poniedziałek, 30 marca 2015

Rozdział 12 "Jestem waszym królem, nie wymyślonym ani malowanym".

Siemson, misiaki <3 
No to tak... Rozdział troszkę wcześniej :3 Chyba nie będziecie narzekać? :D 
Krótkie info... Chyba trochę zmienię kolejność dodawania rozdziałów, aby w tygodniu dodawać chociaż jeden rozdział z innego bloga xd Mam nadzieję, że rozumienie o co mi chodzi...
Nic w ciągu kilku dni się nie działo... A! Jednak coś jest! :D Na Ostatnim tańcu powstała ankieta, gdyż kończę pisać W imię wolności... i mam kilka pomysłów na nowe opowiadanie xd Wiem, że przesadzam... Nie dość, że mam mało czasu, to jeszcze dowalam sobie robotę :3 Ale jak to ja, gdy jakiś pomysł świta to nie da mi spokoju póki nie przeleję go na papier :D 
Więc zachęcam do głosowania ^^ Bo te historie w najbliższym czasie nie dadzą mi spokoju... xd 
Pozdrawiam!!!!
Kiedyś Seoanaa, teraz Lonely S :*




Kap... Kap... Kap...
 Otworzyłam powieki, lecz gdy tylko dostrzegłam ciemność zaraz je zamknęłam. O dziwo wiedziałam gdzie się znajdowałam. Świetnie. Moje największe marzenie się spełniło...
 Próbowałam wyczuć swoje ciało. Rękę czy nogę, aby nią poruszyć; wstać i gdzieś pójść, byleby jak najdalej stąd.
 Miałam wrażenie, że poruszyłam ręką. Bardziej utwierdziłam się w tym przekonaniu, gdy poczułam ziemię pod palcami. Wbiłam w nią dłoń. Tak. To rzeczywiście była ziemia. Ale co ona tu robiła?
Kap... Kap... Kap...
 Lekki wiatr uderzał w moje ciało, a w nozdrzach poczułam przyjemny zapach świeżo skoszonej trawy. Coś tu było nie tak... I chyba nie znajdowałam się w tym miejscu, co wcześniej sądziłam.
 Cholercia! Na pewno tam nie byłam, skoro wszystko pamiętałam! Krwawiący Azazel i usypiający mnie Beleth...
 Zabiję tego demona. Przysięgam, że gdy go dorwę, to urwę mu wszystkie kończyny!
 Tak, Beleth. Zginiesz śmiercią tragiczna i bolesną.
 Dostrzegłam drzwi. Jasne wrota wśród ciemności. Trudno byłoby ich nie dostrzec, gdy taki prostokąt świecił przed tobą. Nie wiele myśląc ruszyłam w jego kierunku.
 Czas zacząć przygodę! A przynajmniej spróbować nie zginąć – jak to mawiał Beleth.
 I ruszyłam prosto w stronę światła. Czy to nie było śmieszne? Ciemny tunel, a na końcu jasność. Jakbym przechodziła do Nieba. Tak się właśnie też czułam. Miło, spokojnie i... nudno.
 Niebo to jednak nie było miejsce dla mnie. A przynajmniej nie teraz, bo gdy tylko przekroczyłam próg jasności, wpadłam do kolejnej otchłani.
Kap... Kap... Kap...
 Szum wody otulał mnie swoim dźwiękiem. Morska bryza próbowała wedrzeć się do nozdrzy, lecz została zagłuszona jaśminowymi świeczkami. Uniosłam powieki, a pierwsze co zobaczyłam to niebo. Piękny, bezchmurny błękit. Spokojny i melancholijny. Nagle coś białego przemknęło przez nigoe.  Wyglądało to, jak wielki ptak, albo... anioł.
 To był anioł.
 Usiadłam, aby dokładniej się rozejrzeć. Gdzie ja byłam? Co to za cholerne miejsce?!
 Wszystko wydawało się być takie zwykłe, lecz idealne. Zielona trawa, równo przycięte drzewa w sadzie i altanka tuż przy klifie. To było doskonałe i nierealne.
 Dostrzegłam delikatny mur rozciągający się wokół sadu. Był biały niczym śnieg i, jakby nie patrząc, wydawało się, że regularnie go czyszczono. Szczotkami wielkości szczoteczek do zębów.
Gdzie ja, do kurwy nędzy, byłam?!
 - Przepraszam! - zawołał jakiś głos za mną. - Proszę się tu tak brzydko nie wyrażać!
 Odwróciłam się i ujrzałam małego mężczyznę odzianego w białą szatę. Świetnie. Biały mur, biała altanka, białe morze i białe aniołki fruwające po niebie! Widać, że ktoś miał obsesje na punkcie bieli...
