środa, 28 stycznia 2015

Rozdział 9 "Chcąc pokoju, bądź gotów na wojnę"

Rozdział dedykuję Zuzka M
Dziękuje Ci, kochana, za miłe słowa, które zawsze widnieją pod każdym rozdziałem :* Nie wiem, co bym zrobiła, gdyby nie Twoja pomoc :D Nawet nie wyobrażasz sobie, ile  to dla mnie znaczy <3
Pozdrawiam
Seo


 Zmarzłyśmy jak cholera. Ale nie było co się dziwić, skoro w środku nocy wybrałyśmy się na spacerek do auta w krótkich szortach. Jednak nie zamierzałyśmy się przebierać. Nie miałyśmy na to czasu, gdyż w głowie miałam jedną myśl - aby się stąd jak najszybciej wydostać. 
 Po krótkim maratonie jechałyśmy przez następne kilka godzin, nim nad ranem dotarłyśmy do domu Letty. Jej rodzice jeszcze spali, wiec w miarę cicho weszłyśmy do jej pokoju. Od razu padłam na łóżko i pogrążyłam się we słodkim śnie, pełnym koszmarów. Głównie dotyczył on drobnych wizji z przeszłości. 
 Myśl o wspomnieniach napawała mnie grozą i przerażeniem. Miałam kilka dobrych chwil z rodziną, ale za każdym razem, gdy próbowałam przypomnieć sobie ich twarze, widziałam dwojga martwych ludzi, otoczonych wodną aurą i pogrążonych w wiecznym śnie. Nie chciałam takich wspomnień. Chciałam znów ich widzieć ogarniętych miłością. Aby byli tak radośni jak kiedyś. 

 - I co teraz, szefowo? - rzuciłam zaczepnie do przyjaciółki. 

 - Mówiłaś przez sen - odparła między gryzami kanapki, którą wcześniej mi przygotowała. Jednak nie miałam apetytu. W moim brzuchu zagościł wielki supeł. 
 - Coś konkretnego? 
 - Wspominałaś coś o babci... Hej! - szturchnęła mnie w bok widząc moją minę. - Dlaczego nigdy nic o niej nie mówiłaś? 
 - Bo nie lubię o niej rozmawiać - warknęłam. - Po wypadku nawet nie raczyła się ze mną spotkać. Żadnego wsparcia czy chociażby głupiego pożegnania. Babka z opieki powiedziała, że zrzekła się wszelkich praw do mnie, więc nie mam zamiaru o niej wspominać. Należy do przeszłości i niech tak zostanie - gdy skończyłam swoją wypowiedź widziałam malujący się ból na jej twarzy. 
 - Przepraszam - wyszeptała skruszona.
 - Nie szkodzi - uśmiechnęłam się, próbując poprawić atmosferę. - Mogłam ci to wcześniej powiedzieć. Babcia była bardzo ciepłą osobą. Mieszkała w dużym domku w Dallas, gdzie prowadziła małe gospodarstwo. Uwielbiałam jeździć do niej na konie. Miałam nawet własnego kucyka. Przed wypadkiem mama bardzo pokłóciła się z nią. Mieliśmy zostać tam na noc... - westchnęłam. - W jednej chwili spałam smacznie w łóżku, a w następnej walczyłam o powietrze w tonącym samochodzie. 
- Mówiłaś to - szepnęła. - A dokładniej: "Mamusiu, ja nie chcę jechać. To jest złe. Oni tam będą".
- Nie przypominam sobie, żebym mówiła coś do niej, gdy mnie zanosiła do auta - odparłam ściszonym głosem. 

