czwartek, 26 lutego 2015

Rozdział 10 "Jeśli Bóg jest z nami, któż przeciwko nam?"

Puk puk.
Kto tam?
To ja, Seoanaa!!! :D

No więc wróciłam :3 Oczywiście witam was z nową notką. Niezbyt ciekawą, ale jest xd
Jak wam mija tydzień? To już czwartek ^.^ Jeszcze jutro i witamy weekendzik :D Przyznam, że od poniedziałku do środy pisałam testy... OMG :D Nudne, trudne i męczące :3 Dlatego też dzisiaj zrobiłam sobie dzień wolny :D Dokończyłam notkę, a z racji tego, że naprawili mi router mogę wrócić do świata żywych :*
 Spokojnie, powoli zabieram się za wizyty na waszych blogach <3
 Miłego czytania <3





 Wpatrywałam się w nich z otwartymi ustami. Co innego miałam zrobić? Byłam przerażona, zmieszana i wszystko inne co było możliwe. Ale teraz głównie strach przemawiał przez moje ciało. Nie byłam pewna co miałabym zrobić, lecz cichy głosik w mojej głowie szeptał mi, że powinnam zachować spokój. Nie pozwolić emocjom obezwładnić wszystkie zmysły.
 – Musimy się zbierać – powiedziałam, po czym zerknęłam za siebie, gdzie stała pani Steele. Wpatrywała się we mnie dziwnym wzrokiem, jakby zaraz chciała mnie zaatakować. – Musimy stąd wyjechać, zanim oni tu przyjadą.
 – To radzę wam się pośpieszyć, bo są już w mieście – poinformował nas Mitch. – I będą tu za parę minut.
 Chwyciłam Tima za rękę i ruszyłam w stronę wyjścia.
 Letty otrząsnęła się i także chciała iść, jednak zatrzymała mnie bibliotekarka, uniemożliwiając jakąkolwiek ucieczkę. Florence stanął obok niej.
 – Zdrajca – mruknęłam w jego stronę. – Przepuść mnie – rozkazałam kobiecie.
 – O nie! – zaprotestowała. – Poczekasz ze mną na nich. Już dość naraziłaś się nam obu. Wiesz, ile przez ciebie będę miała problemów?
 – Nie obchodzi mnie to – syknęłam przez zaciśnięte zęby. – Zasłużyłaś sobie!
  Kobieta złapała mnie za ramię, jednak ja wyrwałam się jej, przez co omal nie upadła. Wzięłam Tima na ręce  i wszyscy ruszyliśmy w stronę wyjścia. Kątem oka dostrzegłam, jak Mitch siłuje się z Florencem. Śmiesznie to trochę wyglądało, gdy taki chłopak bił się z XVIII - wiecznym duchem, który gdyby nie służba, nie umiałby sobie zawiązać butów. Na szczęście po śmierci nie miało się takich problemów.
 Złapałam Letty za rękę, gdyż widziałam, że niezbyt dobrze radziła sobie z tą sytuacją. Przecież nie mogło być inaczej... Zobaczyła ducha. Ducha, który wracał do świata żywych. Ten fakt sam w sobie był straszny, a co dopiero zobaczyć to na własne oczy.
 Jednak nie dane nam było wyjść z tego budynku. Drzwi z impetem otworzyły się, a w ich progu ukazało się dwóch demonów. Wściekłość biła z nich, jak wielki neonowy napis przed budką z kanapkami. Gdy tylko nas dostrzegli, Azz ruszył w kierunku Scarlett, która postanowiła spróbować wymknąć się tylnym wyjściem. Przebiegł tuż obok, nie zwracając na mnie żadnej uwagi. Miałam ochotę krzyknąć z nerwów. Co ja mu takiego zrobiłam, że postanowił całkowicie zignorować moje istnienie?
 – Tim – szepnęłam do chłopca. – Nadal możesz się przenosić? – przytaknął. – Więc idź do domu. Spakuj wszystkie moje rzeczy i czekaj tam na mnie.
 – A co z Mary? – zapytał chłopczyk.
 – Nie wiem – posmutniałam.
 Jej obecność było kolejnym problemem, który dodałam do naszej listy. Widniał gdzieś między dowiedzeniem się prawdy o mnie, znalezienie jakiegoś racjonalnego wytłumaczenia na przemianę Tima, przypomnienie sobie, co tak naprawdę stało się w dniu wypadku i pytaniem: Czym jestem?
 – Idź i weź ze sobą Percy'ego – rozkazałam, po czym duszek zniknął zostawiając mnie samą przed starciem z Jamesem.
 Czy się bałam? Skąd. Teraz było mi już wszystko jedno.