 - Możesz sobie darować te dogryzki. Tutaj nie zrobią na nikim żadnego wrażenia – karzeł wypiął pierś.
 Sięgał mi do pasa. Spojrzałam na knypka, próbując dostrzec jego twarz, gdy nagle uniósł głowę, a jego złociste włosy zatańczyły na wietrze. Teraz wpatrywały się we mnie błękitne tęczówki, w których widniała radość. Jego uśmiech utwierdził mnie w przekonaniu, że cieszył się na mój widok. Jednak wielka blizna ciągnąca się od policzka, przez nos, aż do czoła mówiła coś innego. No i te ostre rysy twarzy. One kazały mi wiać gdzie pieprz rośnie.
 – Mógłbyś mi powiedzieć gdzie jesteśmy? – zapytałam ponownie się rozglądając. Słońce strasznie raziło mnie w oczy, więc stworzyłam sobie prowizoryczny daszek z dłoni.
 – No, jak to gdzie?! – oburzył się. – Jesteśmy w Niebie!
Fuck. Przez wielkie „F”.
 – Prosiłem, żebyś nie przeklinała!
 – Wara od moich myśli, dziadku – prychnęłam. No cóż, moje zachowanie było niezwykle dziecinne i godne pochwały.
 – To, że mam kilka tysięcy lat, to nie znaczy, że jestem dziadkiem.
 – Czyli jestem martwa? – zignorowałam jego odpowiedź.
 – Oczywiście, że nie – zaśmiał się. – Dla ciebie już dawno przygotowaliśmy miejsce w Piekle
Super! A moim mężem będzie Beleth, sąsiadem Azazel - jego żona Letty, a nasze diabełki będą się razem bawić w ogniu!
 – Nie waż się komentować tego! – zagroziłam karłowi, widząc, jak otwiera już usta. – Daj mi czas, aby to wszystko przetrawić.
 – Słonko, ty nie masz czasu – mruknął pod nosem. – Im dłużej tu zostaniesz, tym trudniej będzie ci wrócić do domu.
Kap... Kap... Kap...
 – Dobra! – krzyknęłam. – Wytłumacz mi chociaż co ja tu robię – poprosiłam niezbyt grzecznie.
Karzeł usiadł na trawie i odwrócił twarz w stronę słońca, napawając się jego ciepłem.
 – Nie wiem – wyznał. – To wszystko nie powinno się zdarzyć.
Czyli powinnam nadal siedzieć z demonami i medytować?
 – Lepsze to niż nic – wzruszył ramionami.
Byłam zła na niego i na siebie, za to, że wciąż zapominałam pilnować swoich myśli, co bez problemu wykorzystał.
Chwila... Jak to szło? Po prostu musiałam przesunąć ten pstryczek i... Bam! Moje myśli były bezpieczne, a duma tryskała ze mnie na kilometr.
 – Nieźle – pochwalił mnie mężczyzna. – Szybko się uczysz.
 – Jeśli w grę wchodzi cudze życie, to jestem gotowa na wszystko – odparłam.
 – Nie rozumiem dlaczego zależy ci tak na ich życiu. Przecież to są demony i zasługują by smażyć się w ogniu piekielnym – oburzył się karzeł.
 – Nie wiem czemu to robię – przyznałam, wzruszając ramionami. – Może i są demonami, ale nikt im nie kazał się zachowywać jak one, prawda? Owszem, popełniają błędy, ale ludzie też nie są idealni. Nawet aniołowie posiadają swoją ciemną stronę – w odpowiedzi karzeł wybuchł śmiechem.
 – Castiel, ty i twoja niewiedza! Nie wyobrażasz sobie o jaką cenę toczy się ta walka. Dlaczego cały zastęp aniołów ruszył na Ziemię i dlaczego Piekło werbuje nowych diabłów. Nic nie rozumiesz – pokręcił głową.
 – Więc mógłbyś z łaski swojej mi wytłumaczyć?
Kap... Kap... Kap...
 Karzeł spojrzał na mnie mrużąc powieki. Promienie słońca jego także oślepiały. Westchnął głośno, po czym rzekł:
– Masz wielką moc, Castiel. Jesteś dzieckiem, na które czekaliśmy przez ostatnie setki lat. Naszym zbawieniem, albo utrapienie.
 – Czyli? – uniosłam brew. – Może trochę jaśniej?
 – Jak jej los na kamieniu wyryty,
Tak przez ludzi jeszcze nie odkryty.
Ona jest naszym zbawieniem,
Ale może być też utrapieniem.