 Nie miałam ochoty wspominać wydarzenia z tamtego dnia. Chciałam o wszystkim zapomnieć. I naprawdę starałam się to zrobić. 
 - Jutro powinnyśmy wrócić do szkoły - odezwała się Letty, zmieniając temat. - A przynajmniej musimy zachować się normalnie. 
 - Powiedziałam ciotce, że wrócimy popołudniu. Mówiła, że ma wieczorem spotkanie z jakimś klientem, więc będzie późno. Chodzi o jakiś poważny przetarg czy coś w tym stylu. 
 - Okej... Czyli nie jest aż tak źle. - Dziewczyna wstała i sięgnęła po swoją torebkę. - Mark dzwonił do mnie. Pytał o tamtą noc - zachichotała. - Był przerażony, jak cholera, ale wmówiłam mu, że to przez alkohol. Bo przecież duchy nie istnieją. 
 - I nie próbują mnie zabić - dodałam z uśmiechem. 
 Czy było to nie na miejscu, żartować sobie z takich rzeczy? Moja terapeutka powiedziałaby, że są to objawy schizofrenii. 
 Właśnie! Tess!
 - Popołudniu mam wizytę z psychologiem - przypomniałam przyjaciółce.
 - Cholera - jęknęła. - Musisz iść. Nie możemy nikomu pokazać, że coś się dzieje. Wiesz... Zachowamy pozory normalności. 
 - Może ona nam coś doradzi? - poruszyłam śmiesznie brwiami. - Zapytam się jej, co by zrobiła na moim miejscu, gdyby jakiś duch próbował ją zabić, twój chłopak tak naprawdę nie był twoim chłopakiem, a gość, którego nie cierpisz okazał się być demonem. I jedyną osobą, potrafiącą wyjaśnić to wszystko. 
 - Której nie ufasz - dodała Letty. 
 - Otóż to - uśmiechnęłam się. - Nie sądzisz, że powstałaby z tego świetna książka? 
 - Wśród zdrad i kłamstw - przyjaciółka zasugerowała tytuł. - Albo Opętana przez demona.
 - Jak nic to będzie bestseller. A teraz chodźmy. Muszę spotkać się z panią Steel. 

 Spędziłyśmy poranek na bezsensownych próbach odpalenia samochodu. Gdy po godzinie czasu w końcu Letty odpuściła, udałyśmy się pieszo w stronę miasta. Poświęciłyśmy dodatkową godzinę na dotarciu do miejsca. Jednak po drodze musiałyśmy wstąpić do Summer Juices po świeże soki. Mój wybór padł na numer 4 czyli Pomarańcza cza cza - sok z mango, ananasa i brzoskwini. Polecam. Był bardzo dobry. 
 Jednak, gdy już dotarłyśmy do miasta od wizyty u Tess dzieliło mnie parę minut. Jako, iż zachowywałyśmy pozory "normalności" (nie wiedziałam po co to było Letty, ale zgodziłam się, gdyż z jakiś przyczyn sprawiało jej to radość), poświęciłam spotkanie z bibliotekarką, na cel bezsensownej rozmowy z terapeutką. Postanowiłam porozmawiać z nią o mojej nie odwzajemnionej miłości do Jacksona. Chociaż dopiero przed spotkaniem z nią uświadomiłam sobie, że było to zwykłe pożądanie. Nigdy nic do niego więcej nie czułam. 