 James podszedł do mnie, zaciskając dłonie w pięści. Może trochę się przeraziłam, widząc jawnie jego złość.
 – Castiel – warknął.
 – Beleth – powiedziałam potulnie. – Ty także przyszedłeś tutaj, aby znaleźć sobie nowy romansik na nudne wieczory?
 – Tak. I przy okazji dorwać zbiega, który postanowił nieco utrudnić mi moje istnienie. Wiesz, na starość demonom także należy się spokój.
 Od słowa do słowa, coraz głośniej warczał.
 – Już spokojnie, demonku – zaśmiałam się. – Nie wiem czym się denerwuj... – przerwałam, gdy usłyszałam jakiś huk za sobą.
 Odwróciłam się i spojrzałam na Letty, która rzucała książkami w Azza, wykrzykując jakieś wyzwiska w jego kierunku. Chłopak bezskutecznie bronił się rękami. Dziewczyna trafiła książką w jego piszczel, a gdy złapał się za bolące miejsce, poprawiła rzutem w głowę.
 – Boże, Letty! – wrzasnęłam. – Zostaw te biedne książki w spokoju! Co one ci takiego zrobiły?
 – Zignoruj ich – rozkazał mój towarzysz.
 – Ale tamci ludzie... – wskazałam na kilku czytelników, którzy wpatrywali się w całe zajście.
 Całe życie uważałam, żeby nie wzbudzić nadmiernej uwagi publiczności. Gdy zrozumiałam, że nikt mi nie wierzył, a tylko uważana byłam za pośmiewisko, dałam sobie spokój. Do czasu, aż moje umiejętności się nie rozwinęły. Zaczęłam coraz lepiej wyczuwać obecność duchów i zdarzało mi się z nimi rozmawiać. Z racji tego, że dla obcej osoby wyglądałam, jakbym mówiła sama do siebie, zważałam na to, żeby nie wyjść na wariatkę. A tu co? Proszę. Ludzie byli świadkami ożywienia ducha, kłótni w BIBLIOTECE i rozmowy z demonami. Ta... Na pewno nic nie zauważą.
 – Widzisz, Castiel, gdybyś została i pozwoliła mi ci choć część wyjaśnić, wiedziałabyś, że pani Steele, kilkoro twoich nauczycieli, Mary i inni, czyli ci, którzy właśnie siedzą tutaj, są tacy, jak ja, ty, albo po prostu wiedzą, że duchy istnieją. Że demony chodzą po Ziemi. Że jest więcej osób podobnych do ciebie.
 – Co? – Może to był jednak zły pomysł, żebyśmy wraz z Letty zaczęły szukać na własną rękę?
 – A teraz zabierzesz swój piękny tyłeczek, powiedz Scarlett żeby poszła z nami i przestała atakować Azazela i wyjedziemy stąd, żebym mógł cię obronić przed tym anielskim dupkiem.
 – Dlaczego nie mogę się z nim kontaktować? Przecież, skoro jest aniołem, to nie powinien być tym dobrym?
 – Tylko mi nie mów, że chcesz się z nim spotkać – zaśmiał się. – No cóż, gdybyś została, to pewnie bym ci to wszystko wyjaśnił.
 – Jezu – jęknęłam. – Mówisz tak, jakbyś był jakimś moim stróżem.
 – Może tak jest? Jestem twoim obrońcom, który próbuje uchronić cię przed złymi decyzjami. I jak widać zawiodłem.
 Ponownie spojrzałam na swoją przyjaciółkę. Konflikt między nią, a jej chłopakiem został zażegnany i teraz znajdowała się w jego objęciach. Widziałam, jak jej ramiona lekko drżą, co znaczyło, że płakała. W końcu się załamała, dzięki czemu uświadomiłam sobie pewną rzecz. Wiadomość, o tym, że jesteśmy inni, wpłynie także na nią. Na jej życie, przyszłość... Chociaż, prosząc Tima o przysługę, przewidywałam taki scenariusz.
 – My już nie wrócimy, prawda? – zwróciłam się do Jamesa, który lekko pokręcił głową.
 – Przykro mi, Castiel – powiedział. –  Teraz, gdy już wiesz, że nie jesteś jedyna, twoje życie całkowicie się zmieni. Ujawnią się umiejętności, które cię przerosną. Musimy wyjechać i jakoś nad tym zapanować, żebyś mogła wrócić i żyć wśród zwykłych ludzi.
 – A co z ciotką, szkołą czy Tessą? Nie będzie to dla nich podejrzane, że nagle wyjechałam?
 – Wiesz, że to nie jest żaden problem, gdyż wcześniej często się przeprowadzałyście. A Tessa i Mary... przykro mi to mówić, ale one wiedzą o tobie i były przygotowane na to, że kiedyś wrócę po ciebie.