Na dwóch światów pograniczu stoi,
I żadnego się nie boi
Anioł i demon szepczą jej do ucha,
Ale kogo wysłucha?
Jednak, gdy w kielichu władzy usta swe umoczy,
Już na zawsze świat mocą swą zjednoczy.
 – No pięknie – mruknęłam. – Więcej zagadek?
 – To nie jest żadna zagadka – zaśmiał się. – To twoja przyszłość.
Kap... Kap... Kap...
 – Boże! – krzyknęłam. – Czy możesz zrobić coś z tym kapaniem? To jest strasznie irytujące!
 To tak, jakby wrócić zmęczonym po kilku godzinnej pracy. Położyć się spać i słyszeć w kuchni, jak z kranu cieknie woda. Wtedy uświadamiasz sobie, że nie masz ochoty iść to dokręcić, ale ten dźwięk jest tak denerwujący, że w końcu wstajesz i niemal niszczysz ten kran. Ponowne położenie się do łóżka nie jest już takie samo i to tylko przez tą cholerną wodę.
 – To nie ja – uniósł ręce w proteście. – Ale chyba wracasz już do siebie.
Spojrzałam na swoje ciało, które bledło. Powoli znikałam... I wciąż słyszałam to kapanie!
 – Czekaj! – powiedziałam do niego, choć to ja odchodziłam. – Kim ty w ogóle jesteś?
Karzeł zachichotał. No tak. To jakby umierając poprosić kogoś, aby zapłacić twoje rachunki. Ja znikałam, ale chciałam znać jego imię, chociaż zapewne w przyszłości się już nie spotkamy.
 – Powiem ci przy następnej wizycie... – jego słowa zamieniły się w bełkot, a ja odpłynęłam po raz kolejny w ciemność. Tym razem moja złość osiągnęła maksymalną skalę.


 Czułam, jak moje ciało podskoczyło, przez co uderzyłam głową w jakąś zimną powierzchnię. Teraz czołem opierałam się o nią. Kark trochę mnie bolał, lecz nie mogłam się poruszyć. Coś uniemożliwiało mi jakikolwiek ruch.
 Przyznam, że uwielbiałam ten moment, gdy po otwarciu oczów znajdowałam się w innym miejscu niż wcześniej. Jeszcze nigdy nie udało mi się zgadnąć, gdzie teraz się znajdowałam. Przed sobą widziałam jedynie autostradę i mijające samochody. Jechaliśmy z dużą prędkością.
 Cholera. Gdzie oni mnie wywieźli?
 Ponownie poruszyłam się i dostrzegłam sznur zawiązany wokół moich nadgarstków. Na nogach znajdował się kolejna para do kompletu.
Co jest, kurwa?
 Dlaczego mieliby mnie związywać? Przecież nie zaatakowałabym go tylko dlatego, że mnie uśpił. Poczekałabym kulturalnie aż zatrzymalibyśmy się na jakimś poboczu i dopiero wtedy wypatroszyłabym go.
 Odwróciłam się i wytrzeszczyłam oczy, patrząc na kierowcę. Spodziewałam się Beletha, Azazela albo Letty. Nawet na widok Mitcha bym się nie zdziwiła. Ale, że był to...
 – Gabriel – odezwałam się.
Anioł uśmiechnął się, po czym zmienił bieg.
 – Nie jesteś zbytnio zaskoczona moim widokiem.
 – Uwierz mi, że jestem. Ale bardziej zastanawia mnie to, dlaczego związałeś mi ręce – uniosłam dłonie do góry.
 – Proste: abyś nie zaatakowała mnie podczas jazdy – wzruszył ramionami.
 – Aha – odparłam.
 Siedzieliśmy tak w milczeniu przez dłuższą chwilę ja – podziwiając krajobraz rozprzestrzeniający się obok nas, a Gabriel – skupił się na prowadzeniu samochodu.
 – To... – odchrząknęłam. – Powiesz mi co ja tu robię?
Zwolniliśmy, a kierowca skręcił na parking.
 – Jeśli cię rozwiążę to rzucisz się na mnie? – zapytał poważnie.
 – Nie, jeśli postawisz mi kolacje – obruszyłam się. – Przerwałeś nam w trakcie posiłku – wyciągnęłam związane dłonie w jego stronę, a on powoli zaczął je rozwiązywać. Czułam zimno jego dłoni na swoich, przez co moje ciało przeszył dreszcz.
 – Jak już to śniadanie – powiedział. – Jechaliśmy całą noc.