  O czym chciałabyś dzisiaj porozmawiać? - spytała się mnie terapeutka, zakładając nogę na nogę. 
 Upiłam kilka łyków herbaty, którą mi przygotowała. Twinings tea - ohyda!
  Zerwałam z Jacksonem - wyznałam. - Albo to on ze mną zerwał? W każdym bądź razie, nie jesteśmy już ze sobą. I chyba wyszło nam to na dobre. Chociaż podobał mi się i to już od dawna, nie jestem pewna czy zależało mu na mnie. Bardziej podejrzewałabym, że jest strasznie platoniczny. Byliśmy razem... bo byliśmy - gadałam, jak katarynka. - Owszem, na początku była jakaś chemia między nami, lecz później męczyliśmy się w tym związku, prawda? Lepiej jest nam bez siebie... Znaczy się, jeśli chodzi o mnie, to czuję się wniebowzięta, ale on... Kij z nim! Ja czuję się świetnie.
 Tessa skomentowała moją wypowiedź głośnym parsknięciem. Spojrzałam na nią spod przymrużonych powiek. Nie powiedziałam nic, co mogłoby ją rozśmieszyć. 
 - To jest bardzo nieprofesjonalne naśmiewać się ze swojej pacjentki - zwróciłam jej uwagę. 
 - Myślę, że chciałabyś porozmawiać o czymś innym. Coś cię męczy, ale boisz się mi to powiedzieć. 
 - Nieprawda! - zaprzeczyłam. - Po prostu nie wiem, jak zareagujesz, jeśli powiem ci, że spotkałam demona. I to dwóch!
 - Z lekarskiego punktu widzenia zadzwoniłabym do pobliskiego psychiatryka, ale, że ci wierzę, powiem, że chce wiedzieć więcej - zaciekawiła się. 
 - Opowiem ci swój weekend - oznajmiłam i rozłożyłam się na tapczanie. - Wybraliśmy się z przyjaciółmi nad jezioro. Wieczorem wywoływaliśmy duchu. I - wyciągnęłam w jej stronę palca - teraz udasz, że mi wierzysz... Przywołaliśmy jednego z nich, a on próbował mnie zabić. Później się okazało, że moi przyjaciele to demony i także widzą duchy. No i nie wiedząc już w co mam wierzyć, po prostu uciekłam. A! - krzyknęłam przypominając sobie jedne z wyznań Beletha/Jamesa. - Mój przyjaciel - demon - twierdzi, że to właśnie on mnie uratował z tonącego samochodu. 
 - Masz bardzo ciekawe życie - skomentowała to terapeutka. 
 - Wiem! - jęknęłam chowając twarz w poduszkę. 
 Uświadomiłam sobie dwie rzeczy:
1) Moje życie rzeczywiście było bardzo ciekawe. Nie licząc tych wszystkich zagadek i tajemnic, no i moich zarąbistych umiejętności, w które nikt mi nie wierzył. Rozmawiasz z duchami? Świetnie! Pomagasz im przejść na drugą stronę, chociaż sama nie wiesz co tam jest? Jeszcze lepiej!
2) Zdałam sobie sprawę, że Tessa rzeczywiście nie udaje. Ona mi wierzyła. Tak naprawdę wierzyła. I wtedy zawitała u mnie jeszcze jedna myśl: Ona nigdy nie zachowywała się, jak terapeutka, a miałam już z wieloma do czynienia.  
 Wszystko było zaplanowane.