 Nie załamię się. Nie załamię się. Boże, mam ochotę ryczeć!
  – Bez Tima i Percy'ego się nie ruszę - oznajmiłam stanowczo. – Niech ktoś pojedzie po nich i moje rzeczy. Później możecie zabrać mnie gdzie tylko chcecie.
 Usłyszałam śmiech demona, chociaż moja mina cały czas była poważna. Nagle James zbliżył się do mnie, a jego usta znalazły się tuż przy moim uchu.
 – Pamiętaj, że ja też potrafię słyszeć myśli. – Kurwa. – Więc przy mnie nie musisz udawać tej twardzielki. Taka bezbronna i zdana na moją łaskę, również jesteś słodka – uśmiechnął się.
 Chyba zrobiłam to, co było najodpowiedniejsze w tej sytuacji. A mianowicie, uderzyłam go w twarz, poprawiłam torbę na ramieniu i z uniesioną głową ruszyłam na zewnątrz.
 – O ile mi wiadomo, to trochę nam się śpieszy – rzuciłam przez ramię, nie patrząc na demona.

 Cisza w samochodzie niemal doprowadziła mnie do szaleństwa. Nawet Percy o dziwo był spokojny, chociaż zawsze w obecności obcych dostawał szału. Wstąpiliśmy także po kilka rzeczy Letty, gdyż i ona wyjeżdżała z nami. Wiedziałam, że nigdy mi tego nie zapomni. Znajomość ze mną niszczyła jej życie, lecz moje także. Gdybym tylko potrafiła, zamieniłabym się miejscem z kimkolwiek. Żyła inaczej i lepiej niż dotychczas.
 W aucie starałam się mało myśleć, skupiając całkowicie swoją uwagę na krajobrazie. Jednak ukradkowe spojrzenia Jamesa na mnie w lusterku powodowały, iż w myślach klęłam na niego w każdym możliwym sposobie. Co jakiś czas obaj demony parskały śmiechem, gdy tworzyłam nowe słowa.
 Tak więc, Kuternoga James nie rozmawiał ze mną. Czy raczej ja z nim. Dlatego też zamiast zwiedzać miejsce, do którego przyjechaliśmy, wzięłam kota na ręce i ruszyłam w stronę lasu, aby trochę pomyśleć. Musiałam zastanowić się nad tą sprawą i mieć pewność, że nikt nie usłyszy moich myśli.
 Nie wiedziałam gdzie się znajdujemy. Podczas kilkugodzinnej jazdy na pewno przejechaliśmy kilka stanów, a teraz przebywaliśmy na jakimś zadupiu, gdzie najbliższe miasto - jak udało mi się zauważyć - leżało kilka kilometrów od nas.
 Budynek z zewnątrz nie wydawał się jakiś wielki. Był to zwykły piętrowy dom. Żadnych kolumn na werandzie, wielkich podjazdów przed wejściem, czy basenu w ogrodzie. Zwyczajne mieszkanie dla zwyczajnych ludzi. A przynajmniej takie sprawiało wrażenie...
 Nie miałam jakiegoś wielkiego wyboru, jeśli chodziło o miejsce, do którego chciałam się teraz udać. Wokół był las, więc ruszyłam za posesje, lecz nie oddalałam się zbyt daleko. Nie chciałam się zgubić.
 Słyszałam, jak pod moimi nogami trzaskają mokre gałęzie. Wiatr uderzał w moje ciało ze wszystkich stron, a ja byłam na tyle inteligentna, że nie wzięłam żadnej kurtki. Nawet gdy na zewnątrz zapowiadało się na deszcz.
 Byłam sama - tak, jak chciałam, więc mogłam teraz pomyśleć. Ale nad czym? Co takiego chciałam rozważyć, będąc w samotności? Wszystko było jasne i przejrzyste. Najbardziej jednak bolało mnie to, że choć Mary wiedziała o wszystkim, robiła ze mnie wariatkę. Tak, jak wszyscy inni. Zostałam sama ze swoimi problemami. Z umiejętnościami, które żadne podręczniki nie wyjaśniały. Stałam się Przewodniczką dusz, którym pomagałam przejść na drugą stronę, chociaż nie wiedziałam co się tam znajduje. Lecz czułam, że to nie było moje prawdziwe zadanie. Tak naprawdę, to byłam bardziej związana z martwymi, niż żywymi. Wolałam towarzystwo swoich wymyślonych przyjaciół niż obecność ludzi, którzy traktowali mnie jak dziwoląga. Zastanawiałam się, jakby wyglądało moje życie, gdybym wcześniej dowiedziała się o innych osobach, które były podobne do mnie? Że nie jestem jedyna.
 – Cass? – usłyszałam niepewny głosik Tima za sobą.