Zamurowało mnie. Świetnie. Czyli, jak daleko oni zostali w tyle? Ile czasu zajmie im odbicie mnie? No i czy w ogóle chcą mnie odzyskać...
 – Chcę jajka z bekonem. No i do tego grzanki z serem i świeży sok pomarańczowy. Inaczej bądź pewny, że zacznę krzyczeć wniebogłosy.
 Gabriel pochylił się nade mną, aby rozwiązać także nogi. Odpięłam pas i wyszłam z samochodu, ruszając przed siebie. Drzwi ponownie trzasnęły i usłyszałam głos anioła za sobą:
 – Castiel! – zawołał. – Knajpka jest w drugą stronę!
Odwróciłam się na pięcie i podreptałam do niego. Anioł zachichotał.
 – Nie śmiej się – warknęłam. – Chodźmy, bo jestem głodna i ledwo powstrzymuję krzyk pomocy.
 – Tak jest, psze pani – zasalutował i obydwoje ruszyliśmy w stronę knajpki, która wyłoniła się zza drzew.
 Kilka aut stało przed nią, a ludzie rozsiedli się przy stolikach znajdujących się na zewnątrz. Było ciepło, więc także chciałam zjeść na świeżym powietrzu. Drewniany domek wyglądał na bardzo przyjemny. W powietrzu unosił się zapach smażonych kiełbasek, przez co mój brzuch zawył z głodu. Gabriel ponownie się roześmiał.
 – Ja pójdę zamówić, a ty znajdź dla nas jakieś miejsce – popchał mnie.
 Znalazłam stolik, przy którym moglibyśmy normalnie porozmawiać, żeby nikt nas nie podsłuchiwał. Ktoś przecież mógłby nas uznać za wariatów, gdyby usłyszał, że poruszaliśmy takie tematy jak duchy, demony, anioły...
 Usiadłam na wiklinowym krześle i odwróciłam twarz w stronę słońca. Zamknęłam powieki, aby cieszyć się jego ciepłem bez bólu oczu.
 Okey... Teraz miałam czas, aby przemyśleć plan ucieczki. Nie mogłam liczyć na demony, które mogły mnie porzucić. Może się poddały? Skoro całą noc mnie nie odnalazły, to może nie byłam tak cenna, żeby mnie odzyskać?
 Nie miałam dużego wyboru. Wątpiłam, że ucieknę, gdybym teraz pobiegła. Gabriel był ode mnie silniejszy i szybszy, ale dużo zmieniło się w ostatnim czasie. Ja się zmieniłam.
 Pozostało mi auto. I kluczyki, które znajdowały się bezpiecznie w jego kieszeni. Nie! Zostawił je w kurtce!
 Idealnie. Wystarczyło tylko odebrać mu kurtkę, starannie wymknąć się i dotrzeć do pojazdu. Musiałam jeszcze znaleźć mu jakieś zajęcie, aby mieć na to wszystko czas.
 – Przepraszam – zaczepiłam jakiegoś mężczyznę. – Czy byłby pan tak miły i użyczył mi swojego telefonu? Zapomniałam go w domu, a chciałabym zadzwonić do cioci i powiedzieć, że za niedługo przyjedziemy do szpitala... – zrobiłam minę zbitego psa. Pojedyncza łza spłynęła po moim policzku.
Starszy mężczyzna podrapał się po łysinie. Dostrzegłam współczucie w jego oczach. Wyciągnął telefon i mi go podał.
 – To potrwa tylko chwilę – zapewniłam.
 – Mogę poczekać? – zapytał ochrypłym głosem.
 – Proszę – wskazałam wolne krzesło naprzeciwko mnie, które miał zająć Gabriel.
Wybiłam numer Beletha i po paru sekundach demon odebrał.
 – Cześć, ciociu! – zawołałam od razu.
 – Cass?! Gdzie jesteś? Wszystko z tobą w porządku? Przysięgam – warknął – jeśli ci coś zrobił, zabiję go gołymi rękami...
 – Tak, ciociu, ja też tęsknie – uśmiechnęłam się. – Słuchaj, my właśnie zatrzymaliśmy się na śniadanie i za niedługo przyjedziemy do ciebie.
 – Dobra, Cass. Rozumiem, że nie możesz rozmawiać, ale potrzebuję jakiś szczegółów. Jesteś za daleko, żebym mógł cię wyczuć, a on ukrywa twoją aurę – westchnął.
 – Pamiętasz tą knajpkę przy autostradzie? Wiesz, tą w... – spojrzałam wyczekująco na mężczyznę.
 – W Vancuover – powiedział.
 – Właśnie! W Vancuover! Zawsze lubiłaś tutejsze jedzenie. Chcesz, abym coś ci przywiozła?