 Skróciłam naszą sesję, wymyśliwszy jakiś błahy powód. Teraz dostrzegłam wszystkie te znaki, które miałam przed sobą. Sama wybrałam ją, jako terapeutkę, gdyż miałam przeczucie, że ona mi naprawdę pomoże. Chociaż nie było w czym pomagać. Jedynie potrzebowałam osoby, która będzie rozumiała mój problem i nie zakpi ze mnie. Nie będzie twierdzić, że moje "wymysły" są spowodowane tragiczną śmiercią rodziców. Że ubzdurałam sobie duchy, które zapełniły pustkę po stracie. 
 - Podczas waszej rozmowy dzwonił do mnie Azz - oznajmiła przyjaciółka, czekając na mnie przed budynkiem. Z jej torby wystawały jakieś papierki, które później - a przynajmniej ja tak myślałam - będzie kazała mi czytać. Okropność!
 - No nie... - westchnęłam. - Za ile będą?
 - Coś ty! - zaśmiała się. - Prosił mnie, żebym wyszła z pokoju, gdyż miał dla mnie jakąś niespodziankę. 
  - Mam nadzieję, że nie zauważyli naszego zniknięcia... Czekaj! - zawołałam, gdy dostrzegłam wielki rumieniec na jej policzkach. - O czym wy rozmawialiście? - zainteresowałam się. 
 - To.. to są nasze sprawy - oznajmiła oschle. 
 - Czyli to był seks- telefon? - parsknęłam śmiechem. 
 - I to jaki - zaśmiała się. - Ale potem przeszliśmy do poważniejszych spraw. 
 - Nie było mu głupio, że ja teoretycznie przysłuchiwałam się wam? 
 - Teoretycznie byłam w łazience. Ale ten staruszek przed nami tak się zainteresował moją rozmową, że prawie wyrwał mi telefon, żeby lepiej słyszeć. 
 Obydwie wybuchłyśmy śmiechem. 
 - Ale tak na poważnie... Prosił, żeby ci przekazać, że James się o ciebie martwi i chce z tobą porozmawiać. 
 - Okej... A coś jeszcze mówił? 
 - Tego raczej nie chcesz wiedzieć - tym razem jej głos był stanowczy i pełny determinacji.
 I miała rację Wolałam tego nie wiedzieć. 
 - Znalazłam kilka artykułów, które mogłyby cię zainteresować - oznajmiła, a następnie wyciągnęła czarno-białą gazetę ze swojej torby, po czym podała mi ją. - Zobacz - wskazała palcem na zdjęcie. 
 Przełknęłam ślinę, czując wielką gulę w gardle. Fotografia przedstawiała miejsce wypadku sprzed dziesięciu lat. To było to miejsce, w którym omal nie straciłam życie. 
 - Wiem, że nie chcesz o tym mówić - zaczęła - ale to chyba ma kluczowe znaczenie w naszej sprawie. Postanowiłam bliżej przyjrzeć się tobie i twojej historii. Znaleźć jakiś punkt przyczepienia i coś w tym stylu. 
 - I znalazłaś coś? - zapytałam. 
 - Jak już przejrzałam miliony artykułów i znalazłam ten właściwy... Chociaż nadal nie wiem czy to ten. 
 - To on - potwierdziłam jej przypuszczenia. - Tam zginęli moi rodzice. 
 - Bałam się, że to powiesz... - pokręciła głową. - Z tego artykułu wynika, że cała rodzina zginęła w tym wypadku. Młodzi rodzice i ich czteroletnia córeczka. 
 - To niemożliwe - szepnęłam. - To nie może być prawdą... Mary... ja...
 Przyjaciółka podała mi kolejny artykuł. Tym razem na głównej stronie widniał tytuł: "POSZUKIWANIA NADAL TRWAJĄ. CIAŁA DZIEWCZYNKI NIE ODNALEZIONO". Tuż pod nim znajdowało się moje zdjęcie z dzieciństwa. Cisnęłam gazetę na chodnik. 
 - Co to ma znaczyć? 
 - To znaczy, że od ponad dziesięciu lat jesteś uznana za martwą - wytłumaczyła blondynka spokojnym głosem. 
 - Ja... Muszę porozmawiać z Mary. To nie może być prawda - szepnęłam, czując zbliżające się łzy. 
 - Dzwoniłam do niej, ale nie odbierała, więc nagrałam się na sekretarkę. - Chciałam coś powiedzieć, jednak ta zbyła mnie ruchem dłoni. - Zadzwoniłam też do banku, gdzie powiedzieli mi, że ona nie pracuje tam od tygodnia. Cass... myślę, że jednak będziemy musiały porozmawiać z chłopakami. Same nie damy sobie rady. 
 - Same już sobie poradziłyśmy. I dalej też damy radę - warknęłam. - A teraz idziemy porozmawiać z panią Steel. Ona też ma coś do powiedzenia w tej sprawie - powiedziałam, a następnie ruszyłam w stronę szkoły, udając, że jakoś trzymam się, pomimo tych nowych wiadomości. 
 Starałam się, chociaż wiedziałam, że wyglądam tragicznie. Jak ktoś, kto powinien być martwy.