 Gdy się odwróciłam, duch stał za mną. Dla niego ta sytuacja także była trudna. Był zmieszany, zagubiony i przerażony. Nagle okazało się, że potrafiłam przywrócić go do życia. Choć na chwilę... Jeśli jednak moje przypuszczenia były prawdziwe, to mógłby wrócić do żywych. Mógłby przeżyć swoje dzieciństwo, jak normalne dziecko.
 – Choć tu, mały – chłopczyk przytulił się do mnie, a moje serce pochłonęło kolejny sztylet. On też przecież miał uczucia i dzięki mnie jego świat także stanął do góry nogami.
 – Co teraz z nami będzie? – zapytał.
 – A co ma być? – Starałam się zachować spokój. Jeśli teraz ja bym się załamała, wszystko ległoby w gruzach. Prawda była taka, że starałam się utrzymać jakoś naszą trójkę, a poddając się, zniszczę wszystko. – Tim, nic się nie zmieniło. I spójrz na to z innej strony – uśmiechnęłam się. – Mogę wreszcie się czegoś nauczyć o tobie i swoich umiejętnościach. Kto wie? Może odkryjemy coś, co nam pomoże?
 – A będę mógł znowu bawić się z innymi dziećmi? – głos ducha był przepełniony radością. Nie chciałam go okłamywać. Szczególnie teraz, gdy znalazł jakiś pozytyw w tej sytuacji.
 – Jeśli rzeczywiście potrafię cię ożywić, to czemu nie? – Poczułam, jak kropla deszczu ląduje na mojej głowie. – Wracajmy – oznajmiłam i obydwoje ruszyliśmy do naszego nowego domu, a Percy smacznie sobie spał w moich ramionach.
 Po kilku sekundach deszcz dorwał nas. Spływał z nieba, jak wodospad, więc dotarłam do domu cała mokra. Drzwi o dziwo były zamknięte, chociaż zamiast zadzwonić dzwonkiem krzyknęłam w myślach: Beleth! Rusz swój zakichany zad i otwieraj! 
 Demon usłyszał mnie - zdziwiłabym się, gdyby tego nie zrobił - więc ociekając wodą stanęłam w skromnie urządzonym domku.
 – Scarlett, zaprowadź ją do łazienki i daj jakieś ubrania, a ja pójdę rozpalić w kominku – rozkazał.
 Dziewczyna na mój widok wybuchła śmiechem. No tak. Byłam słodkim, przemoczonym, niebieskowłosym elfikiem. Z kotem w ramionach.
 – Jak już się ogarniesz, dasz mi te ciuchy? – warknęłam.
 Percy'emu także nie podobała się ta sytuacja. Chociaż w przeciwieństwie do innych kotów, uwielbiał wodę. Mógłby w niej leżeć całymi dniami.
 – Masz go – podałam jej zwierzaka. – Wytrzyj go, a ja pójdę się wykąpać.
 Zostawiając za sobą mokre ślady, ruszyłam w poszukiwaniu łazienki. Gdy już ją znalazłam, z ulgą zrzuciłam z siebie mokre ciuchy i zanurzyłam się pod ciepłą fontanną wody. Wyszorowałam się, jakbym przesiąknęła nie wiadomo jakim brudem. A później uświadomiłam sobie, że nie wzięłam nic do przebrania się, ani nie wiedziałam gdzie znajdowała się moja walizka.
 Świetnie. Po prostu zajebiście!
 Sięgnęłam po dwa ręczniki, w którym schowałam włosy, zaś drugim opatuliłam się, abym mogła bezpiecznie wyjść z łazienki. Na moje szczęście musiałam trafić na kogoś w takim stroju. I oczywiście był to Beleth.
 – Ładnie wyglądasz – oznajmił, uśmiechając się łobuzersko.
 – Pieprz się – warknęłam. – Gdzie jest moja walizka?
 Chłopak wskazał drzwi do jakiegoś pokoju. Otworzyłam je i dostrzegłam swoją torbę, leżącą na łóżku.
 Pokój był ustrojony tak, jak cały dom: skromnie i elegancko. Wielkie łóżko dwuosobowe stało przy ścianie, znajdującej się naprzeciwko kolejnych drzwi. Jedną z ścian zagradzały meble - jedna szafa dwudrzwiowa, komoda z kilkoma półkami i biurko. Przy oknie stał regał z książkami.
 – Następnym razem, jak będziesz chciała korzystać z prysznica, tu masz swoją łazienkę – wskazał drzwi, nad którymi wcześniej się zastanawiałam.
 Omiotłam jeszcze raz pokój i dostrzegłam, że nie ma w nim żadnych ozdób, zdjęć czy innych duperelków. Czyli tak, jak lubiłam. Szczególnie spodobał mi się jego fiołkowy odcień i ciemnobrązowe meble, które idealnie pasowały do koloru ścian.