Świetnie, Cass. Już jadę. Potrzebuję trochę czasu, ale w ciągu godziny powinniśmy dotrzeć.
No tak – zaśmiałam się. – Zapominam, że ty jesteś na tej specjalnej diecie. No nic, to kupimy ci najwyżej jakieś owoce. Albo te wasze donaty - dodałam.
Cass, potrafisz stworzyć barjerę, która odgradza ich od twoich myśli. Potrafisz ją przesunąć i modelować. To twoja broń. Użyj jej, aby zdobyć dla mnie więcej czasu. I Cass...
Tak?
Uważaj na siebie – wyczułam troskę w jego głosie.
Ty też, ciociu – powiedziałam. – Trzymaj się.
 Następnie usłyszałam sygnał przerywanego połączenia. Niechętnie oddałam telefon i podziękowałam mężczyźnie. Uśmiechnął się, a następnie oddalił, zostawiając mnie samą. Skrzyżowałam ręce, próbując jakoś się otulić. Teraz mogłam się cieszyć, że Beleth jednak żył. Wcześniej nie przyszło mi to do głowy, ale jak czekałam aż usłyszę jego głos, taka myśl przeszła mi przez głowę. Nie wiedziałam co tam się stało. Jak oni mnie dorwali i co z demonami. Tym razem miałam pewność, że demony mnie szukały. Że wciąż im na mnie zależało. A przynajmniej Belethowi.
Kto to był? – odwróciłam się na dźwięk głosu Gabriela. Postawił kilka talerzy przed nami i usiadł na krześle.
Nie wiem – wzruszyłam ramionami. – Jakiś facet. Rozmawialiśmy o chorej cioci w szpitalu – musiałam uważać na słowa, gdyż anioły potrafiły wyczuwać kiedy ktoś kłamał. Za to demony kłamały jak najęte.
No to smacznego – uśmiechnął się, po czym zabrał się za swoją porcję jedzenia.
 Jajecznica nie należała do najlepszej, jakiej jadłam. Bekon jeszcze mi smakował, ale gdy pomyślałam o jedzeniu, jakie przygotowywał mi Beleth na dzień dobry, to aż odechciewało mi się jeść. Mogłam cały dzień głodować, byleby on przygotowywał kolację. Zapragnęłam znów być w domu – czyli miejscu, w którym przebywałam przez ostatnie tygodnie.
 Czułam się w nim normalnie. Nie jak wariatka, tylko jak zwykła osoba. Byłam, że tak powiem, wśród swoich. Nie musiałam się krywać ze swoimi umiejętnościami i pilnować, aby ktoś nie nakrył mnie podczas rozmowy z duchem. Przyjemnie się wśród nich czułam.
Jesteś tak dziwnie milcząca – odezwał się po chwili.
Ciekawe czemu, palancie.
Wzruszyłam ramionami. – A jak niby miałabym się zachowywać w takiej sytuacji?
Myślałem, że po tym czasie będziesz bardziej wrogo do mnie nastawiona. A ty... – westchnął. – Ty po prostu zachowujesz się tak, jak dawniej. Jakbyś nigdy nie trafiła w łapska demonów.
Spodziewałeś się, że będę odmawiała demoniczne litanie i z wyciągniętym pentagramem krzyczała na ciebie? – uniosłam brew ze zdziwienia.
No tak – odchrząknął. – Albo coś w tym stylu.
A kysz, aniele – zaśmiałam się. – Twa dobroć mnie zabija!
Jesteś na mnie zła – stwierdził po dłuższym namyśle. – Przepraszam, Cass, że cię zraniłem.
Przepraszasz za to, że udawałeś mojego chłopaka? Czy za to, że udawałeś, że coś do mnie czujesz?
Gabriel poruszył się nieswojo na krześle.
Przepraszam za to, że cię zraniłem. Nie żałuję tego, że byliśmy razem. Jesteś wspaniałą osobą i te nasze wspólne chwile były cudowne. Żałuję tylko, że musiało się to wszystko tak skończyć...
 Oniemiałam. Czy anioły potrafiły kłamać? Proszę, niech ktoś mi powie, że one to potrafią! Niech on kłamie, żebym mogła go znów znienawidzić.
 – Zimno ci? – zapytał. Zrobiłam zdziwioną minę. – Masz gęsią skórkę i co chwilę łapiesz się za łokieć – wyjaśnił. – Proszę – ściągnął i podał mi swoją kurtkę.
Dziękuje – wykrztusiłam, czując jak moje policzki oblewają się rumieńcem.
