że wciąż byłam zabiegana :< Blogami mam zamiar zająć się w ferie zimowe :D Zbuntuje się i zamknę cały dom :D Nikt mi nie przeszkodzi ^^ Mam zamiar w końcu też się wyspać xd wczoraj w ogóle nie zmrużyłam oka przez całą noc, a dzisiaj... dziwie się, że jeszcze nie padłam ze zmęczenia :d
      Dobra, nie będę już przynudzać i lecę chociaż trochę zacząć rozdział. Czuję, że mam wenę :D
      Seo

      Usuń