 Z torby wyciągnęłam ubrania, które chciałam na siebie włożyć, lecz na szczęście, zanim ściągnęłam z siebie ręcznik, przypomniałam sobie o obecności upierdliwego intruza.
 – Mógłbyś... Wyjść? – zapytałam.
 Zamiast wypełnić moją prośbę, Beleth rozłożył się na łóżku.
 – Zastanawiałem się, dlaczego masz tak mało rzeczy – postukał się palcem w brodę. – Jeśli chcesz, jutro mogę zabrać ciebie na jakieś zakupy. Myślałem też, że chciałabyś kupić jakieś ozdoby, żeby nie było tu tak pusto.
 – Nie, dzięki – weszłam do łazienki i zamknęłam drzwi na klucz. Ubrałam zwykły, szeroki sweter i czarne dresy.
 Wychodząc z łazienki dostrzegłam kolejne drzwi, prowadzące do zapewne innej sypialni.
 – Proszę, powiedz, że tam nie jest twój pokój – rzuciłam, gdy demon wciąż nie ruszył się z miejsca.
 – Przykro mi – wyszczerzył się w uśmiechu. – Oni zajęli górę, a ja nie mam ochoty... – odchrząknął – słuchać różnych odgłosów.
 – Wcale nie jest ci przykro – rzuciłam oschle. – Jak długo tu będziemy?
 – Kilka tygodni? Może miesięcy? Ewentualnie parę lat – wzruszył ramionami. – To zależy, jak szybko będziesz potrafiła panować nad umiejętnościami.
 – Możesz mi powiedzieć, co ja potrafię? I dlaczego ty masz mnie pilnować, a nie Jackson?
 – Nie wymawiaj jego imienia w mojej obecności – warknął. – Jak sama zauważyłaś, potrafisz rozmawiać z duchami i czytać w ludzkich umysłach. Możesz też rozpoznawać nieludzi, takich jak ja. Z czasem nauczę cię to kontrolować. Będziesz mogła wybierać, w czyim umyśle chcesz poszperać, albo możesz też zmienić czyjąś wolę.
 – Będę mogła zmieniać wspomnienia? – przytaknął. – A czy ktoś mi je zmieniał?
 Beleth nie odezwał się. Czyli tak.
 – Chcę je odzyskać – oznajmiłam.
 – To może trochę potrwać. Będziesz musiała sama je odblokować, ale nie martw się. Pokażę ci, jak to się robi. – Dlaczego miałam wrażenie, że kłamie? – Jesteś strażnikiem, elfiku. Łącznikiem między światem żywych, a martwych. – Wyczułam, że kłamie. Znowu. – Twoim zadaniem jest utrzymać ład na Ziemi.
 – A jaką rolę ty w tym wszystkim pełnisz? Co mają do tego demony?
 – To jest historia na inny wieczór – wstał i ruszył w stronę korytarzu. – Masz ochotę na gorącą czekoladę?
 – Z piankami i bitą śmietaną – rzuciłam, po czym sama wstałam, chcąc porozmawiać z Letty.
 – Są tylko te małe pianki – powiedział, patrząc na mnie wzrokiem zbitego psa.
 – Idealnie – wyszczerzyłam się w uśmiechu, a następnie ruszyłam szukając swojej przyjaciółki.

 W kuchni znalazłam Letty z jej facetem. Jak na komendę obydwoje się odwrócili, a gdy mnie dostrzegli Azz kulturalnie i spokojnie opuścił pomieszczenie. Dziewczyna została sama, trzymając w dłoni trzepaczkę.
 – No co? – uniosła brwi ze dziwienia. – Rusz dupsko i pomóż mi z obiadem, skoro postanowiłaś wygonić Azza.
 – Nie ja, tylko on sam ma jakiś problem ze mną – oburzyłam się. – Czy ja coś mu zrobiłam, że mnie tak unika? Nie. Więc się mnie nie czepiaj.
 Letty pomieszała coś w garnku, a następnie odstąpiła miejsce Belethowi, który sięgnął do szafki po dwa kubki.
 – Wiesz co? – zwróciłam się do niej. – Mam lepszy pomysł. Beleth – chłopak odwrócił się. – Bądź tak miły i zrób coś do jedzenia, a my idziemy obgadać kilka spraw, dobrze? Dziękuję – nie czekając na jego odpowiedź pociągnęłam dziewczynę za rękę w stronę kanapy, która znajdowała się prze drzwiach balkonowych, tuż naprzeciwko kominka, który ogrzewał całe pomieszczenie. Znajdowałyśmy się w idealnym kącie, gdzie nikt nas nie widział, ani nie mógł usłyszeć. Chyba, że demony posiadają super-hiper-mega-słuch.