 Biblioteka była już od siódmej otwarta. Co było dziwnym pomysłem, gdyż większość uczniów dopiero wstawała o tej porze. Jednak dziś było mi to na rękę. Czas był na wagę złota. 
 Scarlett nie odstępowała mnie na krok. Wiernie trwała przy moim boku, starając się zachować pozory "normalności". Wiedziałam, że sprawiała wrażenie osoby, której nawet nie obeszło to, że jej chłopak jest demonem, przyjaciółka jakąś wróżbitką czy też medium, i razem zostałyśmy wplątane w między światowe COŚ, ale ja znałam prawdę. Bała się tego co nieznane. I ja też. 
 Wchodząc do budynku dostrzegłam Florence bawiącego się z Percym. Uśmiechnęłam się pod nosem, póki nie dotarła do mnie prawda. Wtedy zatrzymałam się, jakbym uderzyła w ścianę. 
 - Co tu robi mój kot?! - wskazałam palcem na zwierzaka. 
 - Jest też ten chłopczyk? Tim? - odezwała się blondynka. 
 Rozejrzałam się po pomieszczeniu, jednak nie dostrzegłam mojego duszka. Zamiast niego znalazłam Mitcha. 
 - Ten duch z domku tu jest - szepnęłam do niej. 
 - Ciszej, bo jeszcze was usłyszy! - parsknął śmiechem duch. 
 Podskoczyłam ze strachu, gdy Mitch zmaterializował się obok nas. Roześmiał się z własnego wybryku. 
 - Hahaha - zakpiłam. - Bardzo śmieszne... Co ty tu robisz? - zmarszczyłam brwi. - Czy oni też tu są? 
 - Nie - zaprzeczył. - Pojechałem za wami. W zasadzie śledziłem was - przyznał się. - Póki ten twój koteczek mnie nie zawołał... Albo to był ten blondasek? - udał zamyślonego. 
 - Jest tu Tim? - zapytałam. 
 - Taaa - westchnął. - Ale poszedł gdzieś z tą staruszką. O! Tak przy okazji, byłem dzisiaj w domku i już wiedzą, że was nie ma. Jackson pobił się z Jamesem. Cóż to była za walka! Twój chłopak musiał ich rozdzielać - wskazał na Letty. 
 - Ona cię nie widzi - przypomniałam mu. - Ani nie słyszy - dodałam, a następnie powtórzyłam jej rozmowę z duchem. 
 - A to palant! - skomentowała poczynania Jacksona. - Mam nadzieję, że James mu dołożył. Przynajmniej na coś by się zdał. 
 - I to jak mu dołożył! - zachichotał Mitch. 
 - Idę porozmawiać z panią Steel - powiedziałam dostrzegając wychodzącą z kantorka staruszkę. 
 Szybkim krokiem udałam się w jej stronę. Gdy mnie dostrzegła na jej twarzy nie malował się ten uśmiech co zawsze. Tylko grymas, jakby moja obecność była czymś okropnym. 
 - Co ty tu robisz? - warknęła. 
 - Przyszłam porozmawiać... 
 - Nie powinno cię tu być! - przerwała mi. - Demony miały się tobą zająć. Miałaś być bezpieczna...
 Wyprostowałam się, słysząc jej słowa. 
 - Wiedziałam, że wiesz. I wiem też, że coś ukrywasz przede mną - rzuciłam oskarżycielskim tonem.
 - Wynoś się stąd! - krzyknęła wskazując na drzwi. - Jeśli ci życie miłe, radzę ci odejść. Inaczej obydwie zginiemy. 
 Zza jej pleców wyszedł duszek. Widziałam strach malujący się na jego twarzy. Wyciągnęłam rękę w jego stronę, a Tim rzucił się w moje objęcia. Przytuliłam go, słysząc jak cicho szlocha. 
 - Już dobrze - wyszeptałam. - Zabiorę cię stąd. 
 Odwróciłam się, aby poprosić Letty o zabranie mojego kota, ale gdy spojrzałam na nią, dostrzegłam, przerażenie. Zasłoniła usta dłonią, aby stłumić krzyk. 
 - Scarlett? - zawołałam.
 - Ja...ja - jęknęła. - Ja go widzę! 
 - CO?! Tim! - zwróciłam się do ducha. Spojrzał na mnie zapłakanymi oczami. - Dlaczego? 
 - To ty, Castiel. Ty przesuwasz granice zaświatów. Sprawiasz, że martwi znowu ożywiają. 