 Założyłam jego skórzaną kurtkę. Od razu poczułam ten znajomy zapach. Jego perfumy zmieszane z mydłem. To wszystko było takie znajome i przyjemne.
Wezmę nam jakieś kanapki na drogę i coś do picia – zakomunikował, składając wszystkie talerze w jeden stos.
 Właśnie! Byłam przecież cholernie ciekawa co robiliśmy przy kanadyjskiej granicy!
A tak w ogóle, to gdzie my jedziemy?
Zobaczysz – uśmiechnął się. – To miejsce jest o wiele przyjemniejsze niż to, w którym wcześniej przebywałaś. Tam przynajmniej będziesz należycie traktowana.
O-key – wydukałam. – To ja idę do toalety i spotkamy się przy aucie.
 Gabriel pomachał mi zanim wszedł do środka. Rozejrzałam się dookoła w poszukiwaniu toalety. Niedaleko nas stała kamienna budka. Ruszyłam w jej kierunku, lecz po chwili skręciłam i pędem pobiegłam do samochodu. Czarny jeep stał na prawie pustym parkingu.
 Oparłam się o maskę, nie wiedząc co dalej począć. Bardzo chciałam się stąd wydostać. Wrócić do Beletha i Letty. No i za Azazelem też trochę tęskniłam. Przyzwyczaiłam się do jego ignorancji. Brakowało mi też Tima. Już dawno zaczęłam traktować go, jak młodszego brata. Nie wiedziałam, czy bez niego przetrwałabym to wszystko. Starałam się być silna. Dla niego. Jakby od tego zależało moje życie.
 A teraz nie miałam najmniejszej ochoty na powrót. Z Gabrielem wiązały mnie uczucia, a z nimi... Tęskniłam za nimi. Byli dla mnie, jak rodzina, ale to właśnie anioła pokochałam najpierw.
Dobra, Castiel. Ogarnij się.
 Musiałam wrócić do domu. Do nich, a Gabriel mógł się pieprzyć. Chciałam wrócić do przyjaciół.
 Znalazłam kluczyki od samochodu i otworzyłam pojazd. Przeszukałam schowek i bagażnik szukając czegoś ostrego. Na szczęście znalazłam śrubokręt.
 Wychodząc upewniłam się, że Gabriel jeszcze nie wracał. Zamachnęłam się i wbiłam narzędzie przebijając oponę. Z trudem wyciągnęłam śrubokręt i wszystko schowałam, aby niczego nie zauważył. Zajęłam miejsce pasażera i zniecierpliwiona czekałam na jego powrót. Dopiero gdy adrenalina opadła poczułam ból w dłoni i zauważyłam, że cały czas ściskałam ją w pięść. Z trudem rozprostowałam palce.
 Drzwi od strony kierowcy otworzyły się, a do środka wszedł Gabriel. W rękach trzymał wielką torbę z jedzeniem, jakby przez najbliższe godziny nie mielibyśmy nigdzie wysiadać.
 Jechaliśmy do Kanady. Ale po co? Dlaczego, do cholery, mielibyśmy przekraczać granicę?
Chyba, że chodziło o terytoria.
 Beleth opowiadał mi, że każdy kraj jest podzielony przez różne demony i anioły. W Nowym Jorku znajdował się Gabriel i Beleth. Nie byłam do końca pewna, czy demonom pozwalano przechodzić na czyjeś tereny. Aniołom owszem, ale wysłannicy Piekła mieli nieco bojowe nastroje.
Gotowa na spędzenie kilka godzin w moim towarzystwie?
 Prychnęłam.
Oczywiście.
 Wyjechaliśmy i wystarczyło tylko kilka sekund, aby...
Co jest? – zdziwił się, gdy jakiś przycisk zaczął świecić w samochodzie. Później zatrzęsło pojazdem, a następnie omal nie uderzyłam w tablice rozdzielczą.
 – Kurwa – zaklęłam, udając oburzoną.
 – Nie przeklinaj – upomniał mnie anioł.
 – Przyznaj, sam byś z chęcią przeklął.
Tak... Anioły nie mogły wulgarnie się wyrażać. To by przecież zakłóciło ich anielski porządek i takie tam.
 – Ale tego nie zrobię – odparł. – I tobie też radzę tego nie robić.
Bo co? Porwiesz mnie i wywieziesz w jakieś nieznane miejsce? – zakpiłam.
 – Bardzo śmieszne, Cass. Ja to wszystko robię dla twojego dobra – pokręcił głową.
 – Dla mojego dobra lepiej wyjdź i sprawdź co się stało. – No i wymień oponę, co powinno ci zająć jakieś pół godziny, a w tym czasie Beleth po mnie przyjdzie.