 – Dobra, a teraz powiesz mi co sądzisz o tej sytuacji.
 – Jak to co? – zaśmiała się. – To wszystko jest do dupy! Ale... nie jest aż tak źle.
 – Zrobili ci pranie mózgu, czy co? – wkurzyłam się. – Przecież do niedawna nawet nie chciałaś znać Azza! A teraz?
 Przypuszczałam, że namieszali jej trochę we wspomnieniach,
 – Wiem, jak to wszystko wygląda – westchnęła. – Jest mi ciężko, owszem, ale nie mogę cię zostawić w tym wszystkim samej. Razem to zaczęłyśmy i razem skończymy.
 Miałam łzy w oczach. Boże, Letty była najwspanialszą osobą, jaką kiedykolwiek poznałam!
 – A jeśli chodzi o mojego faceta... – kontynuowała. – Nie wiem dlaczego cię unika, ale chyba jest tu po to, aby ci pomóc. Beleth też wydaje się nie najgorszy, ale takie samo zdanie miałam na temat Jacksona. Był miły, a jak się okazało? – Azazel trochę mi o nich opowiedział. Nie wiem czy chcesz tego słuchać – zarumieniła się.
 Miałam ochotę palnąć się w głowę.
 – Omińmy wasze gorące szczegóły i przejdźmy do konkretów.
 – No więc, przyznam, że na początku bałam się. Chyba w końcu uświadomiłam sobie, że czuję do niego coś więcej niż zwykły romansik. To była miłość i właśnie ona mnie przerosła.
 – Muszę to zapisać – zaśmiałam się. – Wielka łamaczka serc zakochana!
 – Przestań! – skarciła mnie. – Nie byłam pewna, czy on też to odwzajemnia. Nasz związek nie trwał zbyt długo... Ale w bibliotece, gdy wykrzyczałam mu wszystko i pobiłam go, wyznał, że mnie kocha. – Demony kochają gwałtownie i prawdziwie. – Powiedział, że może mi to udowodnić zaręczając się ze mną, tak jak robi się to w jego świecie – wyznała cała w skowronkach.
 Przełknęłam głośno ślinę. Jak niby on miał to zrobić? Skoro byli demonami i pochodzili z Piekła... Bałam się, że ten jej entuzjazm mógł być za wczesny.
 – Beleth opowiedział mi o ich tradycjach. Zaręczyny polegały na oddaniu się całkowicie swojej partnerce - ciałem i duszą. Ja też oddam się jemu, a nasze istnienia będą się dopełniać. Ale on chce też wyryć moje imię na swoich plecach – zaśmiała się. – To taki znak, który mówi ci do kogo należysz.
 – Naznaczy się, jak bydło – wybuchnęłam śmiechem wyobrażając sobie Azazela z żółtym trójkątem w uchu, Takie domowe zwierzątko. – Jesteś pewna, że tego właśnie chcesz?
 O mój Boże! Przecież ona była za młoda na ślub!!! 
 – Tak – nagle posmutniała. – Wyznał mi, że już kiedyś stracił kogoś, kogo kochał ponad życie i teraz musi się mierzyć z konsekwencjami. Nie chce także mnie stracić, więc zrobi wszystko, żebym była z nim.
 – Nie sądzisz, że jest to trochę staroświeckie? Rany, nie mieszkamy w średniowieczu, a ty nie jesteś zamkniętą w wierzy księżniczką...
 – Ale kocham go – przerwała mi. – I nie chcę żyć bez niego. Cass...
 – Nie musisz. Cieszę się, że jesteś z nim szczęśliwa i nawet jeśli musiałaś zostawić dla mnie czy dla niego swoje poprzednie życie, to dziękuję ci. Nie wiem czy dałabym sobie sama z tym wszystkim radę.
 Przyjaciółka przytuliła mnie,
 – Oj, Cass. Dla ciebie jestem gotowa zrobić wszystko. I uwierz mi, że jestem tu głownie z twojego powodu.
 – Ale... – westchnęłam. – Letty, ja im nie ufam. Nie ważne co powiem, czy powiedziałam, oni coś przed nami ukrywają.
 – Już dawno się domyśliłam, że demony to kanciarze i oszuści. Masz rację. Nie możemy im wierzyć.
 Spojrzałam zdziwiona na swoją przyjaciółkę. Czy to znaczyło, że Azazelowi ona również nie ufała? Możliwe, choć przecież miała powody.