1 komentarz:

  1. "zostanie. - Gdy skończyłam swoją wypowiedź, widziałam malujący się ból na jej twarzy. " - poprawione. Kropka po zostanie i przecinek po wypowiedź ;)
    Mówi się "punkt zaczepienia" :)
    Boże Święty! Tak się wciągnęłam, że masakra!! Nie potrafię nawet znaleźć słów, którymi mogłabym opisać, jak ja się teraz czuję :o

    Ale postaram się coś z siebie wykrzesać ;)
    Po pierwsze straaaasznie dziękuję za dedykację!! I to Z taaakim rozdziałem! Jejku! Ja zwykle piszę, co myślę, na temat jakiegoś bloga, stylu pisania czy pomysłów. Piszę prawdę, bo wiem, że słodząc komuś niepotrzebnie, mogę tylko zaszkodzić :D Ale jejku! Dziękuję! ♥
    Po drugie Twój blog jest naprawdę genialny, z każdym postem odkrywasz coś nowego przed nami, a gdy już myślę, że wiem wystarczająco wiele to zawsze coś pokomplikujesz, coś dodasz, coś odejmiesz i zrobisz tak, że wychodzi zupełnie odwrotnie niż myślałam, że wyjdzie ;) Potrafisz utrzymać tajemniczość i napięcie, dlatego chce się coraz więcej i więcej. Tego nie da się ot tak odstawić i już nigdy nie wrócić. Twoje blogi trzeba przeczytać od początku do końca. Nie tylko by je zrozumieć, bo w trakcie masz bardzo rozbudowane akcje, które wyjaśniają się dopiero po jakimś czasie. Ale również dlatego, że to tak wciąga i uzależnia, że po prostu nie można przestać czytać. Cały czas ma się ten "lekki" niedosyt ^^
    Baardzo podobają mi się Twoje pomysły na opowiadania! Nigdy chyba niczego o duchach czy demonach nie czytałam (haha jedyna moja styczność, oprócz Twoich blogów, to Zaklinaczka Duchów, więc o demonach to ja kompletnie nic nie wiedziałam, przed przeczytaniem Twoich dzieł). Mimo tego, że jestem taka zielona w tych sprawach, to ogarniam wszystko bardzo dobrze, bo fajnie wprowadzasz wszystko na "scenę". Niby akcja idzie szybko do przodu, ale wyjaśniasz czy przedstawiasz te wątki z demonami czy innymi stworzeniami tak... powoli i dokładnie, że wiem, o co biega :D Nie mam pojęcia, czy będziesz wiedziała, o co mi chodziło :D Ale to też jest plus :D Żeby nie było ^^
    Co do tego rozdziału... Nie wiem, czy sprawdzałaś go, czy nie, ale było kilka powtórzeń - zwłaszcza czasownika "być". Poza tym niepostawione przecinki a tam, gdzie zaczyna się rozmowa z psychologiem, nie ma myślników przed rozpoczęciem dialogu :) Kilka błędów, jak napisałam było, ale myślę, że są spokojnie do ogarnięcia ;)
    A co do już treści to mówię, jest tak wspaniała, że nie wiem, od czego zacząć :D Hahah nie wiem, dlaczego, ale na początek od razu wysunęła mi się bójka chłopców. Hihih czekam na moment, w którym będą się tłumaczyć, dlatego to się pobili i wgl :D
    Cass uznana za martwą? Ej wszyscy tam są tak poplątani w te duchy i demony, że masakra. Jej ciotka, psycholog, bibliotekarka, jej kot :D Ja nie mogę! Wszyscy ją oszukiwali? Czy jak? No i te słowa wypowiedziane przez sen... Czyli, że wiedziała, że coś się stanie? Jejku, jejku! Tyyyle się dziejee! Masakra. I na dodatek jej babcia, która była taka kochana a potem zrzekła się praw. Przeczuwam, że miała konkretny powód, żeby to zrobić. Pewnie i ona jest w to wszystko zamieszana :D
    Ale końcówka to już przebiła normalnie wszystko! I to ostatnie zdanie! Kocham je! Jest takie cudowne!!! *,* Mówisz na mnie, że kończę w TAKICH momentach, a sama nie jesteś lepsza!! :p Tylko znaleźć Cię, wycisnąć z Ciebie następny rozdział i czuwać z batem, byś pisała dalej!!
    Teraz nie będę mogła zasnąć przez tą końcówkę! Tim stał się człowiekiem? Czy czymś podobnym do człowieka? Cokolwiek się z nim zrobiło to jakim cudem Cass potrafi czynić takie bajery? :D Tyyyle pytań. Tak mało odpowiedzi :(
    Jeszcze raz dziękuję za dedykację! To taaakie miłe! *,* :*
    Pozdrawiam serdecznie!
    Zuza <3

    OdpowiedzUsuń