Wyszedł. Sprawdził. I użył jakiś anielskich sztuczek, bo już po dziesięciu minutach sunęliśmy autostradą.
Cholera.
To może powiesz mi co mamy w planach? – zaczęłam rozmowę.
Wieczorem powinniśmy być na miejscu. Odpoczniesz, a potem porozmawiamy.
Ojej – udałam przerażoną. – Czy to ta rozmowa, o której myślę?
Wytłumaczę ci kim jesteś i odwiozę do twojej rodziny? Jeśli o to pytasz, to tak – zmarszczył brwi, jakby się nad czymś zastanawiał.
 Przyznam, że wyglądał bardzo słodko, gdy prowadził. Trochę zaspany, a włosy odstawały na wszystkie strony. Wyglądał, jakby dopiero wstał z łóżka- czyli bardzo seksownie.
Mary mnie nie chce – wyznałam i posmutniałam.
Nie mówię o niej, tylko o twojej babci – wytłumaczył.
Ona wyrzekła się praw nade mną tuż po śmierci rodziców. Nie chcę jej widzieć.
Zrobisz, jak uważasz. Ale najpierw z nią... Co jest? – zmartwił się.
Spojrzałam w jego stronę. Gabriel wpatrywał się w coś przed drogą. To było jakieś auto... Nie! To był samochód Beletha!
Coś ty zrobiła, Cass? – zmienił bieg przyśpieszając.
Ja? Nic – wzruszyłam ramionami.
Kłamiesz. Lepiej zapnij pasy – polecił.
 Przyśpieszyliśmy, a ja zrobiłam to co kazał. Złapałam się siedzenia, jakbym dzięki temu mogła się obronić.
 Czarne BMW zjechało na przeciwny pas, jadąc prosto na nas. Gabriel nie odpuszczał i przyśpieszył.
O dziwo na autostradzie znajdowały się tylko nasze samochody.
Pisnęłam, gdy omal nie zderzyliśmy się z nimi. W ostatniej chwili Beleth skręcił, a Gabriel ostro zahamował. Ich pojazd zatrzymał się kilka metrów dalej, równolegle do naszego. Dwóch demonów wysiadło, a w tym czasie anioł także zbierał się do opuszczenia samochodu.
Nigdzie nie wychodź, Cass. Tak będzie bezpieczniej dla ciebie – ostrzegł, po czym ruszył do walki.
Kolejny demon pojawił się, a Beletha nigdzie nie było w pobliżu.
Wysiadłam, a gdy tylko trzasnęłam drzwiami cała czwórka zwróciła na mnie uwagę.
Cholercia – szepnęłam, gdy demony puściły się pędem w moją stronę.
Chciałam uciec, ale gdy tylko się odwróciłam wpadłam na coś. Albo na kogoś.
Podnosząc wzrok zobaczyłam tą znajomą czarną czuprynę i bursztynowe tęczówki.
Beleth – czułam, jak łzy spływają po moich policzkach. Rzuciłam się na niego, a on mnie przytulił.
Gdybym wiedział, że rzucisz się na mnie po tak krótkiej rozłące, częściej bym cię zostawiał – zaśmiał się.
 Uderzyłam go pięścią w pierś. – Przestań robić sobie żarty i zabierz mnie stąd.
Beleth spojrzał na anioła, który był zbyt zajęty walką z innymi demonami, aby mnie uratować.
Chodźmy stąd, jak najszybciej – poprosiłam.
Spokojnie, mała. Jestem tutaj, więc nic ci nie grozi – objął mnie ramieniem i zaprowadził do jakiegoś samochodu. Dopiero, gdy przejechaliśmy kilka kilometrów przestałam gapić się w lusterko. Gabriel na pewno nas nie śledził. Poczułam ulgę i jednocześnie smutek. Po tym wszystkim co mi zrobił, wciąż coś do niego czułam.
A teraz mi wytłumacz, jakim cudem trafiłam w jego łapska – warknęłam, patrząc się na kierującego demona, który zaczął się śmiać.
Wkurzona Castiel – mruknął. – Mój ulubiony typ – uderzyłam go pięścią w ramię. – No dobra, już mówię. Po tym, jak odleciałaś...
Właśnie! – przerwałam mu. – Zrób to jeszcze raz, a nie dożyjesz jutra – zagroziłam.
Okey, zapamiętam – przytaknął. – Było już za późno, żeby uciec. Gabriel przyszedł z koleżkami, a nas było tylko dwóch. Nie mieliśmy szans, więc chcieliśmy zneutralizować straty.