 Podsumowując całą sytuację. Byłam w obcym miejscu z dwoma demonami, najlepszą przyjaciółką, duchem i jego kotem. A i nie zapomnijmy dodać, że moja ciotka, Mary, nawet się ze mną nie pożegnała. Nie chciała też porozmawiać i wyjaśnić mi cokolwiek. Tak więc zostałam sama. Całkowicie sama ze swoimi problemami i brakiem jakiegokolwiek planu na przyszłość. I chyba to stało się moim głównym priorytetem: Znaleźć jakieś wyjście awaryjne.
 – Wiesz co? – mruknęłam pod nosem, krzyżując ręce na piersi. – Jesteśmy kijowymi detektywami.

***

 – Castiel! Castiel! – wołał chłopczyk. – Castiel! Gdzie jesteś?
 Wbiegł do stajni, zaglądając do każdego boksu w poszukiwaniu swojej przyjaciółki. Niestety, oprócz koni nikogo nie znalazł. Gdy już chciał sprawdzić dom, dostrzegł jasne światło wydobywające się z ostatniego, nieruszanego kąta, w którym zwykle znajdowały się chore lub kontuzjowane zwierzęta. Przytknął rękę do czoła uświadamiając sobie, że przecież jego przyjaciółka chciała obejrzeć rannego.
 Zajrzał do środka, gdzie na sianie leżał rumak, a nad nim pochylała się brunetka. Gładziła zwierze po usztywnionej nodze.
 – Co robisz? – zapytał zaciekawiony, a następnie wszedł do środka i przykucnął tuż przy niej.
 – Cicho – zbeształa go. – Sasza umiera – posmutniała.
 – Dlaczego tak mówisz? Przecież ona jeszcze się rusza – dotknął Sasze palcem, a ona wzdrygnęła się.
 – Czuje jej serce. Ono... słabnie – pojedyncza łza spłynęła po jej policzku.
 – Nie powinniśmy zawołać babcię? Ona będzie wiedziała co robić.
 – Kazała mi się z nią pożegnać – zaszlochała sześciolatka. – Nie chcę się z nią rozstawać.
 – To tego nie rób – odparł chłopczyk, a następnie podrapał się po głowie. – Wiem! Zabierzemy ją w inne miejsce i ona nie umrze!
 – To nic nie da – dziewczyna otarła łzy. – Będę musiała sama jej pomóc.
 – Ale babcia zabroniła ci używać mocy – dziecko położyło dłoń na ramieniu swojej przyjaciółki. Wydawał się śmiertelnie przerażony tym, że mogła ona złamać zakaz starszej kobiety.
 – To po co mi ona? Jeśli nie mogę pomagać innym, to równie dobrze mogą mi ją zabrać – naburmuszyła się.
 Castiel położyła dłoń na złamanej kończynie, po czym zamknęła powieki, skupiając się na swojej mocy. Wewnątrz ciała czuła dziwne mrowienie. Wzięła głęboki wdech, a z jej dłoni wydobyła się fala światła. Złocista poświata okalała teraz miejsce skaleczenia, lecz po chwili pochłonęła całe zwierze. Nagle wszystko umilkło, oprócz konia, który uniósł pysk do góry i spojrzał na swoją wybawicielkę. W jego oczach dostrzegła ulgę i wdzięczność.
 – Chodźmy. Sasza musi teraz pobyć sama, a jutro wróci do formy.
 Dzieci opuściły boks, kierując się w stronę domu. Zanim jednak wyszli ze stajni, dziewczynka obejrzała się za siebie. Koń próbował podnieść się na własne nogi, lecz był zbyt osłabiony i niedożywiony, aby mógł stać w pełni sił.
 Odwróciła się, a jej przyjaciel czekał na nią. Blond loki zasłaniały mu oczy, chociaż nadal mogła dostrzec błękitną barwę tęczówek, jak i kilka piegów na policzkach. Jego aura była spokojna i przyjemna. Castiel z ulgą odetchnęła z tego powodu. Miała już dość nasłuchiwania się samych przykrych rzeczy w jej mieście. Tu, na gospodarstwie, mogła przynajmniej odpocząć.
 – Kto ostatni w domu ten sprząta boks Bulwy! – zawołała radośnie, a następnie pobiegła do budynku.
  – O nie! – zaśmiał się. – Nie będę sprzątał po tym śmierdzielu – ruszył za dziewczynką, a ich śmiech rozniósł się po podwórku.