Czyli oddaliście mnie dobrowolnie?!
Oczywiście, że nie! Nigdy nie chciałem cię oddawać, ale Letty została ranna i strasznie krwawiła, więc musieliśmy ją, jak najszybciej opatrzyć. Liczyła się każda sekunda, a byłem pewny, że znajdę cię nawet na końcu świata.
Już nigdy mnie nie zostawiaj – poprosiłam.
Nie wiedzieć czemu, ale czułam się bezpieczna w jego obecności. Może i był denerwującym wrzodem na tyłku, ale należał do nielicznych, których lubiłam.
Oczywiście, że tego nie zrobię – oburzył się.
Obiecaj mi to.
Beleth ujął moją dłoń i spojrzał prosto w oczy.
Castiel, obiecuję, że już nigdy więcej cię nie zostawię. Masz moje słowo – przysiągł.
Dziękuje – odwróciłam wzrok, wpatrując się w pola, które mijaliśmy.
Czułam, jak po moich policzkach ciekną łzy, jednak nie wiedziałam czy to z powodu szczęścia, że znów mam przy sobie Beletha, czy z powodu smutku, że zostawiłam Gabriela.
 Jedyne czego byłam pewna, to tego, że moje serce krwawiło. Straciłam miłość swojego życia i to już na zawsze. 

3 komentarze:

  1. Bardzo smutny rozdział... :(

    OdpowiedzUsuń
  2. Na początku nie ogarniałam co się stało, ale na szczęście wszystko wytłumaczyłaś. Cieszę się, że Beleth tak szybko odbił Castiel, ona w ogóle nie pasuje mi do Gabriela. Cieszę się, że Letty nic się nie stało. Rozmowa przez telefon wywołała na mojej twarzy szeroki uśmiech. Dość to oklepany temat, ale zawsze go uwielbiam, nie ważne który raz czytam.
    Ślicznie zrymowałaś tą przepowiednię. Super ci wyszła. Jestem ciekawa co z tego wyniknie. Czy Cas posiada jeszcze jakąś moc, o której nie wie? Czy może jest wyjątkowa ze względu na dar widzenia duchów?
    Sorry, za krótki komentarz, ale piszę z telefonu, co nie jest proste. Tutaj nie da się pisać wypracowań w komentarzach.
    Czekam z niecierpliwością na nowy rozdział,
    Pozdrawiam
    P.S. A moim mężem będzie Beleth, sąsiadem Azazel - jego żona Letty, a nasze diabełki będą się razem bawić w ogniu! - jestem jak najbardziej za :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Heeej, trochę zajęło mi dotarcie tutaj z Ostatniego tańca, ale w końcu przywędrowałam i pochłonęłam rozdział w parę minut i chyba dla innych już go nie zostanie :D
    Ale przejdźmy do rzeczy ;)
    Jak ty to robisz, że tak ślicznie wychodzą Ci opisy tych wszystkich miejsc? Że nic się nie powtarza, że nie nudzi, że czyta się i chce się coraz więcej? No jak ty to robisz, co? ;) Bo ja tego nie mogę pojąć. Czytam sobie początek, te opisy wszystkiego, co Cass zobaczyła w Niebie no i sobie myślę "kurde, żebym ja tak fajnie wszystko opisywała...." - z ogromną zazdrością! <3 ale i podziwem, bo może i czasami coś mi się uda opisać, ale wydaje mi się jakby Tobie to przychodziło z taką łatwością! Jejku, naprawdę ukłon w Twoją stronę za to!
    Oczywiście rozmowa przez telefon genialna, dobrze, że Beleth się ogarnął, że nie mogła normalnie rozmawiać, bo jak to normalnie gdzieś występuje to dopiero po chwili rozumieją, że nie może normalnie mówić, albo w ogóle się nie kapują :D
    Tak strasznie mi szkoda Cass! Jejku, wyobrażam sobie jak ona musi się czuć! Rozerwana pomiędzy dwójkę chłopców, w dodatku tak, że do obu coś czuje. Ja osobiście jestem, za Belethem, bo tamten od samego początku mi nie pasował :D
    Baardzo dobrze, że Beleth tak szybko po nią przyjechał. Ciekawa jestem, jak to teraz będzie, znaczy się z Gabrielem, bo w końcu Cass od niego uciekła. Co zrobi? ;)
    Tak gdzieś w połowie czcionka stała się chyba jakaś czarna i niewiele widać, praktycznie nic, więc jakbyś mogła coś z tym zrobić... Bo czyta się tragicznie... ;)
    Pozdrawiam serdecznie!
    Zuza <3

    OdpowiedzUsuń