5 komentarzy:

  1. " Już dość naraziłaś się nam obu." - naraziła się bibliotekarce czy komuś innemu? Bo z tego zdania wynika, że bibliotekarce, ale z już następnego, że komuś innemu :D
    " Sięgnęłam po dwa ręczniki, w którym schowałam włosy, zaś drugim opatuliłam się, abym mogła bezpiecznie wyjść z łazienki. " - czaisz, o co chodzi? :D O ten pierwszy ręcznik, a raczej o to, że nie napisałaś, że pierwszym ręcznikiem owinęła włosy ;) Było jeszcze trochę błędów, ale myślę, że to przez pośpiech czy coś, bo były tak banalne, że nie sądzę, byś zrobiła je, nie wiedząc o tym, że tak się nie powinno robić :D
    Heeej tak w ogóle! nawet nie wiesz, jak bardzo się cieszę, że dodałaś rozdziały!! Jejku, jejku! Nadal nie mogę przestać się jarać! <3
    Ale powoli przejdźmy do skomentowania rozdziału... :D Zacznę może od tego, że uwielbiam przyjaźń Letty i Cass *,* Wydaje się być taka naturalna! Tylko pozazdrościć Cass takiej przyjaciółki, która zrobiłaby dla niej niemal wszystko - a właściwie już zrobiła, bo zostawiła swoje dawne życie, by jej było lepiej, by ją wspierać i po prostu być przy niej! <3 Może już o tym pisałam, ale tutaj to fajnie wyniknęło, więc musiałam to podkreślić ;)
    Szczerze, to odrobinę przeraża mnie to, w jakim kierunku zmierza związek Letty i Azza. On jest taki... kurcze, sama nie wiem. Okej, kocha ją i w ogóle, ale wydaje się, jakby traktował ją jako swoją własność, a ja osobiście nigdy za czymś takim nie byłam :D Może tutaj będzie inaczej, ale na razie takie mam wrażenie. To całe przyrzeczenie, oddanie duszy i ciała... Nieco przerażające dla wolnego ptaka, zwłaszcza kobiety, która nie lubi, gdy się nią rządzi czy w jakiś sposób kieruje ;)
    Uwielbiam charakter Cass! Jest super dziewczyną, niezależną i za to ją wielbię. Zupełnie inna od swojej przyjaciółki i to zawsze ona, będzie dla mnie lepszą postacią, mimo tego wszystkiego, co zrobiła dla Cass Letty :D Kocham w tym rozdziale to, jak... hmm nie nazwałabym tego rozmową, ale niech będzie... w rozmowie z Jamesem potrafiła się mu odgryźć, odpyskować! <3
    A i Beleth był świetny - ten fragment, gdy dziewczyna zorientowała się, kto będzie jej sąsiadem bezcenny! *,* Już nie mogę się doczekać kolejnych wyjaśnień, kolejnych tajemnic, intryg, przygód. Ogólnie nowych rozdziałów! Jeeeejku! chcę więcej i więcej! Tyle kazałaś mi czekać a teraz jeszcze taka krótka ta notka! Ale w sumie się nie dziwię. Gdybym się nie rozchorowała, w tym tygodniu pisałabym codziennie jakiś sprawdzian, więc łączę się z Tobą w bólu! ;)
    Lecę przeczytać teraz Ostatni Taniec. Tam dłuższa notka, mam nadzieję, że dzisiaj zdążę.
    Tutaj rozdział cudooowny!! <3
    Pozdrawiam serdecznie!
    Zuza <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To pierwsze zdanie jest poprawne :D A komu to później się dowiesz ^^
      Jestem naprawdę mega zdolna :D Żeby zgubić całe słowo w zdaniu? Chyba tylko ja to potrafię xd
      Przyznam, że sama nie jestem zadowolona z poczynań Letty, ale wszystko ma swoje skutki :p Za kilka rozdziałów to się wyjaśni i już nie będzie tak happy :D Albo będzie... To zależy, jak to odbierzecie :D
      Tak mnie zmotywował twój komentarz, że aż zaczęłam pisać następny rozdział xd Ale tak szybko nie dodam. Myślałam, żeby dodawać 1 rozdział miesięcznie, ale po prostu nie wytrzymam xd Rozdziały będę dodawane od 10 do 14 dni :p
      Chyba, że nauczyciele wypną się na nas i urządzą sobie maraton sprawdzianów -,- Ale postaram się nie robić już żadnych przerw :*
      Pozdrawiam
      S.

      Usuń
  2. W końcu dodałaś rozdział! :D
    Bardzo mi się podoba, masz niesamowitą wyobraźnię! Czekam na następne ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Hej, sorry za krótki komentarz. Chcę po prostu, żebyś wiedziała, że czytam i bardzo mi się podoba. Jestem ciekawa co ze wspomnieniami Cass. No i co jeszcze przed nimi demony ukrywają? Azz i Letty razem są cudowni. Pewnie powinnam bardziej lubić Cass i Beletha, ale Azz i Letty pierwsi zdobyli moje serce. Czekam na następny rozdział i życzę dużo weny.
    Mentrix

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O Boże! Właśnie mi uświadomiłaś, że zapomniałam dodać jeszcze jeden krótki fragment! :D Już zaraz dodaje xd

      Usuń